Nowy numer 41/2019 Archiwum

Czas miłości

Ponad 50 lat temu o Franciszku Jaroszu ze Stańkowej „Wieści” pisały, że chyba ustanowił rekord miłosierdzia.

Stańkowa do dziś jest małą wioską. Leży niedaleko Ujanowic na Sądecczyźnie, schowana na uboczu. W czasie II wojny światowej ubocze było jakby większe. A miejsce, gdzie stał dom Franciszka i Marii Jaroszów, znajdowało się na końcu. – To było na samej górze, pod Kretówką, na samiusieńskim skraju lasu – opowiada Józef Jarosz, syn Franciszka. Pamięta dobrze wydarzenia, które zaszły w 1943 roku i później. Uczestniczył w nich. Kiedy się to zaczęło, miał 12 lat.

Marzec 1943

Józef Jarosz pamięta, że mimo wczesnej wiosny było okropnie zimno. Do domu przywędrował Mojżesz Wolman. – Tato go znał, bo ten Żyd handlował w Nowym Sączu. Przywędrował i prosił, żeby go przenocować – wspomina Józef. W stajni Mojżesz położył się koło krowy, przy której się grzał. Został na drugą noc. – Potem poprosił mamę i tatę, żeby mógł przyprowadzić żonę i dwie córki. Były w moim wieku, miały po 12 lat. Co mieli powiedzieć? – pyta retorycznie Józef. Irena Krzyżak, urodzona pod koniec wojny córka Jaroszów, mówi, że ponoć kiedy rodzice podejmowali decyzję, płakali Franciszek i Maria, płakali też Wolmanowie. Na przemian i razem.

– Tu się decydowało albo życie, albo śmierć – mówi. Pod stodołą była piwniczka z ceglanym sklepieniem, gdzie chowano płody rolne. Tam przygotowano Wolmanom lokum. Kazimiera, żona Józefa Jarosza, dobrze zna szczegóły tych wydarzeń, bo były one zawsze przedmiotem wielu rozmów w domu. – Żyli tam jak krety pod ziemią. Ciężka sprawa. Ale byli bezpieczni. Nikt ich tu nie znalazł. W razie czego mieli kryjówkę w lesie. Ta piwnica z ceglanym sklepieniem już nie istnieje. Była wysoka gdzieś na 180 cm, ale pomieszczenie niewielkie, 4 na 5 metrów – opowiada Kazimiera. Wolmanom wystarczyła. Tam spędzili wiosnę i lato. – Przez lato z jedzeniem nie było w domu kłopotu, a oprócz tego dostarczało im się też owoce – opowiada Józef.

Listopad 1943

Wcześniej do getta w Zakliczynie trafia bogata rodzina Riegelhauptów z Wojakowej. Kiedy Niemcy mają zamiar likwidować getto, z Wojakowej nadchodzi pomoc i ludzie wywożą na dwóch furmankach niemałą część rodziny. Niektórzy ukrywali się u Bielów w Wojakowej. Między innymi syn Mojżesza Riegelhaupta, Zygmunt. Lato spędzają w lesie. W listopadzie przychodzą do Jaroszów, do Stańkowej. Józefowi Bieńkowi z „Wieści” Franciszek podaje imiona tych, którzy wtedy się pojawili. Byli to: „Mojżesz Riegielhaupt z żoną Reginą, synem Zygmuntem, córkami Ireną i Reginą oraz wnuczką Anną, a z nimi Mendel Ickowicz, Jakub Ebner, Michał Tobiasz i czterech innych”. „Umieściliśmy ich w piwnicy, przysposabiając ją jako tako do tego celu” – wspominał Franciszek. Jego syn Józef pamięta, że udało się z jakichś desek zbić prycze, ułożyć je piętrowo i tak pomieścić w sumie 17 Żydów. Przeżyli tam aż do wyzwolenia, które przyszło w styczniu 1945 roku.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL