Nowy numer 33/2020 Archiwum

Świadkowie wiary

Krzyż to jedyna broń, jaką misjonarz otrzymuje od lokalnego Kościoła posyłającego go na misje.

Tylko w 2018 roku – jak podaje agencja Fides – zostało zamordowanych 40 misjonarzy, w tym 35 kapłanów, 1 seminarzysta i 4 osoby świeckie. Powiększyli oni grono świadków wiary, do których zostało wcześniej włączonych czterech tarnowskich diecezjan. Najbardziej znany z nich to błogosławiony już o. Zbigniew Strzałkowski, który razem z o. Michałem Tomaszkiem został zamordowany z nienawiści do wiary i Kościoła w peruwiańskim Pariacoto 9 sierpnia 1991 roku przez terrorystów z Komunistycznej Partii Peru Świetlisty Szlak. O o. Zbigniewie najbardziej pamięta jego rodzinna podtarnowska Zawada, w której cyklicznie odprawiana jest nowenna do błogosławionego przy jego relikwiach. Miejscowa szkoła co roku organizuje sportowy memoriał ku czci swojego rodaka. Relikwie bł. o. Zbigniewa znajdują się również w tarnowskiej katedrze, gdzie został on ochrzczony, a także w kilku innych parafiach diecezji.

Afryka, moja miłość

Od męczeńskiej śmierci o. Strzałkowskiego i o. Tomaszka minęły zaledwie trzy lata, kiedy – tym razem w Afryce – został zamordowany kleryk Stowarzyszenia Misji Afrykańskich Robert Gucwa, pochodzący z parafii MB Królowej Polski w Tarnowie-Mościcach. Było to 15 listopada 1994 roku. Robert był jednym z pierwszych alumnów SMA w Polsce po II wojnie światowej. Na studia teologiczne został wysłany do Bangui w Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie podczas napadu na dom formacyjny został zastrzelony przez bandytów. – Był człowiekiem poważnym, wiedział, czego chce i do czego dąży. Był wszechstronnie uzdolniony: intelektualnie, językowo, muzycznie, sportowo i w relacji z innymi ludźmi – mówił „Gościowi Tarnowskiemu” ks. Wacław Krzempek. Kiedy napastnicy szukali przełożonego domu, Robert podał się za niego, chcąc go ochronić. – Pod kontrolą bandytów wyszedł na zewnątrz. Tam udało mu się uwolnić. Pobiegł do księży kombonianów, ale ci nie mogli wezwać pomocy, gdyż napastnicy wcześniej odcięli linię telefoniczną. Robert zdecydował się szukać pomocy na policji, ale musiał udać się pieszo. Niestety, po drodze spotkał jednego z bandytów, który z bliskiej odległości strzelił do niego z pistoletu. Pierwsza kula raniła go w brzuch, a druga, śmiertelna, przeszyła mu klatkę piersiową. Zginął na miejscu – wspominał ks. Wacław, naoczny świadek tych tragicznych wydarzeń. Afryka, jak wielokrotnie opowiadał kl. Robert, była jego miłością. Chciał tam jechać, choć mama namawiała go, by wstąpił do seminarium diecezjalnego. – Tam, w Afryce, też czekają… – powiedział rodzicom. Dziś najwięcej o Robercie można dowiedzieć się w Piwnicznej-Zdroju, gdzie znajduje się dom formacyjny SMA jego imienia. Na jednym z malowideł w kaplicy łatwo go rozpoznać, uśmiechniętego, w białej szacie, rozmawiającego z ukochanymi przez siebie Afrykanami. O swoim rodaku pamięta też rodzinna parafia. W miejscowym kościele znajduje się tablica pamiątkowa. Swego czasu podczas festiwalu filmowego „Vitae valor” nagrodę Semen im. Roberta Gucwy przyznawano jako wyróżnienie dla młodych, którzy swoim myśleniem i działaniem nadają życiu wartość, głębszy sens. Festiwal już się nie odbywa, więc i nagroda odeszła w zapomnienie.

Zostaję na miejscu do końca

Od śmierci Roberta mijają cztery lata. 27 października 1998 roku na misji w Loulombo w Kongu zostaje zastrzelony ks. Jan Czuba, wywodzący się ze Słotowej. Spełniając swoją zwyczajną, codzienną posługę misyjną, ks. Jan zaangażował się w budowanie pokoju między zwaśnionymi plemionami. O bycie mediatorem w tej sprawie poprosiły go nawet miejscowe władze. Mimo że wiedział o grożącym mu niebezpieczeństwie, postanowił wrócić na misję z urlopu. Dwa dni przed śmiercią napisał do kolegi księdza: „Zostaję na miejscu do końca”. Pochowano go w Loulombo. O ks. Janie pamiętają uczniowie Zespołu Szkół jego imienia w Słotowej, ale także mieszkańcy parafii Bobowa, gdzie pracował przed wyjazdem przez cztery lata. Z początku nieśmiały, dał się poznać jako człowiek mający dar pomagania parafianom w ciężkiej potrzebie, współanimator parafialnego teatru, duszpasterz młodzieży. W bobowskim kościele znajduje się epitafium ks. Czuby, a w parafialnej bibliotece minimuzeum pamiątek po niezapomnianym wikariuszu. Klerycy tarnowskiego WSD mogą poznać ks. Czubę dzięki Sali Misyjnej, która nosi jego imię. Zaś wszyscy diecezjanie, tak duchowni, jak i świeccy, udając się na rekolekcje, oazy, dni formacji do misyjnego ośrodka rekolekcyjnego w Czchowie-Kozieńcu, który nosi imię męczennika za wiarę i pokój.

La Czes

Siostra Czesława Lorek ze zgromadzenia Sacre Coeur pochodziła z parafii Trzetrzewina, a dokładnie z Biczyc Górnych. Wyjechała na misje do Afryki w 1984 roku. W liście do przełożonej tak napisała o swojej decyzji: „Z całym zaufaniem oddaję się w ręce Tego, który mnie wybrał, powołał i teraz również kieruje do mnie nowy apel, by złożyć jeszcze większą i całkowitą ofiarę z mego życia, z mej Ojczyzny, by iść do kraju, który On mi wskaże. Ja pragnę jedynie pełnić Jego wolę i odpowiedzieć na Jego wezwanie: »Oto ja, poślij mnie«. Jestem ubożuchna, nie mam wiele pieniążków, talentów, ale wszystkie pragnę oddać na przysporzenie Jemu chwały przez głoszenie i świadczenie całym życiem, że Bóg jest Miłością!”. Na misjach w ówczesnym Zairze pracowała przez 19 lat. Współsiostry nazywały ją „La Czes”. 11 maja 2003 roku, przed przygotowaniem kościoła na kolejną Mszę św., została napadnięta i pobita. Sprawcą był 18-letni Olivier, jej uczeń, były ministrant, którego przygotowywała do I Komunii Świętej. Siostry znalazły ją jeszcze żywą. W szpitalu po odzyskaniu świadomości przebaczyła swojemu oprawcy. Niestety, zmarła 21 maja 2003 roku. Jeszcze podczas pobytu w rodzinnej Trzetrzewinie w 1991 roku mówiła, że jej powołaniem było złożyć swoje życie na służbę ludziom. „Bóg przyjął moją ofiarę. On mi zaufał i posłał mnie”. W trzetrzewińskim kościele znajduje się tablica pamiątkowa dedykowana s. Czesławie. O swojej rodaczce uczą się dzieci ze szkoły w Biczycach Górnych, która nosi imię misjonarki.

Męczennicy czy świadkowie?

Agencja Fides waha się przed użyciem słowa „męczennik” wobec misjonarzy, którzy zostali zamordowani nie bezpośrednio z nienawiści wobec wiary. Osąd w tej sprawie, czy danego misjonarza nazywać męczennikiem, zostawia lokalnemu Kościołowi, który mógłby rozpocząć ewentualny proces informacyjny przed beatyfikacją. Wobec większości zamordowanych woli używać określenia „świadek wiary”. – Z formalnego punktu widzenia jest w tym rozróżnieniu racja, ale musimy sobie zdawać sprawę, że zamordowani misjonarze pojechali do krajów misyjnych jako ewangelizatorzy, niosący przede wszystkim Chrystusa, krzewiący wiarę i budujący wspólnotę Kościoła. Z tym pierwszorzędnym zadaniem łączyli promocję praw człowieka, działalność humanitarną i edukacyjną. Służąc człowiekowi, kochając go, wypełniali przykazanie miłości Boga i w ten sposób byli Jego świadkami. Ginęli na posterunku – podkreśla ks. Krzysztof Czermak, dyrektor wydziału misyjnego tarnowskiej kurii. – Gotowość na danie takiego świadectwa jest niejako naturalnie wpisana w posługę misyjną. Kiedy Kościół diecezjalny posyła misjonarza przez swojego biskupa, wówczas otrzymuje on krzyż misyjny jako oparcie w życiu i przy śmierci. Misjonarz otrzymuje krzyż jako jedyną broń, którą ma wobec grożących mu niebezpieczeństw – dodaje ks. dyrektor. Czy będą prowadzone procesy beatyfikacyjne tarnowskich misjonarzy, świadków wiary? Chyba najbliżej jest ks. Jan Czuba. Tutaj jednak stoją na przeszkodzie wewnętrzne sprawy Kościoła w Kongu, który prawnie jest właściwą wspólnotą mogącą rozpocząć taki proces. – Czasem księża pytają mnie, kiedy będzie proces ks. Czuby. Odpowiadam pytaniem: „A ksiądz ile razy o nim mówił ludziom w kościele, na katechezie, spotkaniu grupy?”. Naszym zadaniem jest, o co prosił już Jan Paweł II, by pamiętać o świadkach wiary, męczennikach naszych czasów, by o nich mówić, opowiadać o ich pracy, życiu, ofierze. I w ten sposób stawiać kolejne kroki. One mogą nas doprowadzić do uznania świętości naszych diecezjan, którzy oddali życie na misjach – podkreśla ks. Czermak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama