Nowy numer 08/2020 Archiwum

Po śladach Wcielenia

A może zamiast do szopek w kościołach pójść do Muzeum Diecezjalnego? Opowieść na obrazach zdumiewa i zastanawia.

W święta Bożego Narodzenia, jak każe tradycja i osobista pobożność, wędruje się do szopek w kościołach, żeby razem z pasterzami pokłonić się Dzieciątku. To samo można zrobić w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie, gdzie pośród obrazów i rzeźb, idąc za głosem przewodnika, można spacerować po śladach Wcielenia. Wędrówkę do tajemnicy narodzin Jezusa ks. dr Piotr Pasek, dyrektor muzeum, proponuje rozpocząć przy tryptyku z Jodłownika, którego skrzydła opowiadają historię Joachima, ojca Maryi…

Prześliczna lilija

Zmartwił się Joachim, kiedy kapłan w jerozolimskiej świątyni nie przyjął jego ofiary, bo był bezdzietny. – „Więc i Bóg odwrócił się ode mnie” – pomyślał ze smutkiem. Nie chcąc wracać do żony, rusza w dziką zieloność, gdzieś pod beskidzkie góry niedaleko Jodłownika. A napotkawszy pasterza, zatrudnia się u niego, żeby paść owce i na łąkach pod Mogielicą rozmyślać o marności swego żywota. Zwątpił Joachim, ale nie Bóg. Ten posyła do niego anioła. „Wróć do Anny. Bóg łaskaw. Dziecię wam się narodzi. Córka jak prześliczna lilija. Na imię jej będzie Maryja” – rzecze anioł do starca. W serce wlała się nadzieja, zmęczone wędrowaniem bez celu nogi odzyskują siły. Joachim rzuca robotę i bieży do żony swej Anny, która czeka na niego w Złotej Bramie stolicy. Tam czystym pocałunkiem witają się małżonkowie, a Joachim zdradza Annie sekret objawiony przez anioła. Po dziewięciu miesiącach na świat przychodzi dzieweczka. Uradowani rodzice oddają ją Bogu w podzięce za błogosławieństwo. Kiedy zaś Maryja osiąga odpowiedni wiek, wiodą ją do świątyni, by służyła Panu – opowiada ks. Piotr.

Zasłona i świątynia

W świątyni Maryja słucha psalmów i proroctw, które rozważa w swym sercu, tkając świątynną zasłonę. Będzie oddzielać przedsionek od Miejsca Najświętszego, dzielić świat na pół, na to, co ludzkie, i na to, co Boże. Maryja tka granicę, nie wiedząc, że kiedyś zostanie przekroczona i wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże, dotąd okryte zasłoną proroctw. – Razu jednego, siedząc na ławeczce – jak na obrazie zamówionym przez weneckiego kupca Teodaldiego – patrzy z niedowierzaniem na anioła, który ze złożonymi dłońmi mówi Jej niesłychane rzeczy, że Bóg Ją wybrał na matkę swojego Syna. Zasłuchana w słowa anioła, zapatrzona gdzieś w dal krajobrazu za oknem, w najcichszej godzinie dziejów, w końcu wypowiada to najważniejsze słowo, na które czeka cały świat. „Fiat! Niech mi się stanie” – mówi Maryja. Dziewica sama staje się zasłoną i świątynią – opowiada mój przewodnik.

Narodziny w Ptaszkowej

Kiedy znika anioł, Maryja również. Gubi się Jej ślad pośród obrazów i tryptyków. W końcu odnajduje się na lewym skrzydle ołtarza z Ptaszkowej, gdy spotyka Elżbietę, swoją krewną, która spodziewa się dziecka. Zostanie u niej trzy miesiące – do narodzin Jana. I wreszcie następuje ten moment. Narodziny. – Jako pierwsza zobaczyła je św. Brygida Szwedzka, która w 1372 roku udała się w pielgrzymce do Ziemi Świętej z pytaniem do Boga: „Jak to było możliwe, że narodziny Jezusa nie naruszyły dziewictwa Maryi?”. W betlejemskiej grocie Bóg oświecił Brygidę. Tam ujrzała cudnej urody Maryję, jak klęczy ze złożonymi do modlitwy dłońmi przed Jezusem leżącym na ziemi w świetlistej aureoli. Same narodziny były jak przenikanie światła przez czyste szkło. To dlatego dziewictwo Maryi zostało zachowane. Symbolem tego jest odsłonięta głowa Matki Bożej, a Jej panieństwo podkreśla welon rzucony w kąt obrazu. Ponadto piękność Maryi jest symbolem pełni łaski, jaką dał Jej Bóg od poczęcia – tłumaczy ks. Piotr.

Światłość prawdziwa

Maryja w szopce w Ptaszkowej jest sama z Jezusem. Dzieciątko świeci tak mocnym światłem, że płonące obok ognisko zaledwie się żarzy. – Jezus, jak napisał św. Jan, jest prawdziwą Światłością, która przyszła na świat. Przy Nim nasze ziemskie światła bledną – mówi dyrektor. Obok ogniska widać dzban z wodą. – Dwa przeciwstawne żywioły. Jest to odniesienie do Wigilii Paschalnej, w czasie której poświęca się ogień i wodę. To również prorockie znaki przyszłej męki Jezusa i Jego zwycięstwa nad grzechem – wyjaśnia przewodnik. Za Maryją stoi krzesło, a na nim zamknięta księga. – Krzesło to symbol oczekiwania, z kolei zamknięta księga to spełnione proroctwa o Mesjaszu. Stary Testament został zamknięty. Otwiera się Nowy. Krzesło ma związki ze sztuką bizantyńską. Jest nawiązaniem do tronu, na którym zasiądzie Chrystus jako Sędzia. Tak więc na jednym obrazie zostały zawarte trzy rzeczywistości: mesjańskie zapowiedzi, spełnienie proroctw w narodzinach Jezusa i zapowiedź paruzji, czyli powtórnego przyjścia Pana na końcu czasów – tłumaczy ks. Pasek.

Jak wół

Boże Narodzenie z Ptaszkowej zwraca także uwagę na zwierzęta stojące w głębi szopy. To wół i osioł przyglądające się całej scenie. Ich obecność jest nawiązaniem do słów z Księgi Izajasza, w której prorok gromi Izraela, że nie rozpoznał czasu swego nawiedzenia w przeciwieństwie do wołu i osła, które Pana poznały i uznały. Bibliści widzą w zwierzętach symbol chrześcijan nawróconych z pogaństwa. – Trzeba jeszcze zwrócić uwagę na zniszczoną architekturę szopki. Dziurawy dach, spadające klepki gontu. To symbol starego, zepsutego świata i ludzkiego serca. Narodziny Jezusa niosą jednak nadzieję odrodzenia stworzenia, odnowienia wszystkiego dzięki dziełu Wcielenia i Odkupienia – dodaje kapłan. W tle piętrzące się góry nawiązują do Giotta. A może to grybowskie szczyty? Cała scena jest symboliczna i mistyczna.

Dzieciątko jak ratownik

Mija trochę czasu od narodzin, kiedy do stajenki pukają pierwsi goście. Dziw, że nie pasterze, których próżno szukać na skrzydłach gotyckich tryptyków. – Pewno już poszli, rozradowani tym, co zobaczyli, głosząc narodziny Mesjasza i Zbawiciela – mówi ks. Piotr. Więc kim są ci pierwsi goście? To Trzej Królowie. Dwóch stoi, a jeden klęczy. Wyciągają w kierunku Jezusa swoje dary. Pierwszy ze stojących ściąga koronę jak beret. – Niektórzy uważają, że to portret króla Jagiełły, ale to bardzo nieprawdopodobne – uśmiecha się przewodnik. Klęczący król, bez korony, łysy starzec z siwą brodą, podaje jedną ręką Jezusowi złoto, a drugą chwyta rączkę Dziecięcia. – Jakby tonący chwytał się ratownika. W ten symboliczny sposób Jezus objawia się jako Zbawiciel człowieka, który uratuje go swoją męką z otchłani śmierci – tłumaczy dyrektor. A Maryja? Siedzi na tronie jak królowa. Jest tu zarazem pośredniczką i Stolicą Mądrości. Jakby sama była tronem dla Jezusa, którego ukazuje pogańskim władcom wyglądającym jak średniowieczni monarchowie. Co ciekawe, żaden z nich nie pochodzi z Afryki. Sytuacja zmienia się na innych przedstawieniach pokłonu Trzech Króli. Jak chociażby na obrazie z tryptyku w Wójtowej czy ze Szczepanowa, które pochodzą już z XVI wieku, kiedy odkrycia Kolumba wielu otworzyły oczy na różnorodność ludzkiego świata.

Odwiedziny w Gosprzydowej

Święta to czas rodziny. – Swojego wnuka bardzo ciekawa była św. Anna z Gosprzydowej, poczta Gnojnik – śmieje się ks. Piotr, pokazując centralny obraz tryptyku ze swojej rodzinnej miejscowości. W XVI wieku toczyły się dyskusje na temat bóstwa i człowieczeństwa Jezusa Chrystusa. Sztuka sięgnęła do apokryfów, by zwrócić uwagę na ludzką naturę Jezusa, co widać na rzeczonym obrazie. Odwiedziny babki w Gosprzydowej przedstawiają się następująco: Maryja z Jezusem i św. Anna siedzą na ławie. Dzieciątko łączy ze sobą dwie kobiety uosabiające Stary (Anna) i Nowy Testament (Maryja). Za Anną trzech mężczyzn żywo gestykuluje. Pewno dopiero przyszli, bo jeszcze nie zdjęli kapeluszy i czapek. – To mężowie babki Pana Jezusa. Anna, jak mówią apokryfy, miała trzech mężów: Salomasa, Kleofasa i Joachima. Z małżeństw rodziły się kobiety, które znamy z Ewangelii jako Maryję (córka Joachima), Marię Salome (córka Salomasa) i Marię Kleofasową (córka Kleofasa). Panowie rozmawiają w przeciwieństwie do św. Józefa, który – odizolowany od pozostałych mężczyzn – wie, kim jest Jezus. Bo głowę ma odsłoniętą, ręce złożone i milczy w adoracji – pokazuje ks. Piotr. Takich rodzinnych obrazów znajdziemy w muzeum znacznie więcej. Czasem na spotkanie przychodziła tylko św. Anna, czasem zabierała swych mężów, jak na obrazie z Gosprzydowej, a czasem jej pozostałe córki przyprowadzały wszystkie swoje dzieci. Podobnie jak to się dzieje także dzisiaj, kiedy szopki w kościołach oblegają całe rodziny, a maluchy chcą dotknąć swojego Krewniaka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama