GN 3/2021 Archiwum

Przywróć temu chłopakowi życie, ja oddam za nie swoje

Pasierbiecka Matka pociesza płaczących, wysłuchuje próśb i udziela łask. Bezwzględnie. Tu nikt nie ma wątpliwości.

Wszyscy mamy tu wielkie nabożeństwo do Matki Bożej Pasierbieckiej. Cokolwiek się dzieje, Ją się prosi o wsparcie, zdrowie i pociechę. Matka Boża czuwa nad nami i nas tu chroni. Nie tylko mnie. Kogokolwiek by tu nie zapytać, każdy to potwierdzi. Nie ma o czym dyskutować – twierdzi Gustaw Ptaszek z Pasierbca, który dowodów na to, że Matka Boża potrafi być tu szczodra, ma wiele, nawet z własnego życia.

Najpierw uratowała mu 4-miesięczną córkę, u której lekarze stwierdzili zwężone jelita. W 1979 roku operacja takiego schorzenia była nie lada wyzwaniem, ale powiodła się i córka przeżyła. Od 20 lat jest siostrą zakonną. W 2012 roku zachorował on sam. – Zemdlałem. Pękł mi tętniak w głowie i spowodował wylew podpajęczynkowy. Lekarze dawali mi 10 proc. na to, że przeżyję, a jeśli już, to będę jak roślina. A ja jestem zdrowy jak rydz, nawet głowa mnie nie pobolewa jak dawniej. Czy to nie jest cud? – pyta pan Gustaw. Podczas sobotniej nowenny najwięcej jest próśb do Pani na Pasierbcu, ale ludzie potrafią też dziękować za otrzymane łaski. Intencje pisane są tradycyjnie na kartkach lub przesyłane przez internet. – Wiele z nich dotyczy uzdrowienia, ale w ostatnim tygodniu było chyba z 8 próśb, kiedy matka wstawia się za dzieckiem, które odeszło od Kościoła, wyjechało np. za granicę i o Bogu zapomniało. Ludzie płaczą i z wielką nadzieją przychodzą prosić o ratunek – zauważa s. Maria Bukowska CSJB, zakrystianka. – Mam dziecko w Hiszpanii, które urodziło się tutaj – dodaje z radością siostra. Czuje się jego matką chrzestną. Opowiada historię, jak do Pasierbca przyjechało małżeństwo z Hiszpanii, w okolicy spędzali urlop. Strasznie płakali. Okazało się, że 40-letnia kobieta straciła upragnione dziecko. „Co ja teraz zrobię?” – pytała. „Módlcie się” – doradziła s. Maria. – Sami też zaczęliśmy się za nich modlić. Po czterech miesiącach zadzwonili, że spodziewają się dziecka. Radość i strach od razu, ale szczęśliwie dziecko się urodziło. Byli z nim tutaj Matce Bożej podziękować – dodaje s. Maria. Do dziś porusza tu historia sprzed kilkudziesięciu lat. Ks. Stanisław Durbas miał za sobą 15 lat kapłaństwa i posługi w diecezji opolskiej, kiedy zdiagnozowano u niego nowotwór, w wyniku którego amputowano mu nogę. – Był rok 1969. Jechałem do rodzinnego domu w Rajbrocie. Zatrzymałem się w Krakowie przy kościele Mariackim. Poczułem, że moja prawa noga jest nieczynna. Po prześwietleniu okazało się, że jest jakiś wielki żer nad kolanem, wewnątrz nie było dużej części kości – opowiadał wielokrotnie kapłan cudownie uzdrowiony za przyczyną Matki Bożej na Pasierbcu. W szpitalu leżał dwa i pół roku. Pojawiły się przerzuty z kości na mięśnie, przestał nie tylko chodzić, ale i mówić. – Już przykryto mnie prześcieradłem i chciano wywieźć do lodówki. Wtedy moja mama, która miała brata księdza, a był proboszczem w Trzcianie koło Bochni, zadzwoniła do niego, że Staszek umiera – wspominał ks. Stanisław. Wuj ks. Mikołaj Piechura przyjechał z rodziną do sanktuarium w Pasierbcu, odprawił tam Mszę z prośbą o uzdrowienie dla chorego siostrzeńca i złożył ślub, by Bóg za przyczyną Matki Bożej Pasierbieckiej przywrócił młodemu kapłanowi życie i zdrowie, a w zamian zabrał jego. Niedługo potem napisał w liście do ks. Durbasa: „Czuję, że Matka Boża poparła moją sprawę, bo moje życie się załamało i w szybkim tempie gaśnie”. Po dwóch tygodniach ks. Mikołaj Piechura, który właściwie na nic nie chorował, zmarł, a śmiertelnie chory ks. Stanisław Durbas wyzdrowiał. – Przyszła do mnie komisja lekarska i pyta, gdzie pacjent, widząc, że ja stoję i mówię. Powiedzieli, żebym jechał na krakowski Rynek i Bogu podziękował, bo klinika nie zna przypadku, by ktoś po nowotworze złośliwym wyzdrowiał – wspominał. Wydobrzał na tyle, że mógł jeszcze uczestniczyć w pogrzebie swojego wujka. Kilka lat później wrócił do pracy duszpasterskiej, wygłosił grubo ponad setkę rekolekcji i kilkanaście misji. – Zawsze jedną naukę poświęcał Matce Bożej Pasierbieckiej – zauważa ks. Józef Waśniowski, pasierbiecki kustosz senior, który wielokrotnie ks. Stanisława Durbasa gościł na Pasierbcu. Ks. Durbas zmarł w wieku 89 lat i w 63. roku kapłaństwa. Został pochowany w listopadzie 2017 roku na cmentarzu w Pasierbcu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama