Nowy numer 33/2020 Archiwum

Diament

To prawdopodobnie rekord diecezji, jeśli nawet nie Polski. W Szynwałdzie koło Tarnowa od 60 lat posługę kościelnego pełni jeden człowiek.

Jubilatem jest Ludwik Chrostek, który kościelnym w Szynwałdzie został w 1959 roku. – Na górce, gdzie stoi kościół, była plebania, organistówka, kryta jeszcze słomą, a przy niej przybudówka, którą postawił brat organisty. W niej był sklep. Na tej górce był jeszcze mój dom rodzinny – opowiada pan Ludwik. W maju 2019 roku skończył 80 lat. Kiedy miał 19 lat, ówczesny proboszcz ks. Kyrcz namawiał go, by przyjął tę funkcję.

– Skończyłem siedem klas szkoły podstawowej, nie miałem rodzeństwa, a pola trochę było, to zostałem w domu rodzinnym. Blisko kościoła mieszkałem, to nieraz pomagałem na plebanii – wspomina. Po jakimś czasie zmarł poprzedni kościelny. Ludwik poszedł na próbę, w 1958 roku, bez przekonania, bo młody był, jak mówi, i nie bardzo mu wtedy odpowiedzialność i obowiązkowość pasowały. – Koledzy zatrudnili się wtedy na Azotach, namawiali, żebym też podjął tam robotę. Poszedłem, ale byłem tam tylko trzy miesiące. Do zakrystii, tym razem już na stałe, wróciłem w sierpniu 1959 roku – mówi. W kościele nie było jeszcze prądu. Ten założyli na Boże Narodzenie. Podczas świąt w 2019 roku Ludwik Chrostek przeżywał jubileusz 60-lecia posługi na stanowisku kościelnego. Od LSO dostał komżę z napisem „Najlepszy kościelny”, a księża składali mu życzenia. – W przyszłym roku zaczniemy nowennę przed jubileuszem 70-lecia posługi pana Ludwika – uśmiecha się ks. Józef Michalski, proboszcz parafii. Pan Ludwik nie obraża się na żarty, nawet je lubi, bo sam jest człowiekiem pogodnym. Dobrze pamięta z dawnych lat posługi, jak kilka razy dziennie trzeba było wspinać się na wieżę kościelną (64 schody), by dzwonić na Mszę, procesję, Różaniec. Zimą w niedzielę trzeba było wstać o 3 rano, by zapalić w piecu, żeby powietrze przed pierwszą Mszą św. się trochę „złamało”. – Dziś jest łatwiej, bo dzwony są na prąd, a ogrzewanie gazowe, ale za to więcej dzieje się w kościele niż 60 lat temu, więcej Mszy, nabożeństw, więcej trzeba być w zakrystii niż kiedyś. Do zrobienia jest co innego, ale obowiązek zarówno wtedy, jak i dziś jest jednaki – mówi. Przez 60 lat nie wziął urlopu. Nie potrzebował. Nigdy nie zawalił. W 2018 roku przez tydzień nie było go w zakrystii, bo lekarz skierował go do szpitala. – Ale już w 2019 roku byłem na miejscu codziennie, bez przerwy – uśmiecha się. W ciągu 60 lat posługi w Szynwałdzie zmieniło się 34 wikariuszy i 5 proboszczów. – Ja sobie to poczytuję w sumie za dobrą recenzję, że każdy chciał, bym został. Widać byłem na swoim miejscu, zgodnie z powołaniem – zauważa Ludwik Chrostek. Martwi się odrobinę tym, że mógłby nie poznać kościoła, gdyby na Mszy św. musiał usiąść w ławce. Całe życie liturgię miał na wyciągnięcie dłoni. Troszczył się o jej przebieg, posługując z zakrystii. – Może dlatego nie wymodliłem się chyba tak dobrze jak ci, którzy przychodzili na nabożeństwo. Ja cały czas byłem właściwie w pracy. Tyle że przy Bogu. Mam nadzieję, że także pracą można się modlić i że Bóg tę moją modlitwę kiedyś przyjmie – mówi rekordzista.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama