Nowy numer 42/2019 Archiwum

Białe deski

– Jako człowiek – zwyczajny. Jako kapłan – jednoznaczny, przezroczysty. Dziś dla nas jest święty – mówi o zamordowanym 20 lat temu na misjach w Afryce ks. Janie Czubie bobowianka Barbara Kowalska.

Jej zdaniem życie tego męczennika można streścić w 14 datach. Niektóre dotyczą czasu pracy duszpasterskiej w Bobowej. Trwała ona cztery lata. – Ks. Jan, gdy tu był, po prostu dokądś nas, uczniów, ciągle wyciągał, stawiał przed nami zadania, chodził z nami w góry, zmuszał do przekraczania granic. To było bardzo fajne doświadczenie. Trochę inne od sztampy – przyznaje Małgorzata Molendowicz, uczennica ks. Czuby. Barbara Kowalska prowadziła wtedy teatr, którym ks. Czuba bardzo się interesował.

– Nigdy nie grał. Przychodził na próby, bo były ponoć radosne. Był takim dobrym duchem tego przedsięwzięcia: dbał o aktorów, których często odwoził do domów po próbach, przynosił ciasteczka i herbatę, organizował nam stroje – wspomina B. Kowalska. – Ludzie mówią, że był bardzo radosny. Dla każdego miał uśmiech. Z każdym porozmawiał, każdego znał. Bardzo lubił, jeśli można użyć takiego sformułowania, ludzi cierpiących, starych, chorych. Ówczesna młodzież do dziś wspomina organizowane przez niego odwiedziny domów chorych w pierwsze piątki z Mszą św. A potem wyjechał na misje do Afryki.

Afryka

– Zawsze chciał jechać. A szczególnie po tym, jak przeczytał książkę o o. Beyzymie – wspomina Stanisław Czuba, brat zamordowanego. Kiedy w Gorlicach po posłaniu misyjnym dziękował biskupowi, wypowiedział m.in. takie słowa: „Pozwól mi, Panie, spłonąć na Twoim ołtarzu!”. – Wyprosił to, bo tak się stało – kiwa głową brat Stanisław. Nindża, rebelianci obalonego prezydenta 27 października 1998 roku przychodzą na misję Loulombo szukać broni. Wściekli, że nic nie znajdują, posyłają serię z kałasznikowa w stronę ks. Jana. Ginie na miejscu. – Rozmawiałam z nim, gdy był we Francji i wracał do Afryki. Było niebezpiecznie, ale mówił, że musi być wśród swoich w tym trudnym czasie – wspomina Janina Leja, siostra ks. Jana. Po jego śmierci jedna z holenderskich sióstr zakonnych przypomniała sobie rozmowę przy obiedzie. Jan powiedział, że kiedy umrze, chce być pochowany w trumnie z białych desek. – Za tymi deskami kryje się jego wiara. Białe deski w Afryce oznaczają nicość, są tam szybko jedzone przez robaki. On wyniszczył siebie dla Jezusa – mówi ks. Krzysztof Czermak, misjonarz.

Grupa

W Bobowej po jego śmierci okazuje się, że niemal w każdym domu są zdjęcia ks. Jana. Ludzie wyciągają je i stawiają na honorowych miejscach. Zostawił głęboki ślad w sercach ludzi. Dwa lata temu powstaje Grupa ks. Jana Czuby. – W gronie jego byłych uczniów pojawiła się myśl, żeby się spotkać, pomodlić, wrócić do wydarzeń sprzed 30 lat – przyznaje Małgorzata Molendowicz. Co zadziałało? – Widzimy dziś, że jesteśmy jakoś sensownie ukształtowani, że to, co on z nami robił, dając nam doświadczyć wiary, Boga, zbudowało nas – dodaje. Dlatego w 20. rocznicę śmierci przy udziale proboszcza ogłaszają w parafii Rok ks. Jana Czuby. – Powstała róża różańcowa ks. Czuby, są comiesięczne Msze św. o beatyfikację, zaopiekowali się pamiątkami po ks. Janie, organizują spotkania. Wydali kalendarz i zorganizowali diecezjalne spotkanie misyjne róż różańcowych – opowiada o przedsięwzięciach ks. dr Marian Chełmecki, proboszcz parafii.

Za życia i po śmierci

Jednym z ważnych pomysłów jest zebranie świadectw. Maria Hebda chętnie opowiada, jak ks. Jan, będąc w Bobowej, pocieszał jej córkę w chorobie. „Po trzeciej operacji, kiedy okazało się, że straciła dużo krwi, usłyszałam, że muszę za krew zapłacić, a w domu nie było w ogóle pieniędzy. W drzwiach oddziału pojawił się ni stąd, ni zowąd ks. Jan Czuba. Zobaczył moją rozpacz i zapytał lekarza, o co chodzi. Bez chwili namysłu, bez jednego pytania wyjął pieniądze i zapłacił za krew, która była niezbędna, by ratować moje dziecko. Czy może być coś piękniejszego od tego gestu miłości?” – pisze Maria Hebda. Ksiądz Jan działa też po swojej męczeńskiej śmierci. Anonimowa osoba daje świadectwo cudu za przyczyną ks. Jana Czuby – było to uzdrowienie zięcia, który po zdiagnozowaniu dwóch tętniaków stoczył bój na śmierć i życie. – Modliliśmy się przez wstawiennictwo ks. Jana. Jestem przekonana, że to on wyprosił nam u Boga łaskę – dodaje kobieta. W Bobowej wiele osób modli się przez jego wstawiennictwo. – Rozmawiałam kiedyś ze starszym panem i powiedziałam, że może niebawem będziemy mogli modlić się za wstawiennictwem ks. Czuby. W odpowiedzi usłyszałam: „Pani Basiu, nie niebawem. Ja już to robię” – opowiada B. Kowalska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL