Nowy numer 42/2019 Archiwum

Już DZISIAJ zależy od naszej młodzieży

Młodzi z duszpasterzami, siostrami i Domowym Kościołem wrócili z Panamy z konkretnym zadaniem.

Przez ponad dwa tygodnie na stronie tarnow.gosc.pl przekazywaliśmy relacje ze Światowych Dni Młodzieży. Wzięli w nich udział młodzi z różnych stron diecezji tarnowskiej (59 osób), 11-osobowa grupa z par. Trójcy Przenajświętszej z Mielca, 12 osób z Domowego Kościoła i Dawid Sobarnia, tuchowianin, uczestnik Rejsu Niepodległości. Młodzi z największej grupy przygotowywali codziennie wloga, czyli wideorelację ze swojego pobytu w Panamie. Mielczanie opowiadali o swojej wyprawie na profilu FB KursPanama2019 – Smoczka na ŚDM, ich rzecznikiem był Wiktor Strzelczyk. Dawid – zapalony fotograf – opisywał swoje doświadczenia słowem i zdjęciami. Dzięki nim mogliśmy przenosić się do Panamy i prawie na żywo uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży.

Byliśmy oczekiwani

Podczas pierwszego tygodnia pobytu w Panamie młodzi zamieszkali w diecezji Penonomé. Największa grupa diecezjalna i uczestnicy Rejsu Niepodległości – w Antón, a Smoczka – w Ola. Trafili w sam środek fiesty, ludzie witali ich tańcem i śpiewem. – Naprawdę robimy tutaj furorę, wszyscy sobie robią z nami zdjęcia. Gdy widzą gringo, to od razu nas zaczepiają, a dzieci patrzą na nas tak, jakbyśmy byli kosmitami. Przy każdej możliwej okazji tańczymy i śpiewamy – relacjonował na bieżąco Dawid Sobarnia. Mielczanie czuli się wyjątkowymi gośćmi. – Mieszkańcy przywitali nas bardzo gorąco. Aplauz, transparenty i fajerwerki sprawiły, że czuliśmy się jak jacyś mistrzowie olimpijscy – opowiadają. Wszyscy odnieśli wrażenie, że są oczekiwani.

All inclusive

Kolejne dni pierwszego tygodnia upłynęły na poznawaniu panamskiego świata w mikroskali, mierzeniu się z płynnym poczuciem czasu u miejscowych, dla których przyjście na umówioną godzinę wydaje się niegrzeczne. Nie brakowało spotkań z tamtejszą kulturą, zwłaszcza w wydaniu tanecznym, na co młodzi z Polski najczęściej odpowiadali polonezem i… belgijką, która stała się jednym z popularniejszych tańców tych dni. – ŚDM traktowano w Panamie jak fiestę. Jednocześnie czuło się, że Panamczycy stawiają „być” przed „mieć”. Tak tu mają. Bez zaniedbywania pracy. Liczą się relacje i bycie razem. To bardzo rzuciło się w oczy. I gościnność. Piękni ludzie – podkreśla ks. Artur Ważny, który towarzyszył młodym z diecezji tarnowskiej. Dawid nazywa ten czas „all inclusive”. – Byliśmy w samym środku codziennego życia Panamczyków w Antón. Żyliśmy z tutejszymi gospodarzami, jedliśmy z nimi, spaliśmy w ich domach. W pierwszym nie starczyło dla mnie miejsca w łóżku, więc spałem na zewnątrz, ale spoko – było ciepło. W domu, w którym mieszkaliśmy, nie było szyb w oknach, jedynie kraty chroniące przed jakimiś większymi stworzeniami, nie było też drzwi wejściowych, więc wszędzie mnóstwo przestrzeni i powietrza. Wodę trzeba było oszczędzać, myliśmy się taką z beczki, na zewnątrz – opowiada chłopak. Mielczanie mieszkali w górzystej okolicy. – Piękne widoki mieliśmy po każdej z czterech stron świata. Papugi chodziły i latały wolno po gospodarstwie, ale żadna nie odleciała. Jedna mówiła nawet „holá!” (po hiszpańsku znaczy to: witaj, cześć). Na wsi panują typowe dla tego miejsca warunki. Dużo zwierząt domowych, podczas jedzenia na resztki czeka masa kotów i psów. Mieliśmy jedynie problemy z zasięgiem. Zupełnie nie przeszkadzała nam prowizoryczna łazienka na zewnątrz – mówią młodzi z Mielca. Byli bardzo życzliwie, gościnnie przyjmowani. – Choć bardzo mało osób mówi po angielsku, jakoś się dogadaliśmy. Widać było, że ludzie bardzo chcieli nas poznać – naszą kulturę, sposób życia. Dzielili się z nami wszystkim, co mają – podkreśla Ala Majda, koordynatorka pobytu naszych w Antón.

Zaczęło się nam podobać

Była też okazja, by przyjrzeć się religijności Panamczyków, temu, jak przeżywają tę samą wiarę. – Panamczycy są ludźmi wierzącymi, co widać – są bardzo przywiązani do symboli religijnych. W domach jest wiele obrazów religijnych, obrazki z Jezusem i Maryją często widzi się za szybami samochodów. Raz w roku wymieniają tablice rejestracyjne i na wielu z nich widziałem podobizny Jezusa lub Matki Bożej. W nabożeństwach uczestniczą bardzo żywiołowo, lubią śpiewać i trochę tańczyć – opowiada Dawid. – Liturgia jest bardziej żwawa niż u nas, ale pobożna – dodają mielczanie. Ala podkreśla, że Panamczycy uczą, jak radośniej przeżywać Mszę. – Tutaj Eucharystia jest w ruchu, zaczyna się i kończy klaskaniem. To wszystko jest bardzo emocjonalne, uśmiechnięte. Zaczęło się nam to podobać – mówi dziewczyna. Wszystko jednak zależy od indywidualnego charakteru i temperamentu. – W kontakcie z naszymi rówieśnikami z południowej półkuli czujemy się na pewno bardziej skromni pod względem „hałasu” wiary. Ja bardziej sobie cenię ciszę i spokój w modlitwie niż wielki entuzjazm wyrażany na zewnątrz, ale na pewno przykład rabanu, jaki młodzi z innych krajów robili w Panamie, ma wpływ na moją wiarę i jej wyrażanie – mówi Wiktor Strzelczyk.

Łączy nas Chrystus

Po tygodniu na prowincji młodzi przenieśli się do stolicy Panamy. Uczestniczyli tu w katechezach polskich biskupów, festiwalu młodych, Mszach św. W tym czasie do stolicy przypłynął Dar Młodzieży okrążający świat w ramach Rejsu Niepodległości. Wszyscy Polacy spotkali się też na wspólnej narodowej modlitwie i zabawie. Najważniejsze były jednak spotkania z młodymi z całego świata i papieżem Franciszkiem. – Zapadły nam w serca słowa Ojca Świętego o tym, iż mimo nieraz wielkich różnic między nami warto pamiętać, że łączy nas Chrystus: „Pochodzimy z różnych kultur i narodów, mówimy różnymi językami, nosimy różne szaty. Każdy z naszych narodów przeżył różne historie i sytuacje. Wiele rzeczy może nas rozróżnić, ale nic z tego nie powstrzymało nas od spotkania i od cieszenia się z bycia razem. Jest to możliwe, ponieważ wiemy, że jest coś, co nas jednoczy, jest Ktoś, kto czyni nas braćmi” – cytuje Wiktor z mieleckiej Smoczki. Dla Marcina Hebdy niesamowitym doświadczeniem było to, jak bardzo młodzi ludzie pragną słuchać Jezusa. – W momencie adoracji Najświętszego Sakramentu panowała zupełna cisza, mimo że było tam kilkaset tysięcy osób – zauważa chłopak. – Papież Franciszek powiedział, że my, młodzi, jesteśmy Bożym „teraz”. Dzięki temu uświadomiłem sobie, że Bóg i cały Kościół liczą na nas, abyśmy się nie bali odpowiedzieć tak jak Maryja – „niech mi się stanie według słowa Twego” – dodaje uczestnik ŚDM.

Wspólne marzenie

Co teraz? – Gdy kończy się Boże Narodzenie czy Wielkanoc, zwykliśmy mówić: „święta, święta i po świętach”. Co powiedzieć, gdy czas Światowych Dni Młodzieży minął? – ŚDM, ŚDM i… teraz czas dzielić się wiarą z tymi, których nie było w Panamie. To nasza odpowiedź. Za nami dni pełne radości, Bożego rabanu, ale także ciszy i skupienia, zwłaszcza podczas czuwania z papieżem. Nie brakowało łez i wartościowych myśli. Jezus ukryty w Najświętszym Sakramencie działał w nas pomimo tego, że byliśmy od niego oddzieleni o ładnych kilkaset metrów. Jeśli pytacie o sens ŚDM, to jest to właśnie jeden z przykładów – mówił jeszcze z Panamy Wiktor Strzelczyk. A ks. Sylwester Brzeźny, odpowiedzialny za duszpasterstwo powołań i projekt Rusz Duszę, podkreśla, że ŚDM to czas Boga, który przychodził z darem czasu na marzenie o świętości. – Przestajemy być młodzi, gdy przestajemy o niej marzyć! – mówi kapłan.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL