Nowy numer 41/2019 Archiwum

Wieść się niesie daleko

Historie opisane w „Gościu” mają swój ciąg dalszy. Bo dzięki ludziom, działaniom wspólnot i parafii – dzięki Wam – nasz tygodnik nie jest tylko gazetą.

Osoby, które czytają „Gościa”, stają się częścią jego życia. Ludzie, których losy opisujemy, i ci, którzy nas czytają, mogą się spotkać i wzajemnie się motywować do różnych działań. Serce nam rośnie, kiedy słyszymy o siostrze, która w „Gościu” odnalazła swój dom, o rodzinie, która za naszą sprawą mogła dotrzeć do drugiej rodziny, której przodek uratował życie jej przodka, o działaniach podejmowanych w niewielkich wspólnotach. To często Wy sami podsyłacie nam informacje o ciekawych inicjatywach, stając się motorem i inspiracją dla innych. Za to Wam dziękujemy! „Wieść niesie się bardzo daleko. Ksiądz proboszcz otrzymuje telefony z różnych części diecezji, ale i od rodaków za granicą, którzy czytają i oglądają. To dużo dla nas znaczy” – również takie miłe słowa otrzymujemy od Was po publikacji materiałów. To wszystko sprawia, że nie tyle rozgościliśmy się, ile zadomowiliśmy w diecezji tarnowskiej.

Uratował życie mojemu dziadkowi

Po ukazaniu się w internetowym wydaniu „Gościa Tarnowskiego” artykułu o „niezłomnym i dobrym” Julianie Prażuchu z Niecieczy, redakcyjny kolega odbiera telefon z Warszawy i słyszy: „Ten człowiek ocalił życie mojemu dziadkowi. Chciałabym się skontaktować z jego rodziną”. Juliana Prażucha z dziadkiem Agnieszki Siembidy, która do nas zadzwoniła – Henrykiem Zwalińskim – los złączył w więzieniu w Rawiczu, do którego trafili za działalność antykomunistyczną. Nie znali się wcześniej, pochodzili z różnych stron Polski. 24-letni wówczas Henryk załamał się, patrząc na miejsce, w którym się znalazł. Źródłem siły stał się Prażuch, który podnosił współwięźnia na duchu, dodawał nadziei, a kiedy Zwaliński odmówił już nawet jedzenia, przez kilka tygodni go karmił. „Dziadek zawsze mówił, że ma poczucie, że gdyby nie Julian Prażuch, jego życie skończyłoby się w Rawiczu” – dodaje pani Agnieszka. Przeżył, ożenił się i dzięki Prażuchowi ta historia potoczyła się dalej.

Tu jest mój dom

Siostra Klara Sarlińska mówi, że w „Gościu” znalazła swój dom. Pochodzi z Cikowic. Miała 30 lat, skończone studia i 6-letni staż pracy w szkole. Wtedy Pan ją wezwał, i to tak wyraźnie, że udało Mu się przebić przez dzwonki i szkolną wrzawę. – Moje powołanie zrodziło się wśród dzieciaków, które są szczególne w oczach Bożych. Bardzo lubiłam swoją pracę, ale dziś tak dobrze wiem o tym, jak cenne jest dla mnie życie klauzurowe, wspólnotowe z moimi siostrami, że nie zamieniłabym go na żadne inne – wyznaje. Kiedy zdecydowała o pójściu do zakonu klauzurowego, nie wiedziała, który dom wybrać. – Przyszedł więc czas intensywnej modlitwy i pytań: „Panie, gdzie chcesz, żebyśmy zamieszkali?” – opowiada s. Klara. Odpowiedź przyszła w „Gościu”. Dokładnie wtedy rozpoczęliśmy cykl, w którym prezentowaliśmy zakony żeńskie diecezji tarnowskiej. – Nie wiem, może byłyby to klaryski, ale bernardynki alfabetycznie pojawiły się jako pierwsze klauzurowe – żartuje s. Klara i przyznaje, że urzekła ją franciszkańska radość, o której bernardynki opowiadały na naszych łamach. – Generalnie zakon klauzurowy kojarzył mi się z monastyczną powściągliwością, a tutaj bardzo spodobało mi się to, że można połączyć wyrywającą się do życia radość z kontemplacją i zamyśleniem. Po tamtym artykule przestałam szukać i jestem tu bardzo szczęśliwa. To jest mój dom i jest tu franciszkańska radość, o której w „Gościu” opowiadały siostry – potwierdza s. Klara, od 6 lat mieszkająca za klasztornym murem zakonu w Kończyskach.

Bogu niech będą dzięki

Opisywani przez nas ministranci z Dobrej stali się przykładem dla innych stojących przy ołtarzu. Sami słyszeliśmy, jak proboszcz z sąsiedniej parafii mówił do swoich: „Jak w Dobrej mogą zachować właściwą postawę, to i wy możecie”. Historie wyczytane w „Gościu” słyszymy czasem podczas kazań. Młodzi piszą do nas o swoich inicjatywach: „Nie chcemy się chwalić, ale innym pokazać, że jak się działa wspólnie, to wiele można zrobić”. Słyszeliśmy o inwestycjach, które – opisywane na łamach naszego pisma – nabierały tempa i wzmacniały poczucie wspólnoty wokół jednej sprawy. Oczywiście, żadna w tym nasza zasługa. Być może Agnieszka Siembida z Warszawy znalazłaby inną drogę, by dotrzeć do rodziny Prażucha, a już na pewno Bóg miałby inny sposób na wskazanie właściwego zakonu s. Klarze. Pan nas jednak ze sobą złączył i chwała Mu za to. „Gość w dom, Bóg w dom”…•

„Gość” w domach…

s. Klara Sarlińska bernardynka z Kończysk – W moim domu rodzinnym czyta się „Gościa Niedzielnego” i rodzice zawsze dbali o to, by ten tygodnik u nas był. Czytaliśmy go wszyscy, a później przy śniadaniach rozmawialiśmy na ten temat. To za sprawą tarnowskiego dodatku dowiedziałam się o zakonie sióstr bernardynek w Kończyskach, który stał się moim nowym domem 6 lat temu. Tu także siostry prenumerują „Gościa Niedzielnego”. Wasz dodatek jest świetny, bo wiemy na bieżąco, co się w diecezji dzieje, nie opuszczając zakonu. Poza tym czuję się jak w domu, bo też czytamy wasz tygodnik i później o tym rozmawiamy. Władysława Osika z Gostwicy (parafia Długołęka-Świerkla) – Lekturę „Gościa” zwykle rozpoczynam po niedzielnym obiedzie. Najpierw z tarnowskiego dodatku dowiaduję się, co się u nas dzieje, potem czytam Franciszka Kucharczaka i kartkuję na koniec – „Z bliska”. Potem już od początku czytam wszystko, od deski do deski, wiem, co się dzieje w naszej diecezji i na świecie. Zwykle jest to lektura na parę dni. Przeglądam informacje, które są zamieszczone przy programie, choć telewizję rzadko oglądam, ale mężowi podpowiadam, czy to film dla nas. „Gościa” kupujemy, odkąd jest rozprowadzany w parafiach. Niektóre najważniejsze dla mnie numery gazety przechowuję, a wśród nich dwa egzemplarze z 2012 roku ze święceń kapłańskich mojego syna. Alicja Majda z Limanowej – „Gościa” czytam zwykle w internecie, kiedy pojawią się ciekawe posty na FB lub sama szukam informacji o wydarzeniu, które się odbyło, i chcę wiedzieć, co się działo. To jedno z nielicznych mediów, które w trafny, obiektywny sposób potrafi pokazać tematy zarówno katolickie, jak i polityczne, z ciekawym komentarzem. Bardzo mnie inspirują historie ludzi opisywane w „Gościu”. Pokazują, że jest wśród nas mnóstwo osób dających świadectwo w swoim środowisku. Strona internetowa „Gościa” może być dla każdego miejscem inspiracji i szukania dobrych wzorców – ja tak robię i cieszę się, że „Gość Niedzielny” idzie z duchem czasu i jest w internecie. Nie ukrywam, że mam też kilka egzemplarzy papierowej wersji tygodnika, w których znalazła się wzmianka o ŚDM Limanowej i inicjatywach podejmowanych w duszpasterstwie młodzieży. Zenon Rakoczy z Dobrej – „Gościa Niedzielnego” czytam od 2013 roku, kiedy to kościół w Dobrej został podniesiony do rangi sanktuarium. Po tym wydarzeniu pierwszy raz zajrzałem do tygodnika. Bardzo mnie zaciekawił. Po pierwsze, można się zorientować, co się dzieje w diecezji, a po drugie, poczytać historie różnych ludzi. W dzisiejszym świecie wśród młodych to rzadkość, że ktoś interesuje się życiem diecezjalnego Kościoła, ale od lat jestem z nim związany poprzez służenie Bogu i ludziom. Najpierw byłem ministrantem, a potem zostałem lektorem, którym jestem do dzisiaj.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL