Nowy numer 41/2019 Archiwum

Bóg nam ją dał

Siostry służebniczki w Dębicy modliły się za Helenę Kmieć w drugą rocznicę jej tragicznej śmierci.

W Dębicy drugi raz wspominaliśmy Helenę. W miesiąc po jej śmierci odbyło się tutaj spotkanie modlitewne ze świadectwami. Wyrosło z potrzeby serca ludzi, których ona znała, pierwszych wolontariuszy Wolontariatu Misyjnego „Salvator” pochodzących z Dębicy. To tutaj zrodził się wolontariat. Z drugiej strony my, jako służebniczki, czułyśmy się zobowiązane, żeby modlić się za Helenę i przez jej wstawiennictwo, bo Bóg dał ją nam w ostatnich dniach życia. Chcemy upamiętniać jej dobre życie, pokazywać je młodym – wyjaśnia s. Katarzyna Szulc, służebniczka dębicka.

„Misja: niebo” odbywała się 25 stycznia w parafii Świętego Krzyża w Warszawie, a dzień wcześniej w Libiążu i Trzebini, miejscach związanych z Heleną Kmieć. O placówkach misyjnych, w których posługiwała jako wolontariuszka WMS, przypomniały dzieci i młodzież w czasie procesji z darami. Nieśli je ubrani w stroje regionalne z Węgier, Polski, Zambii, Boliwii i Rumuni. W czasie modlitwy wiernych harcerze przynieśli do ołtarza zapalone światła nadziei dla tych, którzy jej nie mają. W spotkaniu uczestniczyli młodzi wolontariusze z WMS. Mszy św. o niebo dla Heleny przewodniczył ks. Mirosław Stanek SDS, duszpasterz organizacji. Jedna z wolontariuszek, Marta, podzieliła się świadectwem życia Heleny, która dwa lata temu zginęła tragicznie podczas swojej misji w placówce sióstr służebniczek dębickich w Cochabambie w Boliwii. Opowiadała o spotkaniach z wolontariuszką, jej pięknym życiu, o tym, jak dzięki niej ludzie mogli doświadczyć nieba, i jak dziś jest ona wzorem i inspiracją dla wielu młodych ludzi. – Zawsze widzę Helenę w koszulce z napisem „free hugs”, co oznacza darmowe przytulanie. Była człowiekiem, który lgnął do ludzi – dzieliła się Marta. – Była nienormalnie normalna, wyglądała niepozornie, a potrafiła wszystkich porwać do modlitwy uwielbienia w czasie adoracji, tak że przeciągała się do kilka godzin – dodała. Marta dowodziła, że wolontariusze są narzędziami w rękach Pana Boga. – To On nas uzdalnia i umacnia do tego, żebyśmy potrafili robić czasami rzeczy niemożliwe – dodała, przekonując, że misje są dla każdego i każdy jest powołany do bycia misjonarzem. To nic innego jak głoszenie Chrystusa, niekoniecznie słowem, ale całym swoim życiem, wśród znajomych, własnej rodziny. To właśnie misje na co dzień są największym wyzwaniem, jakie Kościół przed nami postawił. Marta opowiadała, że po tragicznej śmierci Heleny stało się coś, czego trudno było się spodziewać. – Do naszego wolontariatu zaczęło zgłaszać się coraz więcej ludzi, którzy nigdy wcześniej nie zastanawiali się nad misjami, ale słyszeli o Helenie. To ona zainspirowała ich do tego, że można zrobić coś swoim w życiu, przekuć swoją młodość i zapał w coś dobrego – mówiła Marta. – Mogłoby się wydawać, że jej misja skończyła się w Boliwii momentem śmierci, ale ona trwa nadal – dodała. W spotkaniu licznie wzięły udział siostry służebniczki dębickie. Uczestniczyła w nim także s. Savia, która w momencie tragicznych wydarzeń znajdowała się w boliwijskiej placówce. – Dla nas to było ogromne zaskoczenie. Nigdy nie przypuszczałyśmy, że może dojść do takiej tragedii. Nasze siostry pełnią misję w Cochabambie już ponad 30 lat. Zawsze było to miejsce spokojne, siostry są szanowane przez tamtejszych ludzi, ale okazuje się, że zło potrafi się objawić wszędzie – uważa s. Savia. Tragiczna noc była czasem wielkiego bólu i wielkiej modlitwy. – Do dziś pytam Pana Boga, co chciał nam przez to powiedzieć. Bez wiary nie da się tego zrozumieć i pojąć, dlaczego u nas i wtedy, dlaczego młoda dziewczyna, która przyjechała kochać boliwijskie dzieci i służyć bliźnim, pełna entuzjazmu i talentów, została odwołana w taki sposób – mówi siostra. Mimo że niewiele osób zdążyło w Boliwii poznać Helenę osobiście, ponieważ wolontariuszki przebywały w przedszkolu, przygotowując go na otwarcie, to jednak kiedy siostry postawiły na ołtarzu jej zdjęcie, ludzie zaczęli prosić Helenę o wstawiennictwo w różnych sprawach. Takich świadectw wyproszonej pomocy, a nawet potomstwa za jej przyczyną w Cochabambie nie brakuje. – Rodzi się wiele dobra wśród młodzieży, która chce ją naśladować. I dla nas, służebniczek, Helena jest wezwaniem, by szerzyć dobro jeszcze doskonalej, z większa pasją i radością, by szukać tych miejsc, w których możemy być bliżej człowieka i jego potrzeb, kochać go, przytulać, być tam, gdzie jesteśmy potrzebne – mówi s. Savia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL