Nowy numer 42/2019 Archiwum

Biały tydzień Maksia

Anna i Łukasz z Żarówki mają troje dzieci. Przy sobie Emilkę i Natalkę. Syn jest już w niebie.

zbigniew.wielgosz@gosc.pl Maksiu ma sześć lat, kiedy… – Jedziesz z synem na zwyczajną wizytę do dentysty i słyszysz, że musisz zgłosić się do kolejnego lekarza w Dębicy. Ten odsyła cię do Rzeszowa, biopsja. Diagnoza – rak – mówi Łukasz, ojciec chłopca. Anna dowiaduje się o chorobie Maksymiliana, będąc w czwartym miesiącu ciąży. Wie, że na świat przyjdzie dziewczynka. Było to przed Bożym Narodzeniem. – Ostatnie miesiące przed urodzinami córki spędziłam przy Maksiu w szpitalu w Warszawie. Syn przytulał się do mojego brzucha i cały czas powtarzał: „Natalka”. Chociaż przeczytaliśmy cały imiennik, chociaż prosiłam Maksia, by się zastanowił, on już zdecydował. „Ma być Natalka” – opowiada mama. Czy chłopiec wiedział, że odchodzi, i dlatego wybrał dla siostry imię oznaczające narodziny nowego życia? – Tego się nie dowiemy. Uznaliśmy, że syn nada imię swojej siostrzyczce, i zaakceptowaliśmy jego decyzję – dodaje Anna.

Dwa lata

Na początku stwierdzono u chłopca mięsaka, jednak diagnoza okazała się błędna. Chłopiec tak naprawdę zachorował na neuroblastomę. Mimo wielu starań lekarzy, a zwłaszcza prof. Anny Raciborskiej z Warszawy, która wszelkimi dostępnymi sposobami leczyła chłopca, choroba nie dawała za wygraną. – Właściwie to wyszarpywaliśmy jej Maksia – mówi Anna. Tymczasem cenny był każdy dzień. Jakiekolwiek opóźnienie w leczeniu powodowało bardzo szybki rozwój choroby. Wiele ośrodków w Europie konsultowało stan Maksia, już wtedy sugerowano leczenie paliatywne. A pewnego dnia okazało się, że pomimo ogromnych starań lekarzy, wyczerpały się wszystkie możliwe sposoby leczenia chłopca w Polsce. – Przy tym wszystkim Maksiu świetnie wyglądał, był radosny, uśmiechnięty. Jako rodzice wiedzieliśmy, że to jeszcze nie jest ten czas, by odpuścić – mówi Anna. Od znajomych rodzicie dowiedzieli się o klinice w niemieckim Greifswaldzie, gdzie stosowano eksperymentalną terapię. Maksiu jako pierwsze dziecko z Polski był jej poddany. Przyjechali tam w ostatnim momencie. Nowotwór szalał. – Baliśmy się, że nas odeślą, ale tam bardzo liczą się z głosem rodziców. W Niemczech spotkaliśmy kolejnego anioła – panią doktor, która zgodziła się kontynuować leczenie. Okazało się, że terapia na Maksia działa, że poziom remisji nowotworu był tak wielki, jak nigdy wcześniej w Polsce. Było to jednak bardzo ciężkie leczenie. Wątroba Maksia zaczęła odmawiać posłuszeństwa. Trzeba było zrobić przerwę, którą wykorzystał nowotwór. I to był koniec walki – dodaje Anna. Trwało to dwa lata. Tyle, ile przewidział Maksiu. – Pytałem go na początku, ile czasu będzie chorował. A on odpowiedział: „Dwa lata”. I tak się stało. Pomylił się tylko o jeden miesiąc – mówi Łukasz.

Cały twój

Co robić, kiedy życie się rozsypuje? – Maksiu uwielbiał bawić się klockami Lego, z których konstruował bardzo skomplikowane maszyny i budowle. Lubił też słuchać czytanych mu książek. Raz nawet powiedział, że książki są lepsze od klocków – mówi Anna. Światem, w którym wszystko było możliwe, stała się modlitwa. O uzdrowienie chłopca modliła się cała rodzina. Żona kuzyna Łukasza z Żarówki poprosiła o to nawet papieża Franciszka, który zapewnił w liście o duchowym wsparciu rodziny i Maksia. Modlili się parafianie podczas każdej Mszy św. oraz corocznej Drogi Krzyżowej z Żarówki do Zdziarca. Modlitwa była też nieodłączną częścią dnia Maksia. – Był bardzo blisko Maryi. Podczas choroby swoją codzienną modlitwę kończył zawsze słowami „Matko Boża, uzdrów mnie, małego Maksia”, a potem sam zaczął od siebie dodawać „Totus tuus…” – mówi Łukasz. Chłopiec modlił się na różańcu, który jego babcia otrzymała od Jana Pawła II w Castel Gandolfo. Maksiu potrafił też zawstydzić swoją postawą. – Pewnego wieczoru uklęknęliśmy do modlitwy i nagle Maks zaczął zsuwać się z łóżka, mówiąc, że on też musi klęczeć. I klęczał oparty o Tatę. Kiedy nieraz nie chce mi się zgiąć kolan ze zwykłego zmęczenia, przypominam sobie tę determinację syna – mówi Anna.

Jezus trzyma go za rękę

Jeszcze w czasie leczenia w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie kapelan zaproponował, by przygotować Maksia do I Komunii. Rodzice zdążyli nawet porozmawiać o tym ze swoim proboszczem w Zdziarcu, ale Maksiu nie czuł się gotowy. – Zresztą musieliśmy jechać do Niemiec i decyzja o przystąpieniu do sakramentów się odwlekła – mówi Łukasz. Czas na spotkanie z Jezusem przyszedł po powrocie z Niemiec do domu w Żarówce. Jeszcze w drodze do kraju Maksiu chwilowo przestał mówić, miał już niedowład prawej strony ciała. Rodzice wstąpili jeszcze do Częstochowy, Łukasz wniósł synka do kaplicy Matki Bożej… – Kiedy wróciliśmy do domu, poprosiliśmy o modlitwę Marcina Zielińskiego, ale nie mógł przyjechać. Obiecał jednak, że zamiast niego odwiedzi nas ksiądz z Tarnowa. To był ks. Artur Ważny. Pojawił się z Marcinem Lewandowskim. Pan Marcin powiedział, że w czasie modlitwy widział Jezusa trzymającego Maksia za dotkniętą już niedowładem prawą rękę… Tę samą wizję miała kobieta, która włączyła się w modlitwę różańcową w intencji syna, łączącą bardzo wiele osób. Było to tego samego dnia wieczorem – podkreśla Anna. Ks. Artur nalegał, abyśmy przygotowali syna do I Komunii. – Maksiu zdążył dorosnąć do tego momentu. Chore dziecko bardzo szybko dojrzewa– mówi Łukasz.

Najważniejsze spotkanie

Maksiu wrócił do domu pod koniec grudnia. Udało się przeżyć wspólnie wigilię, na którą przyjechała cała rodzina Anny i Łukasza. Wszyscy zjawili się także na I Komunię chłopca, która odbyła się 27 stycznia. Kuzynka Zosia, która sama miała niedługo po raz pierwszy przyjąć Pana Jezusa w Eucharystii, podarowała Maksiowi swój różaniec. – Syn zacisnął go w dłoni i nigdy już nie wypuścił – mówi Anna. Salon zamienił się w kościół. Ks. proboszcz Eugeniusz Habura odprawił Mszę św., podczas której podał chłopcu Hostię. Eucharystię koncelebrował także wikariusz ks. Damian Warzecha. – To była najpiękniejsza I Komunia św., w jakiej uczestniczyliśmy. Pozbawiona całego hałasu i zgiełku, jaki się pojawia podczas przygotowań do tego sakramentu. Cicha, spokojna, uroczysta, uduchowiona. Jasna. Maksiu bardzo ją przeżył, był dumny. A my, spłakani, byliśmy autentycznie szczęśliwi. Wiedzieliśmy, że zrobiliśmy dla synka wszystko, co najważniejsze – mówią rodzice. Kiedy Łukasz zaniósł Maksia do pokoju, by odpoczął, chłopiec, ściskając w ręku różaniec, powiedział: „Czuję się, jakbym latał z aniołami. Już wiem, jak to jest”. Przez kolejnych siedem dni Maksiu przyjmował Komunię. – Syn starał się usiąść, zachować absolutną powagę. Lewą ręką chwytał niewładną prawą i sam przeplatał sobie palce. Wyczuwaliśmy dumę, radość, szczęście. Nie spodziewaliśmy się, że tak to przeżyje, że był gotowy na spotkanie z Jezusem – podkreślają Anna i Łukasz. Po siedmiu dniach, przed południem w niedzielę, Jezus przyszedł po Maksia. Rodzice położyli się obok syna, słuchając cichnącego bicia jego serca, patrząc, jak zaczyna oddychać powietrzem nie z tego świata.

Różaniec od papieża

Chłopiec był bardzo związany ze starszą siostrą Emilką. Często się przytulali, razem zasypiali. Kiedy odszedł, Emilka wbiegła do pokoju i zaskoczyła rodziców stwierdzeniem, że Maksiu jest już zdrowy, dobrze wygląda, nie ma żadnych oznak choroby. – Przez dwa tygodnie doświadczała obecności brata. Było to dla nas wielkie pocieszenie – mówią Anna i Łukasz. Różaniec, który chłopiec dostał od kuzynki, został razem z jego ciałem w trumnie. Zosia miała mieć I Komunię św. i rodzice chłopca zastanawiali się, jaki prezent dać dziewczynce. Łukasz wpadł na pomysł, by napisać list do papieża Franciszka i poprosić, by podarował Zosi różaniec w zastępstwie tego, który ona ofiarowała Maksiowi. – List napisaliśmy szybko, ale długo nie było żadnej odpowiedzi. Dwa tygodnie przed Komunią Zosi na drodze do naszego domu pojawił się listonosz. Wiedziałam, że idzie z czymś specjalnie dla nas. Papież Franciszek wysłał list, w którym napisał, że jest poruszony naszą historią i modli się za naszą rodzinę. Dodał, że nie ma w zwyczaju dawać różańców dzieciom pierwszokomunijnym, ale z uwagi na sytuację przesyła dla Zosi różaniec. Potraktowaliśmy ten dar jako podwójny prezent, od papieża i od Maksia – opowiada Anna.

My do Maksia!

Na ostatnią Wielkanoc Anna postanowiła udekorować grób Maksia. Pojechała na cmentarz. Kiedy zamierzała to zrobić, podbiegły dwie dziewczynki. – Dzień dobry! My do Maksia! Często tu przychodzimy z całą klasą – powiedziały. – Bardzo się cieszę i myślę, że Maksiu też – odpowiedziała Anna. – No pewnie, że się cieszy, przecież jest w niebie – odpowiedziała poważnie młodsza z dziewczynek. Annę wzruszyły bardzo ich dziecięce głosy, podobnie jak misie, maskotki, zabawki, aniołki, serduszka, znicze, które dzieci do dziś zostawiają na grobie syna. Maksiu lubił dzielić się z chorymi dziećmi, z którymi przebywał w szpitalach. Był uroczo zawstydzony, słysząc, ile dobrych rzeczy robią dla niego ludzie. Odwdzięczał się tym samym wobec współpacjentów. – Dobro, którego my doświadczaliśmy, pomogło nam przejść najcięższe chwile choroby syna. Nigdy nie będziemy w stanie się za to odwdzięczyć. Lepiej się żyje, mimo niewyobrażalnej tęsknoty, ze świadomością, że Maks z nami jest, żyje, choć nie w tym świecie. Znamy już wiele aniołów, dzieci, które odeszły w trakcie naszej walki o Maksia. Pamiętamy dzieci heroicznie walczące, mimo wszystko uśmiechnięte, starające się swoją godną postawą wobec losu pocieszyć zrozpaczonych rodziców – mówi Anna. – Wiemy, że nasz syn jest w niebie. A to jest najważniejszy, jedyny cel, w którego osiągnięciu mogliśmy pomóc Maksiowi i do którego powinniśmy doprowadzić nasze dzieci – podkreśla Łukasz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL