Nowy numer 3/2021 Archiwum

Szlakiem Legionów Polskich

Na terenie diecezji tarnowskiej ćwiczyła się kadra wojska, które miało się bić o naszą niepodległość.

Tu legioniści, a wśród nich tysiące mieszkańców naszych miejscowości, stoczyli zwycięskie boje i doznawali porażek. Tu czuli się jak w ojczyźnie i tu wznosili toast za wolną Polskę.

Stróża, kolebka niepodległości

W niewielkiej Stróży szkoliła się kadra przyszłych Legionów Polskich, a wśród nich dwóch późniejszych marszałków, trzech generałów broni, 12 generałów dywizji, 14 generałów brygady i sześciu pułkowników II Rzeczypospolitej. Słowem – kadra niepodległości. Właśnie tu w lipcu 1913 roku do maleńkiej wioski, ukrytej między wzniesieniami Beskidu Wyspowego w gminie Dobra, przyjechało ze wszystkich ziem polskich, podzielonych między zaborcami, ale i z Niemiec, Francji, Szwajcarii, Belgii i Rosji 90 mężczyzn – członków Związku Strzeleckiego. Decyzją Józefa Piłsudskiego odbywali tu kurs oficerski dla przyszłych kadr wojska, które miało się bić o niepodległość dla naszego kraju. Zostali rozlokowani w niewielkim podupadającym dworze Ludwika Lazara i pobliskiej stodole. Majątek należał do babki Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. Dziś w dworku znajduje się szkoła. Dzieci uczą się w murach, które były kolebką niepodległości. Program kursu Pierwszej Oficerskiej Szkoły Strzeleckiej w Stróżach był tak intensywny, że w ciągu kilku tygodni, jakie strzelcy tu spędzili do końca sierpnia 1913 roku, musieli opanować umiejętności, które normalnie zdobywało się miesiącami. Poznawali historię i taktykę wojen, geografię militarną ziem polskich pod zaborem rosyjskim, topografię i terenoznawstwo, organizację armii rosyjskiej, umocnienia polowe, musztrę, regulaminy; uczyli się o broni i materiałach wybuchowych, odbywali ćwiczenia praktyczne w terenie – na stokach Łopienia, Mogielicy, Ćwilina, Jasienia czy Śnieżnicy.

Powiśle Dąbrowskie – dzwony od Piłsudskiego

Na Powiśle Dąbrowskie legioniści wkroczyli we wrześniu 1914 roku, wycofując się na rozkaz wojsk austro-węgierskich z Kielc. Dokładnie 14 września dotarli do Szczucina, gdzie Pierwszy Pułk dowodzony przez Józefa Piłsudskiego otrzymał wyczekiwane wielostrzałowe karabiny Manlichera (zamiast dotąd posiadanych przestarzałych werndli). Legioniści zostali ubrani w nowe mundury, dostali płaszcze, koce, ciepłą bieliznę, buty i tornistry. Odnieśli na Powiślu Dąbrowskim spore sukcesy, ale ponieśli także wiele strat, o czym przypominają cmentarze wojenne, na których wielu z nich zostało pochowanych. Jedna ze zbiorowych mogił znajduje się w Gręboszowie. Tam spoczywa pierwszy z poległych oficerów Legionów Polskich Stanisław Krynicki ps. Tymkowicz wraz z 17 innymi legionistami. 21 września komendant Józef Piłsudski zatrzymał się ze swoim sztabem na plebanii w Gręboszowie. Ówczesny proboszcz ks. Piotr Halak cieszył się Legionami Polskimi, a ponoć do żołnierzy Piłsudskiego przemawiał tak gorąco, że wszyscy płakali. Po wojnie Piłsudski przekazał gręboszowskiej parafii dwie lufy armatnie na odlanie dzwonów. W 1921 roku odbyła się ich konsekracja.

Przełęcz Rydza-Śmigłego – myślałem, że umrę ze śmiechu

Na przełomie jesieni i zimy roku 1914, gdy przygotowywano skierowane przeciw Rosjanom uderzenie na Limanową i Nowy Sącz, Legiony miały za zadanie oczyścić przedpole z wroga w rejonie Dobrej i Jurkowa. To na przełęczy pomiędzy Łopieniem a Mogielicą 23 listopada 1914 roku legioniści, dowodzeni przez mjr. Edwarda Rydza-Śmigłego, pokonali podczas nocnego ataku zwiadowczy szwadron kawalerii rosyjskiej. Polacy wzięli do niewoli ponad 90 Rosjan, w tym 5 oficerów. Zdobyli też 70 koni. Pomógł im szczęśliwy przypadek. Strzelcy otoczyli Chyszówki i podeszli pod chałupy, w których nocowali rosyjscy ułani dowodzeni przez gen. Dragomirowa. Rosyjski wartownik dostrzegł ich, ale nie wszczął alarmu, bo wziął przeklinających po rosyjsku legionistów za swoich. Żołnierze Rydza-Śmigłego dołączyli do legionów kilka tygodni wcześniej na Kielecczyźnie i dobrze mówili po rosyjsku. Ułani zostali kompletnie zaskoczeni. Poddali się prawie bez walki. „Myślałem, że umrę od wewnętrznego śmiechu, gdym usłyszał, czemu właściwie zawdzięczamy powodzenie! Niesłychany i całkiem nowy pomysł dla taktyki” – wspominał Piłsudski, gdy dowiedział się o powodach sukcesu.

Limanowa, Marcinkowice, Nowy Sącz – pociski z kwiatów

Zwycięstwo na przełęczy w Chyszówkach było czymś w rodzaju zapowiedzi sukcesu wojsk cesarskich w bitwie limanowskiej. Piłsudski dotarł do Limanowej 4 grudnia 1914 roku. Zatrzymał się w domu lekarza powiatowego Kazimierza Mieroszewskiego przy ul. Matki Boskiej Bolesnej. W swoich wspomnieniach podkreślał życzliwość i gościnność, jakiej on i jego żołnierze tam doświadczyli. „Tu czułem się jak w Ojczyźnie, czułem się potrzebny dla niej jako jej obrońca” – pisał. Piłsudski ze swoim wojskiem raz zbliżał się do Limanowej, a raz oddalał, co później opisał w swej książce „Moje pierwsze boje” jako „kontredans koło Limanowej”. Z tego „tańca” bardzo dobrze zapamiętał bitwę pod Marcinkowicami, stoczoną 5 i 6 grudnia 1914 roku. Wspominał ją jako jedną z najcięższych, a zarazem najładniejszych. Ruszył do walki, nie dopiwszy szklanki mleka. Zrobił to dopiero w 1921 roku, kiedy już jako naczelnik państwa odwiedził w Marcinkowicach groby legionistów. Na powitanie kazał sobie przygotować szklankę do połowy wypełnioną mlekiem. 8 grudnia rozpoczęła się wielka bitwa pod Limanową, podczas której legioniści osłaniali górskie przejścia w kierunku Mszany Dolnej. Przeszli przez Zalesie, Kamienicę, Łącko. 13 grudnia Piłsudski na czele legionistów wkroczył do wyzwolonego Nowego Sącza. Było to wejście tryumfalne. Gdy wjeżdżał na rynek na Kasztance, „rozległ się krzyk całego tłumu i padły pociski z kwiatów” – wspominał.

Bitwa pod Łowczówkiem – Wigilia w okopach

Z Nowego Sącza I Brygadę Legionów Polskich ściągnięto do Łowczówka, gdzie najbardziej zaciekłe walki z rosyjskim wojskiem przyszło legionistom stoczyć w Wigilię 1914 roku. Za opłatek i całą wieczerzę wigilijną musiał starczyć ocalony suchar albo kromka chleba. Oddziałami dowodził ppłk Kazimierz Sosnkowski. Piłsudski w tym czasie udał się w sprawach służbowych do Wiednia. Jak podaje legionowa legenda, z polskich okopów popłynęła melodia kolędy. Ucichły rosyjskie karabiny, a Polacy z drugiej strony barykady podchwycili pieśń. Wojna na chwilę zamilkła. Pod Łowczówkiem na zawsze pozostało 128 legionistów, a 342 odniosło rany...

Lipnice i Rajbrot – toast za Polskę

W wyniku strat pod Łowczówkiem polskie pułki rozlokowano w Lipnicy Górnej i Dolnej (1 i 2 pułk oraz część kadry oficerskiej), Murowanej (sztab brygady z Piłsudskim na czele) i Rajbrocie (kawalerzyści Beliny-Prażmowskiego) na czas od 27 grudnia 1914 do 19 stycznia 1915. Tam z beliniakami sylwestra spędził Józef Piłsudski. W budynku miejscowej szkoły wzniesiono pierwszy toast o wolnej Polsce. Wygłosił go Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Życzył Piłsudskiemu, by jako naczelnik „zespolił i dał naszej Ojczyźnie nad wszystkimi wrogami ostateczne zwycięstwo”. Po latach, gdy Piłsudski został naczelnikiem, koledzy ochrzcili Wieniawę mianem Wernyhory z Rajbrotu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama