Nowy numer 2/2021 Archiwum

Przychodzą do Niej po pociechę

Ks. prof. dr hab. Janusz Królikowski, mariolog, o genezie kultu Matki Bożej Pocieszenia i rodzajach pociechy.

Grzegorz Brożek: Podobno kult Matki Bożej Pocieszenia ma swoje początki w Bolonii, w kościele tamtejszych augustianów?

Ks. prof. Janusz Królikowski: Sięga swymi początkami XV wieku, chociaż można różnych jego przejawów dopatrywać się w różnych miejscach i w różnych kontekstach duchowych już wcześniej. Pozostaje jednak faktem, że kult Matki Bożej Pocieszenia jest związany szczególnie z duchowością propagowaną przez augustianów i innych zakonników spokrewnionych z nimi dzięki regule św. Augustyna, na której opierali się w swoim życiu. W naszej diecezji dowodzi tego choćby sanktuarium w Pilźnie, które jest związane z tamtejszymi augustianami, czy to w Nowym Sączu, powiązane z norbertanami (premonstratensami). Także w Czermnej, gdzie czcimy Matkę Bożą Pocieszenia, można dopatrywać się wpływu augustianów z Jasła.

Kult Matki Bożej Pocieszenia wyszedł jednak daleko poza augustiański krąg.

Ludzie w różnych okolicznościach swego życia zwracają się do Matki Bożej, prosząc o pociechę. Smutek, którego doświadcza człowiek, a zwłaszcza najbardziej niebezpieczny „smutek beznadziejności” – jak pokazuje doświadczenie wiary – może liczyć na pociechę Bożą, którą wyjednuje Maryja. Ból smutku dotyka człowieka i całe wspólnoty w różnych okolicznościach. Wierzący odkryli, że aby się nie poddać, mogą mówić do Maryi: „Pocieszycielko nasza…”. Sanktuaria propagujące tego typu kult znajdują dzisiaj uznanie i stają się niemal konieczne, gdy dotyka nas smutek – smutek w różnych postaciach. Wierzący słusznie zwracają się więc do Matki Bożej, w tym także Tej czczonej za pośrednictwem obrazu w Pasierbcu.

O jakiego rodzaju pocieszeniu mówimy w kontekście kultu Maryi?

Gdy mówimy o pocieszeniu, które uzyskuje się u Matki Bożej, musimy pamiętać, że nie chodzi w tym przypadku o jakieś doznanie psychiczne. Chodzi w nim przede wszystkim o wiarę. Myślę, że na dwa rodzaje pocieszenia możemy szczególnie liczyć u Matki Bożej. Po pierwsze, ukazuje nam Ona cel i sens życia. Największy smutek i ból duchowy dotykają człowieka wówczas, gdy nie widzi światła przyszłości, gdy bliskie jest mu wołanie Stanisława Wyspiańskiego zapisane w „Weselu”: „Nie widzę, nie widzę dróg, zaćmił mi się Bóg”. Drugi rodzaj smutku dotyka człowieka wtedy, gdy wprost znajduje się pod naciskiem zła. Może to być zło moralne, a więc grzech, albo zło fizyczne, czyli cierpienie z jego ostateczną postacią, czyli śmiercią. Te doświadczenia smutku nie znajdują łatwego rozwiązania na poziomie psychologii czy też racjonalnego rozumowania. Odpowiedź na nie zawarta jest w wierze i jej tajemnicach. Maryja, która żyje w niebie, pociesza nas ukazaniem celu, sensu życia, który jest w niebie, a który został zapoczątkowany na ziemi zmartwychwstaniem Chrystusa. Ona, jako Wniebowzięta, jest dowodem, że smutek i lęk przed śmiercią mogą zostać pokonane. Pokazując nam natomiast piękno i siłę życia w łasce Bożej, Maryja mówi, że Bóg jest właśnie przez łaskę w najwyższym stopniu obecny w naszym życiu, a tym samym grzech nie jest ostatnim słowem, które je wyraża. Ludzkie życie określa, ukierunkowuje i prostuje zwycięska łaska Chrystusa, o którą dla nas przed Bogiem prosi Maryja. Jakże wielką pociechą jest dla człowieka doświadczenie zwycięstwa łaski… A ono przychodzi także przy skutecznym udziale Maryi.

grzegorz.brozek@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama