Nowy numer 41/2019 Archiwum

Mieczem czy lemieszem?

Walka czy rezygnacja? Polacy po klęsce powstania styczniowego przeżywali nie lada rozterkę…

Nigdy nie było tak, że istniała jedna opcja, czyli tylko walka lub odwrót i polityka ugody. W rozgrabionej przez zaborców Polsce ważyły się oba spojrzenia na przyszłość. Byli tacy, którzy radzili układać się z zaborcami, byleby zapewnili jako taką autonomię, pod której osłoną polskość można byłoby zachować i krzewić. Byli zagorzali przeciwnicy takiej postawy, którzy w walce zbrojnej upatrywali drogę do niepodległości. Ale dopóki trzej zaborcy pozostawali ze sobą w pokojowych stosunkach, zwycięstwo nie było możliwe – mówi ks. Krzysztof Kamieński, dyrektor diecezjalnego archiwum. A zatem odwrót i rezygnacja? – Historycy nadali temu nurtowi myśli i działań Polaków pod zaborami nazwę pracy organicznej u podstaw. Chodziło m.in. o edukację młodego pokolenia. Prócz rodzin przechowujących polską tradycję, historię, obyczaje, tożsamość i język, pracą organiczną wykazywały się zakony – dodaje ks. Kamieński.

Dwa się ostały

Choć cesarz skasował zakony działające na terenie diecezji, najstarsze z nich przetrwały dlatego, że podjęły działalność edukacyjną i wychowawczą. Tak było w przypadku klarysek w Starym Sączu i cystersów w Szczyrzycu. Dzięki temu oba zakony nie opuściły swoich starych klasztorów. Papież skasował zakon jezuitów, ale ostali się oni m.in. w Rosji, gdzie przyjęła ich caryca Katarzyna, która chciała udowodnić Ojcu Świętemu, że jego władza nie jest absolutna. To nie przeszkadzało później wydalić jezuitów z carskiej Rosji. – Tak się złożyło, że jezuici otrzymali zgodę, by osiedlić się w Nowym Sączu, w klasztorze po norbertanach. To był konfesjonał Sądecczyzny, a postać o. Antoniewicza była przykładem ewangelizacyjnego rozmachu misyjnego po rabacji. Ponadto jezuici szerzyli kult Serca Jezusowego i cześć dla Matki Bożej Pocieszenia czczonej w kościele Świętego Ducha po dziś dzień. Cesarz zgodził się też, że jezuici mogli prowadzić sodalicję mariańską – mówi dyrektor archiwum.

Wędrówka zakonów

Słabość monarchii austro-węgierskiej po przegranych wojnach z Królestwem Piemontu, wspieranym przez Francję, oraz z Prusami o dominację w związku państw niemieckich sprawiła, że Wiedeń poluzował politykę wobec wielonarodowej mozaiki poddanych. W ten sposób Galicja stała się co prawda kontrolowaną, ale jednak oazą wolności. Sprzyjał temu inny kurs wobec Kościoła, z którym cesarz w 1855 r. podpisał konkordat. Tymczasem w Prusach walczono z Kościołem tak samo jak w zaborze rosyjskim po powstaniu styczniowym. Represje zmusiły niektóre zgromadzenia zakonne do ucieczki z tamtych terenów. – Swoje miejsce znalazły m.in. w diecezji tarnowskiej, ponieważ biskup Pukalski, choć był lojalnym wobec Wiednia, chętnie przyjmował wypędzonych zakonników i siostry, pozwalając im na prowadzenie działalności w diecezji – podkreśla ks. Kamieński. I tak do Tarnowa trafili m.in. filipini ze Świętej Góry k. Gostynia, a także urszulanki Unii Rzymskiej, służebniczki Edmunda Bojanowskiego czy felicjanki.

Oazy Polski

Siostry prowadziły przede wszystkim działalność wychowawczą i edukacyjną. Dzięki wsparciu Sanguszków w Tarnowie powstał zakład edukacyjny z internatem, prowadzony przez urszulanki. Felicjankom również pomogła księżna Sanguszkowa, która sprowadziła je do Tarnowa, aby prowadziły zakład dla sierot i dla dziewcząt. Siostry zakładały ochronki także w innych miastach. Służebniczki przybyły do Tarnowa przed 1875 r. i zaczęły pracę w Bursie św. Kazimierza. Później prowadziły coraz więcej ochronek na terenie diecezji. Jak mówił bł. Edmund Bojanowski, „ochronka to miejsce, gdzie wiarą się chowa, przykazania zachowuje, obyczaje rodzime pielęgnuje”. – To właśnie ochronki i pracujące w nich siostry miały stać się miejscem kształtowania patriotycznych i chrześcijańskich postaw. Miały one być strażnicami rodzimej tradycji i polskich obyczajów. Dlatego w formacji sióstr założyciel kładł nacisk, by wychowawczynie wychowywały dzieci do tego, co polskie, ludowe i co tradycyjne. W założonych przez siebie ochronkach polecił śpiewać pieśni „Bogurodzica” i „Boże, coś Polskę”, ponieważ w nich, jak się wyrażał, zamyka się „cały wiekowy ciąg życia narodu, od jego początków, aż do obecnych czasów”. Wspominając dawnych bohaterów narodowych i dawne polskie zwyczaje, chciał, aby dzieci w ten sposób poznały swoją tradycję i historię, swoje kulturowe dziedzictwo” – pisze ks. Andrzej Gałka. – Zakony wypędzone przez innych zaborców zaczęły wspomagać diecezję przede wszystkim na polu oświaty i wychowaniu. Zakony męskie służyły pomocą w pracy ewangelizacyjnej, zwłaszcza przez misje parafialne – dodaje ks. Kamieński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL