GN 14/2020 Archiwum

Jazda z pełnym bakiem

– Kiedy nie mieliśmy z czego ugotować zupy biednym, usłyszałam: „Czemu się martwisz? To jest Moje dzieło” – mówi józefitka s. Annes Danuta Rozum.

To było na początku mojej pracy tutaj. Któregoś dnia nie było z czego zrobić zupy. Przyszła też pani, która powiedziała, że musi wykupić leki, a nie mieliśmy akurat pieniędzy. Poszłam do kościoła i usłyszałam właśnie głos: „To jest Moje dzieło”. No więc od tej pory, kiedy nie mamy nic, to właśnie to „nic” dajemy i za chwilę mamy znowu. Jezus się tym opiekuje, to Jego dzieło. Wszystko mamy dzięki Opatrzności. Jeśli jest mało produktów, żeby ugotować obiad, to dla nas znak, że zaraz ktoś nam coś przywiezie – opowiada s. Annes, która od ponad czterech lat koordynuje pracę zespołu Caritas przy parafii Świętej Rodziny w Tarnowie. Niedawno przyszli ludzie pytać o buty. Obuwia nie było na stanie. Dla ludzi Caritas to znak, że pewnie zaraz się pojawi. I rzeczywiście, po południu przyszło dwóch panów, którzy przynieśli pudła z butami. Na co dzień w tym dużym oddziale Caritas 25 osób ciągle się krząta, by pomóc biednym. Stykają się z różnymi obliczami biedy. Może powinni być szarzy, smutni, a są uśmiechnięci, serdeczni. – Pan Bóg dotrzymuje słowa. Jak tu być smutnym? – uśmiecha się s. Annes.

Kuchnia

W ostatnią niedzielę stycznia w ramach niedzieli synodalnej będziemy rozważać temat „Parafia szkołą i wspólnotą miłosierdzia”. Bardzo wyraźnie widać tę szkołę tu, w tej tarnowskiej parafii. Sztandarowym dziełem Caritas jest kuchnia, która codziennie wydaje ponad 100 darmowych obiadów. – Najczęściej jest to zupa. Dziś pomidorowa z makaronem, jutro będzie żurek z jajkiem, ale raz w tygodniu gotujemy też solidne drugie danie – objaśnia Krystyna Walasek, która jako wolontariuszka działa w Caritas już 27 lat. Jest tu codziennie w porze obiadu. Od rana, od godz. 7, pomaga Teresa Wardzała. – Przyjmuję dary, które nam przywożą, spisuję, segreguję, potem przygotowujemy produkty na obiad – i do kotła. Trzeba przyjąć i wyłożyć chleb do rozdawania, a jeśli trzeba, to także przygotować paczki – dodaje pani Teresa. Przed południem przychodzą ludzie po zupę. Jarosław Gluglak, wolontariusz Caritas, jest jedną z osób, które codziennie wypełniają duże słoiki zupą i idą z nią do tych, którzy już nie wychodzą z domów, obłożnie chorych, niedołężnych. – Dziś chciałem jeszcze zabrać paczki, ale nie dam rady. Mam cztery słoiki, poza tym chleb. Więcej nie wezmę. Zaniosę później – mówi.

Szkoła miłosierdzia

Krystyna Walasek wspomina siostrę zakonną Deodatę, która kiedyś zaprosiła ją do Caritas. – Przychodziłam do sąsiadki, do której zaglądała też s. Deodata. Tam się spotkałyśmy. Kiedyś powiedziała: „Krysiu, przyjdź do nas. Bardzo potrzebujemy ludzi” – wspomina. Miała w rejonie 15 podopiecznych. Chodziła pogadać, zanieść pomoc, pomodlić się. Dziś posługuje w centrali. Teresa Wardzała w działalność oddziału zaangażowana jest od 2004 roku. – Najpierw sama przyszłam po pomoc. Nie pracowałam, sytuacja była trudna i przychodziłam po zupy, jak teraz ci nasi podopieczni. Ówczesna księgowa zapytała mnie, czy nie mogłabym im tu pomóc. Mogłam, więc zaczęłam pomagać – opowiada. Często kwestowała dla Caritas w sklepach, przy zbiórkach żywności. Potem dostała pracę i przychodziła pomagać w soboty w księgowości. Od kiedy przeszła na emeryturę, jest tu cały czas. – Była we mnie i nadal jest potrzeba, by coś dać od siebie w Caritas. Tym bardziej że sama korzystałam z pomocy – mówi. Pan Jarek, zanim został wolontariuszem, także otrzymał pomoc Caritas. – Mama była chora. Dziesięć lat przed śmiercią leżała niewidoma i sparaliżowana. Opiekowałem się nią, ale słabo zarabiałem. Ciężko było. Siostra Deodata prosiła, bym przychodził po zupy i nie wstydził się. Zabierałem posiłek rodzicom do domu. Oboje już dawno zmarli, a ja zostałem, dalej noszę obiady, zupę potrzebującym – opowiada.

Jolanta

Siostra Annes zapewnia, że starają się nie tylko dać zupę. Próbują trochę zmienić postrzeganie świata przez potrzebujących. – Wielu ma brak poczucia sensu życia, własnej godności. Trzeba dać posiłek, ale i starać się podtrzymać na duchu – mówi zakonnica. Jolanta Rybak od 20 lat korzysta z kuchni Caritas. – Mąż jest po wylewie, nie mówi, nie rusza się. Mam teraz na utrzymaniu troje dzieci, które nie pracują. Żyjemy z jednej renty. Sytuacja jest trudna, co zrobić – mówi. – My w tej jadalni jesteśmy trochę jak rodzina. Zdarza się, że ktoś płacze, to trzeba pocieszyć, ktoś smutny, to zagadać – dodaje. Pani Jola, jak mówi, zawsze znajduje wiele serca, życzliwości. – To nawet działa tak, że ci, którzy przychodzą po pomoc, nie zawsze mają po drodze z Kościołem, ale bezinteresownie dostając dobro, łatwiej uwierzą, że Bóg jest dobry – mówi.

Mianownik

Jadowniki koło Brzeska. Caritas jest tu żywym pomnikiem Jana Pawła II. Ta sprawa jednoczy całą parafię, jest wspólnym dziełem. Cokolwiek by się w parafii działo, zawsze towarzyszy temu skarbonka z logo Caritas. Zawsze pomoc bliźniemu jest w centrum zainteresowania wspólnoty. – Mamy swoje akcje. Przygotowujemy festyn charytatywny, mamy wypożyczalnię sprzętu rehabilitacyjnego, zorganizowaliśmy 80 pielgrzymek parafialnych (zawsze staramy się zabrać jakichś podopiecznych za darmo), organizujemy jubileusze małżeńskie, adopcję dziecka poczętego, opiekujemy się też trzema rodzinami z Syrii. Długo by wyliczać – przyznaje Maria Świerczek, która od ponad 20 lat kieruje zespołem w Jadownikach. Kiedyś była pielęgniarką środowiskową. – Zawsze irytowało mnie, że aby nieść pomoc, instytucje i urzędy musiały uruchomić papierkową machinę. Przyszłam do Caritas, bo tu pomagamy z dziś na dziś, w jednej chwili. Trzeba mleka, jest mleko, trzeba pieluch, są pieluchy. Szybko, ale zarazem systemowo – dodaje. Ten system w Jadownikach jest kluczem do efektywności. System nazwa się „wspólnota”.

Oko i ucho

W zespole Caritas jest dziś 12 pań. Tak się składa, że każda mieszka na innej ulicy, w innej części parafii. Mają oczy i uszy otwarte, więc trzymają rękę na pulsie. – Były zdarzenia losowe, które wymagały interwencji, szybkiej pomocy. Najpierw dzwonię do pani Marii, która już wie, czego trzeba, albo nawet Caritas już zdążyła pomóc – mówi Jarosław Sorys, sołtys Jadownik, a także jeden z dobroczyńców Caritas. System działa efektywnie przez wiele lat. Wolontariuszki są znane, więc także im ludzie zgłaszają potrzebę pomocy. – Moja sąsiadka, widząc moją trudną sytuację, wiedziała, gdzie z tym pójść, do kogo się zgłosić, i zadzwoniła do pani Marysi. Tak trafiłam pod opiekę Caritas – przyznaje Wiesława Zydroń. Pani Wiesia od paru lat dzielnie zmaga się z chorobą nowotworową. Leczenie zabrało wszelkie oszczędności, więc czasem brakuje pieniędzy. Jadowniki są wsią, choć podmiejską i dużą. – U nas jeszcze ze sobą rozmawiamy i – w dobrym znaczeniu – wiele o sobie wiemy. Do absolutnych wyjątków należy sytuacja, że kogoś coś boli, potrzebuje pomocy, a my późno się o tym dowiadujemy – dodaje sołtys Sorys.

Wspólnota

Działalność Caritas to 70 rodzin objętych stałą pomocą. To pomoc materialna o rocznej wartości ok. 50 tys. złotych. To czas dyżurów, kwest, wizyt w domach. Wszystko to jest świętym czasem. – Ale comiesięczne spotkania Caritas to najświętszy czas – zapewnia ks. Tadeusz Górka, proboszcz parafii. – Myślę, że tym, co najważniejsze, jest budowanie autentycznej wspólnoty w ramach Caritas – dodaje. Panie wolontariuszki tworzą niemal rodzinę. Przychodzą na plebanię, omawiają sprawy, wymieniają się informacjami o potrzebujących, dzielą obowiązki, dzielą dyżury w czasie akcji, planują działalność, ale też mają formację. – Staram się jakąś katechezę powiedzieć, modlimy się, także modlitwą brewiarzową – dodaje proboszcz. To pozwala złapać perspektywę, że jesteśmy tu z powodu Jezusa, z powodu tego, że wszystko, cokolwiek czynimy „jednemu z tych najmniejszych”, samemu Jezusowi czynimy. – Tak jak w rodzinie, która dobrze funkcjonuje, ludzie rozmawiają ze sobą, słuchają się – jest zrozumienie, wzajemna pomoc, troska. Potrzebna jest regularność formacji. Ona jest jak napęd, paliwo. Jazda z pustym bakiem szybko by się skończyła – dodaje ks. Górka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama