Nowy numer 41/2019 Archiwum

Miłość się skończyła?

Trudności małżeńskie mogą przyjść na każdym etapie, a nawet sprawiać wrażenie, że są nie do pokonania. Jednak nie ma sytuacji beznadziejnych.

W „Arce” w Gródku nad Dunajcem Wspólnota Trudnych Małżeństw „Sychar” spędzała tygodniowe rodzinne wakacje. Uczestniczyło w nich blisko 60 osób – 35 dorosłych, w tym 11 małżeństw, i 25 dzieci. Organizatorem wydarzenia było tarnowskie Ognisko Wiernej Miłości Małżeńskiej, którego liderką jest Maria Wołosowska z Tarnowa. Konferencje głosił diecezjalny opiekun WTM „Sychar” ks. Rafał Stós. Wszyscy „sycharowcy” trafili do wspólnoty, szukając pomocy w pokonaniu trudności małżeńskich.

Ksiądz Rafał Stós, który przeprowadził wiele trudnych rozmów z małżonkami – wielogodzinnych, kosztujących strony wiele emocji – doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ani taka rozmowa, ani rekolekcje, ani wakacje same w sobie problemu nie załatwią, ale dają nadzieję w sytuacjach, które wydają się beznadziejne. – To tylko wrażenie – podkreśla. – Beznadziejnych sytuacji nie ma. Jeżeli małżeństwo jest sakramentalne, to jest w nim Bóg; a tam, gdzie jest Bóg, nie ma beznadziei. Trzeba tylko otworzyć się na Jego łaskę i współpracować z nią – tłumaczy. Pewnie, że spotkał się w duszpasterstwie z przypadkami rozpadu małżeństw i sam miał wrażenie, że nic nie da się już zrobić, ale przekonał się też o sile modlitwy, która sprawiła, że niemożliwe stało się możliwe. Kiedyś podczas kolędy odwiedził mężczyznę, którego zostawiła żona. Kobieta wyjechała za granicę i tam się z kimś związała. Mąż przyznał, że zdradził ją pierwszy. Wydawało się, że tego małżeństwa nie da się ocalić. – Uratowała je sąsiadka, codziennie modląca się za nich na różańcu. Starsza, schorowana, niezwykle rozmodlona osoba. Odwiedzam ją przy okazji pierwszych piątków. Po kilku miesiącach tamta kobieta wróciła do domu – opowiada ks. Rafał. Teresa i Andrzej doświadczyli dwóch kryzysów małżeńskich. We wspólnocie są od trzech lat. Za sobą mają 28 lat wspólnego życia. – Drugi kryzys przyszedł w 24. roku naszego małżeństwa. Było bardzo trudno i trwało to bardzo długo – mówią. W pokonaniu trudności pomogli inni – modląca się za nich córka, były proboszcz, który –gdy dowiedział się o ich trudnej sytuacji – zapisał małżeństwo na pielgrzymkę do Ziemi Świętej, znajomy zakonnik, a także ks. Rafał. – Ze wszystkimi kapłanami odbyliśmy długie i trudne rozmowy. Ksiądz Rafał miał dla nas jedną radę, żebyśmy po powrocie do domu przytulili się do siebie i tak zasnęli. Nam wcześniej nie przyszło to do głowy – opowiada pani Teresa, która ogromnie wierzy w siłę modlitwy. – Powinniśmy się modlić za małżeństwa w kryzysie – apeluje. Pani Alina jest we wspólnocie od listopada ubiegłego roku. – Należeliśmy z mężem przez wiele lat do Domowego Kościoła i byłam przekonana, że nas nie dotknie żaden kryzys, a kiedy już przyszedł, byłam pewna, że Duch Święty natchnie mojego męża, a on klęknie z kwiatami i wrócimy do siebie, do Domowego Kościoła, i będziemy świadczyć, jak przeszliśmy kryzys. To był mój pomysł, ale Pan Bóg chciał inaczej i pokazał, że dla takich osób jak ja też jest miejsce w Kościele, we wspólnocie – opowiada pani Alina. O sobie mówi, że jest żoną opuszczoną przez męża, żyjącą w czystości, trwającą w wierności, czekającą na jego powrót i nawrócenie. – Taki jest status wielu osób wokół. Osób, które nie chcą godzić się na rozwód, bo kochają, a namawiane są do tego usilnie nawet przez najbliższych. Świat mówi: „miłość się skończyła”. Dla mnie się nie skończyła. Ja moją przysięgę traktuję poważnie i nie odwołuję jej, cokolwiek by się stało z moim mężem. Do rozwodu próbowały mnie przekonać dorosłe dzieci, argumentując, żebym oddzieliła sprawy ziemskie od niebieskich, dała wolność ojcu, skoro go kocham, mnie już prawo do wolnej decyzji odbierając. To było straszne. Podobnie jak rozprawa sądowa o separację, podczas której staje się po drugiej stronie z najbliższą osobą i przez 6 godzin słucha się o swoim małżeństwie od osób trzecich, nawet przyjaciół z Domowego Kościoła, których znaliśmy prawie 30 lat. Tego nie udałoby się przetrwać, gdyby nie świadomość, że wspólnota za mnie się modli – mówi pani Alina. Do Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar” należą i takie osoby jak ona – żony opuszczone przez mężów i mężowie opuszczeni przez żony. Znajdują tu wsparcie w drodze krzyżowej, którą przechodzą, ale też silną motywację do wyruszenia 12-krokowymi warsztatami pracy nad sobą. – Kroki potrafią zmienić to, jak postrzegamy siebie, a co za tym idzie – i małżonka, i świat, który jest wokół. Nie jest łatwo je ukończyć. Trzeba systematyczności, pracy, wytrwałości, determinacji i samozaparcia, ale z Panem Bogiem i wspólnotą można to zrobić i naprawdę warto – zapewnia Maria Wołosowska, która prowadzi warsztaty i widzi, jak wiele potrafią one w życiu człowieka zmienić.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL