Nowy numer 42/2018 Archiwum

Dwa medale Bernharda

Kiedy wybucha powstanie w Warszawie, w ciągu trzech dni alianci zaczynają loty z zaopatrzeniem. Wiele z nich kończy się tragicznie.

Mieszkaliśmy tu, na Przydziałach, na winklu. Niedaleko. Spałem na strychu, bo było nas dużo w rodzinie. Noc była ciemna. Późno już bardzo, a głośno zrobiło się okrutnie. Było słychać jakby od Bochni huk i terkot karabinów. Jedne głośno i wolniej, drugie szybko i cieniej śpiewały. Dwa samoloty niemieckie leciały za dużym bombowcem, który się bronił. Widziałem ze strychu, jak gdzieś tak nad Grabnem odwinął ten uciekający na południe. Leciał i było widać za chwilę, że się już pali. Spadł tam, niedaleko, w wąwozie – wspomina wydarzenia z nocy 17 sierpnia 1944 roku Kazimierz Mleczko z Łysej Góry. Tak lot z pomocą dla walczącej Warszawy zakończył liberator EW-161 M z 31. Dywizjonu Południowoafrykańskich Sił Powietrznych (SAAF).

Ogień i wybuchy

Zginęła cała załoga samolotu. Siedmiu żołnierzy w wieku od 20 do 27 lat. – Pobiegłem tam, gdy się rozbił, bo wydawało się, że uda się uratować ludzi. A tu huk olbrzymi, eksplozja. Kiedy tam dobiegłem, wszystko się paliło. Wybuchały jeszcze jakieś naboje – wspomina pan Kazimierz. Janina Nosek, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Łysogórskiej „Krakus”, od dawna interesuje się tym wydarzeniem. – Ten liberator rozpadł się w locie na trzy części. Jedna z nich to skrzydło, druga – tylna część kadłuba z wieżyczką strzelca. Jakieś 300 metrów za nią spadła reszta samolotu – opowiada prezes Nosek. Nieżyjący już Jan Gaweł miał w czasie tych wydarzeń 23 lata. Kadłub i skrzydło runęły na pola rodziny J. Gawła i Kazimierza Mleczki. – Nikt z cywili nie miał odwagi podejść, bo wciąż było słychać wybuchy, co pozwalało sądzić, że była tam amunicja – wspominał 30 lat temu w rozmowie z Janiną Nosek. Niedaleko wraku i palących się ciał dotarł Michał Mostowicz, który stacjonował z oddziałem w pobliskich Dołach. Z jedną sekcją poszli zobaczyć, co się dzieje. „Próbowałem wyciągać lotników, lecz było to niemożliwe ze względu na olbrzymi pożar i groźbę wybuchu” – pisał w 1948 roku. Kiedy wracali z tego miejsca, znaleźli tylną część kadłuba z ciałem nieżyjącego strzelca. „Dokumenty, które przy nim znalazłem, pozwoliły zidentyfikować całą załogę” – pisał do brata jednego z poległych.

Za naszą wolność

Jan Gaweł wspominał, że nad ranem przy wraku pojawili się Niemcy. – Mieli z tego uciechę. Szwargotali po swojemu, ale ich gesty dały do zrozumienia, że się cieszą. Postali trochę, odeszli – mówił. Ludzie też się odsunęli, gdy przyszedł okupant, ale na polecenie sołtysa Smolenia podjęli warty, by pilnować wraku. Pochowali też w lesie ciała lotników, a właściwie spalone szczątki, składając je do prowizorycznej trumny. Tego niespalonego strzelca z tylnej części kadłuba pochowali na cmentarzu w Łysej Górze. – Trzeba było tak zrobić, uszanować ludzi, oddać im ostatnią posługę. To jest takie zwyczajne, ludzkie – mówi Moskal. Po wojnie ciała wszystkich ekshumowano i złożono na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Janina Nosek mówi, że parę lat później miejscowa łysogórska społeczność upamiętniła lotników i miejsce katastrofy. Jan Gaweł wspominał, że cztery lata po wojnie był w pobliżu tego miejsca i suszył siano, kiedy przyszedł jakiś mężczyzna i zaczął mówić, że trzeba by upamiętnić tych ludzi. – Z niewoli wrócił Jan Gurgul, mój kolega. Przekazałem mu tę informację, a on powiedział, że z wdzięczności Bogu za przeżycie wojny ufunduje skromny pomnik – opowiadał J. Gaweł. Pomógł im w tym Kazimierz Mleczko, który jako jedyny miał ciągnik we wsi. Przywieźli głaz i posadowili w miejscu, gdzie spadł samolot. Od lat miejscowa ludność gromadzi się tam w sierpniu na Mszy św. w intencji poległych. – Pamiętać – to nasza powinność. Zginęli, niosąc pomoc Warszawie. Walczyli za naszą wolność, są częścią naszej historii, a kim będziemy, jeśli nie będziemy pamiętać? – pyta retorycznie Janina Nosek.

Drugi samolot

W Łysej Górze ludzie pamięć muszą mieć pojemną, bo z losem lotników z liberatora splata się los członka innej załogi, zestrzelonego nad Bochnią halifaxa JP-220 C. W Izbie Pamięci w Łysej Górze Janina Nosek pokazuje mundur płk. Włodzimierza Bernharda. Są tu też podarowane przez niego i jego żonę przedmioty. – To jest osobna historia, ale także związana z pomocą walczącej Warszawie. Otóż tej samej nocy został zestrzelony halifax pilotowany przez Leszka Owsianego. Z samolotu uratował się właśnie m.in. Bernhard. Lasami dotarł do Łysej Góry, gdzie znalazł schronienie – opowiada pani prezes.

Odyseja

– Po wyskoczeniu ze spadochronem wylądowałem na drzewie i wisząc tak, zastanawiałem się, jak zejść. W końcu udało mi się rozhuśtać pasy i dosięgnąć pnia. Zwolniłem pasy i zgramoliłem się na ziemię. Usiadłem pod drzewem i usiłowałem zapalić papierosa, ale nie było to łatwe. Ręce niezależnie od mojej woli wykonywały nie te ruchy. To nerwy. W końcu postanowiłem oddalić się od tego miejsca, jednak wokół słyszałem strzały i na horyzoncie zaczęły zawisać świetlne petardy. To ostudziło moje chęci. Po jakimś czasie wyszedłem z lasu na polną drogę. Nieopodal wiejskich zabudowań dostrzegłem idącego mężczyznę. Szliśmy prosto na siebie, minęliśmy się, on obejrzał się za mną, a ja za nim. Podszedłem i wytłumaczyłem, w jakiej jestem sytuacji, nie miałem wyboru. Lasy, z których wyszedłem, były pełne Niemców, a zbliżał się już ranek. Spotkanie z nieznajomym okazało się dla mnie zbawienne. Odprowadził mnie do znanego sobie gospodarstwa i kazał czekać. Wkrótce przyszli partyzanci i zabrali mnie. Tak trafiłem, unikając niewoli, do oddziału „Meteora”, skoczka, jednego z cichociemnych. Nasz oddział przydzielony był do 16. Pułku Piechoty AK Tarnów. W oddziale tym walczyłem do połowy października 1944 roku – wspominał Włodzimierz Bernhard.

Gościna u Kapusty

Łysa Góra na horyzoncie Bernharda pojawia się właśnie w tym momencie. – Lekko postrzelony, zostałem ulokowany w jednym z zaprzyjaźnionych gospodarstw. Byli to wspaniali ludzie, a ich dwunastoosobowa rodzina była prawdziwą ostoją dla partyzantów. Gospodarz nazywał się Franciszek Kapusta „Ze Dwora” – jak określała go miejscowa ludność – dodawał. Kapusta mieszkał z rodziną właśnie w Łysej Górze. Bernhard wyemigrował do USA. Do Polski powrócił w 2005 roku. Zamieszkał w Warszawie. – Niemal od tego czasu co roku był w Łysej Górze. W ogóle mówił, a miałam okazję z nim rozmawiać, że zastanawiał się, czy właśnie w Łysej Górze nie osiąść. Ofiarował nam swój mundur. Z ogromną wdzięcznością zawsze wspominał Franciszka Kapustę – mówi Janina Nosek. Wśród podarowanych przez Bernharda rzeczy są dwa medale. Jeden za wojnę obronną 1939. Drugi – pamiątkowy medal od dowódcy lotnictwa gen. Błasika. Medali miał całą szufladę, ale ponoć ocalały tylko te dwa. – Żona pułkownika opowiadała mi, że kiedy spadł samolot w Smoleńsku, jej mąż zamknął się w pokoju i hałasował. Okazało się, że zniszczył wszystkie medale, mówiąc, że to niemożliwe, by w jednej chwili zginęli ludzie, którzy stanowią fundament polskiej państwowości – wspomina pani Janina. Bernhard zmarł w 2013 roku w Warszawie. Liberator, który spadł w Łysej Górze, pochodził z południowoafrykańskiego dywizjonu. W tym samym służył lotnik Eric Impey, którego liberator tej samej feralnej nocy z 16 na 17 sierpnia został zestrzelony koło Krakowa, w Luborzycy. Przed lotem Eric napisał modlitwę: O Panie mój, dziś w nocy lecieć mam Lecz zanim w niebo wzbiję się Z czcią klękam przed Twym tronem Gdzie zawsze wieczny spokój jest… •

Nie wrócili znad Warszawy

Wiele załóg samolotów nie wróciło z lotów mających przyjść z pomocą walczącej stolicy. „Większość samolotów została zniszczona w drodze powrotnej nad Polską w rejonie Tarnowa lub przy granicy węgiersko-jugosłowiańskiej” – pisze badacz zagadnienia Maciej Janaszek-Seydlitz. 3/4 sierpnia – trzy brytyjskie halifaxy zostały zestrzelone w drodze powrotnej przez niemieckie myśliwce nocne w rejonie Tarnowa; 14/15 sierpnia – liberator KG-890 polskiej eskadry 1586 został zestrzelony koło Bochni przez niemieckie myśliwce, załoga zginęła; liberator KG-873 został zestrzelony w rejonie Tarnowa, załoga zginęła; liberator KG-828 został zestrzelony w rejonie Tarnowa, cała załoga zginęła; 16/17 sierpnia – halifax JP-220 z eskadry 1586 PAF został zestrzelony przez nocny myśliwiec k. Bochni; liberator EW-275 został zestrzelony przez nocny myśliwiec w rejonie Tarnowa (Olszyny); liberator EW-161 został zestrzelony w rejonie Tarnowa, cała załoga zginęła; 27/28 sierpnia – halifax JP-295, zaatakowany w pobliżu Gorlic przez niemiecki myśliwiec nocny JU-87, został zestrzelony nad miejscowością Banica. Cała załoga zginęła.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy