Nowy numer 07/2020 Archiwum

Co może jeden ksiądz rozkochany w Bogu?

Nawet nie zdołamy wyliczyć. 1 stycznia minęła 100. rocznica jego śmierci. Dobro, które czynił, trwa.

W pierwszy dzień nowego roku liturgicznego do kościoła w Uszwi zostały uroczyście wprowadzone relikwie św. Zygmunta Gorazdowskiego, założyciela Zgromadzenia Sióstr św. Józefa. – Siostry józefitki od ponad 50 lat mieszkają w Uszwi. Na przestrzeni tego czasu w różny sposób służyły parafii, pełniąc funkcję organistek czy kościelnych. Dawniej, kiedy nie funkcjonowały jeszcze ośrodki zdrowia, była wśród sióstr pielęgniarka – mówi miejscowy proboszcz ks. Jan Kudłacz.

– Wprowadzenie relikwii św. ks. Zygmunta Gorazdowskiego i umieszczenie ich w ołtarzu jest dla nas okazją do poznania tego wspaniałego patrona. Świętych trzeba znać, żeby ich pokochać – dodaje kapłan. To dlatego na ten dzień zaprosił do Uszwi s. Dolores Siutę, postulatorkę w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym ks. Zygmunta Gorazdowskiego. Wie ona o świętym niemal wszystko. W uroczystości uczestniczyły także inne siostry józefitki, m.in. przełożona prowincji tarnowskiej s. M. Antonia Piekarz. Ksiądz Gorazdowski żył w trudnych rozbiorowych czasach. Jako paromiesięczne dziecko ledwie uszedł z życiem w czasie rzezi galicyjskiej. Uratowała go niańka, chowając pod kołem młyńskim, ale nabawił się gruźlicy, która do końca życia dawała mu się we znaki. Na domiar złego kiedy miał 8 lat, przeżył śmierć ukochanej babci, 3-letniej siostry, a potem braci: 2-letniego, a zaraz potem 4-letniego. Do cierpienia fizycznego dołączył więc ból rozstań z bliskimi. Pewnie każdy by się załamał, ale nie on. Choroba nie przeszkodziła mu we wzięciu udziału w powstaniu styczniowym, co nieomal przypłacił życiem. Potem zaczął studiować prawo. Zrezygnował na drugim roku, słysząc głos powołania. Na dwa tygodnie przed wyznaczoną datą święceń kapłańskich choroba nie pozwoliła mu ich przyjąć. Walczył z nią przez dwa lata. Nie załamał się, tylko wołał do Boga, by użyczył mu sił, a całe swoje życie odda na posługę bliźnim. Tak też się stało. Siostra Dolores opowiadała o tym, czego ten schorowany, ale rozkochany w Bogu ksiądz potrafił dokonać. Na jednej z placówek, gdzie pracował, szalała epidemia cholery. Nawet krewni zmarłych bali się ich ciał i porzucali je na drodze, a on zbierał je z ulicy, wkładał do trumien i organizował katolicki pogrzeb. Nie tylko się nie zaraził, ale nawet jego zdrowie stało się jakby mocniejsze. We Lwowie widział mnóstwo ludzi żebrzących na ulicy i straszliwą biedę. Bez grosza w kieszeni zorganizował więc dom dobrowolnej pracy dla żebraków, a potem pierwszy zakład dla nieuleczalnie chorych i ozdrowieńców, w którym ponad sto osób znalazło schronienie i opiekę. Z nim związany jest początek działalności tercjarek franciszkańskich, zatwierdzonych w 1884 roku jako zakonne Zgromadzenie Sióstr św. Józefa. Pomagały mu w tym dziele i w kolejnych, takich jak chociażby dom samotnej matki (Zakład Dzieciątka Jezus), dzięki któremu ks. Gorazdowski uratował prawie 3 tys. dzieci. To jednak nie wszystko. Dla ubogich zdolnych studentów ks. Zygmunt urządził Internat św. Jozafata, dla kapłanów towarzystwo wzajemnej pomocy Bonus Pastor (Dobry Pasterz), opracował katechizm, który doczekał się ośmiu wydań, był inicjatorem Szkoły św. Józefa we Lwowie, wydawał codzienną gazetę katolicką, powołał wiele innych stowarzyszeń i towarzystw – dla wdów i sierot oraz bezdomnych. Swoje trudy ofiarowywał za dusze w czyśćcu cierpiące. Siostra Dolores tłumaczyła, że ks. Gorazdowski nie trafił do Uszwi po to, by go tu zaczęto podziwiać, ale po to, by pokazać, jak można przeżywać swoją chorobę, cierpienie, jak sobie radzić, by ono nie niszczyło, ale uskrzydlało. – Dzielimy się z waszą parafią tym, co mamy najdroższego, relikwiami św. Zygmunta Gorazdowskiego – człowieka, który czerpał moc z Eucharystii i dzięki niej dokonywał rzeczy nieprawdopodobnych. Zostawiamy go, by nikt z was nie powiedział, że jest samotny, opuszczony, że nie ma przyjaciela – dodała. Ksiądz Gorazdowski zostanie w Uszwi już na zawsze. Do jego obecności parafię przez ponad 50 lat przygotowywały siostry józefitki, żyjące jego charyzmatem i ideą. Tu podtrzymywały na duchu, karmiły, opatrywały bliźnich, a przede wszystkim modliły się. W tej atmosferze wyrosły dwa powołania z Uszwi do tego zgromadzenia. Jedna z rodaczek posługuje na misjach w Brazylii, druga jest psychologiem w Domu Pomocy Społecznej w Rudzie Różanieckiej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama