Nowy numer 31/2020 Archiwum

Strażacy, którzy zanoszą światło

Na sztandarze mają oczywiście św. Floriana, ale „dobry jak chleb” św. brat Albert Chmielowski też byłby na miejscu.

Jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej w Piekiełku (parafia Tymbark) obchodziła 8 lutego 20-lecie działalności charytatywnej. Powstała w 1991 roku. – W okolicy były trzy jednostki OSP: Zawadka, Tymbark i Podłopień. Andrzej Czernek ze śp. Mieciem Wawrzyniakiem podjęli zadanie zawiązania Stowarzyszenia OSP Piekiełko. Zorganizowali jednostkę – mówi Robert Nowak, starszy inspektor Związku Strzeleckiego z Tymbarku. Dziś jest ich w OSP 27 osób, z czego 19 w gotowości. Są przeszkoleni, wyćwiczeni, kompetentni w strażackiej robocie. Tyle że stereotypowej strażackiej działalności wiele nie mają. – W 2019 roku mieliśmy jedną interwencję, w 2018 roku cztery zdarzenia, do których wyjeżdżaliśmy – wylicza Józef Klimek, prezes OSP Piekiełko. Trochę z braku perspektyw (samochód Lublin, którym jeżdżą, pochodzi ze składek społecznych, remizy nie mają, tylko garaż blaszak, w którym trzymają trochę sprzętu) trochę z potrzeby serca, poszli w działalność dobroczynną.

Ewenement

– To jest myślę ewenement w skali Polski. Byli chyba prekursorami, którzy na tym samym poziomie co działalność ratowniczą postawili pracę charytatywną – uważa Robert Nowak. Wszystko zaczęło się w 2000 roku. Ówczesny wikary tymbarskiej parafii ks. Roman Woźny zorganizował pielgrzymkę śladami Mickiewicza przez Grodno do Ostrej Bramy. Jednym z pielgrzymów był Robert Nowak, który po powrocie podzielił się z Andrzejem Czernkiem tym, co zobaczył. – A zobaczył m.in. wiele ubóstwa i tytanicznej pracy sióstr nazaretanek w Grodnie. Rzucił ziarno wrażliwości na żyzną glebę. Zaczęło kiełkować i wydało owoc w postaci wieloletniej pomocy materialnej dla nazaretanek na Białorusi, a potem na Ukrainie – opowiada Andrzej Czernek. 18 lat pomagali na Wschodzie, organizując zbiórki finansowe i rzeczowe. Kłopoty z przekraczaniem granicy ukraińskiej zdecydowały, że poszli na zachód. – Naszą pomoc przekierowaliśmy do opiekującej się niepełnosprawnymi dziećmi Fundacji św. Brata Alberta, założonej i kierowanej przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, a mieszczącej się w Radwanowicach – dodaje Czernek

Misje na celowniku

Każdego roku od wielu lat mają 8 czasem 9, nawet 10 akcji charytatywnych. Kilka z nich ma misyjny charakter. – W ramach jałmużny wielkopostnej ubieramy w szaty liturgiczne misjonarzy werbistów. Jak przyznał przełożony o. Wiesław Dudar, Piekiełko przez to jest znane w 22 krajach świata. Dla werbistów zbieramy również zużyte znaczki, których wysłaliśmy już setki tysięcy – opowiada Andrzej Czernek, który jest naczelnikiem jednostki w Piekiełku. Wspierają ponadto w wypełnianiu dzieł misyjnych swojego rodaka ks. Jana Krzyściaka, sercanina, misjonarza na dalekich Filipinach. W roku 2017 zakupili porządny śpiwór puchowy dla ks. Wiesława Tworzydły, diecezjalnego misjonarza w Peru, który pracuje na wysokości 3000 m n.p.m. W roku 2007 pomogli Beacie, mieszkance Piekiełka, która przez Stowarzyszenia Misji Afrykańskich udała się na misje do Togo.

Głos się rozchodzi

Reprezentatywną dla naszych czytelników akcją może być realizowana nieprzerwanie od 2006 roku pomoc dla Domu dla Bezdomnych Mężczyzn Caritas Diecezji Tarnowskiej w Tarnowie. Wszystko zaczęło się od telewizyjnego reportażu. W czasach, kiedy zimy były jeszcze dość ostre, ze szklanego okienka popłynęła informacja, że dom dla bezdomnych w zimowym okresie potrzebuje m.in. odzieży, bo często tę, w której przychodzą tu ludzie, trzeba od razu wyrzucać. – Postanowiliśmy wtedy, że trzeba coś zrobić. Trzymamy się tego do dziś – mówi Andrzej Czernek. Zbierają odzież w swoim regionie i przed Bożym Narodzeniem przywożą do Tarnowa, pokonując w jedną stronę 80 km. Zim takich jak kiedyś ostatnio nie ma, ale odzież czy buty potrzebne są nadal. Ludzie pamiętają o zbiórce i przywożą im buty i odzież (nowe lub w bardzo dobrym stanie) nawet z daleka, bo aż z Nowego Sącza. – Informujecie o tej akcji, na łamach „Gościa Tarnowskiego” i w ten sposób w ostatnim roku przeczytała o nas pewna pani z Ropicy koło Gorlic, to już diecezja rzeszowska. znalazła nas i stwierdziła, że skoro zajmujemy się pomaganiem, to trzeba pomóc siostrze Michaeli, która w Wilnie buduje hospicjum dla dzieci. Zrobiliśmy kwestę i parę groszy wysłaliśmy także na ten cel – mówią strażacy.

Mieli łzy w oczach

Strażacy z Piekiełka mówią, że prośby o pomoc trafiają do nich w przedziwny sposób. O ubogiej rodzinie z Kamionki Małej dowiedzieli się od policjantów, którzy zasugerowali im, aby tam zajrzeli. Matkę czwórki dzieci policjanci zawieźli do szpitala w Nowym Sączu. Nie miała pieniędzy na autobus ani na lekarstwa, a cierpiała na umiarkowaną schizofrenię. Dzieciom w ciągu tygodnia strażacy dostarczyli ubrania, żywność, środki czystości. Na miejscu najmłodsza, niepełnosprawna 14-latka tańczyła z radości, a potem wyściskała druhów. Mieli łzy w oczach. – Dla takich chwil warto się trudzić – mówił wówczas nieżyjący dziś prezes OSP Piekiełko Jacek Leśniak. Dzieci wspierają szczególnie chętnie. Dla chorej Darii z Piekiełka co roku organizują charytatywny koncert kolęd z zespołem „Zbyrcok” ze Słopnic. Dla autystycznego Krzysia z Porąbki zbierają plastikowe nakrętki i twarde plastiki. Poza tym pilnują dwóch papieskich szlaków, wspierali strażaków na Ukrainie i organizowali wiele innych dobroczynnych akcji. – Przybliżona wartość pomocy którą przekazaliśmy w ciągu tych 20 lat, licząc według obecnej wartości złotówki, wynosi, choć nie lubimy liczyć, ok. pół miliona złotych – informuje Andrzej Czernek.

Wdowi grosz

– Jesteśmy ogniwem w całym łańcuszku dobra, ogniwem, które scala inne ogniwa. Te małe ogniwa to darczyńcy, bez których łańcuszek by nie powstał – mówią o sobie strażacy. – Naszą działalność dobroczynną można by spuentować, że skoro nie mamy okazji w szerokim zakresie robić typowej strażackiej roboty, to chcemy pomagać tak, jak możemy, niosąc pomoc – mówi Józef Klimek. W charytatywnej pracy wyrobili sobie już znaną markę. – Kiedyś podeszła do mnie kobieta i dała niemałą kwotę mówiąc „Masz, trzymaj, wiem, że nie zmarnujecie”. A my akurat nie mieliśmy żadnej kwesty. To jakiś dowód zaufania – dodaje J. Klimek. Poza wyjątkowymi okolicznościami ich robota dobroczynna karmi się drobnymi ofiarami, wdowim groszem. – Kiedyś wchodzę do sklepu, a pani obsługująca pyta mnie, co teraz robimy. Mówię krótko, komu chcemy pomóc. Słyszy to stojący obok chłopak, którego sensem egzystencji jest to, żeby się napić, i daje mi 2 złote. Tyle, ile wtedy kosztowało piwo. Daje i mówi: „ja daję na, to coś mówił”. Odmówił sobie – opowiada A. Czernek. Wdowi grosz, choć od chłopaka, w dodatku z problemem alkoholowym. Ale to też pokazuje, że ludzie są dobrzy z natury.

Worki ze złotem

– Nie mamy worków ze złotem, z których jesteśmy w stanie nasypać każdemu i bez umiaru. Mało tego, nasza pomoc, jesteśmy tego świadomi, jest skromna. Mamy darczyńców, ale nie mamy bardzo dużych sponsorów – mówi Antoni Filipiak, strażak z Piekiełka. Może to i dobrze, bo może pojawiłaby się pokusa, żeby ścigać się na kwoty, bić rekord zbiórek, lepiej się „zakręcić” wokół sponsorów. – Może wielkie sumy sprawiłyby, że byśmy się puszyli, chwalili osiągnięciami, możliwościami. Tymczasem pomagamy skromnie. Podnosimy to, co ktoś upuścił – przyznaje Antoni Filipak. Przekazane rzeczy i kwoty nie są ogromne. Ale za każdą złotówką czy parą butów widać czyjeś spracowane dłonie, które najpierw na to zarobiły, potem wzruszyły się ludzką biedą, wreszcie wrzuciły do skarbonki. Andrzej Czernek lubi powtarzać, że „dobry człowiek jest jak gwiazda dla tych którzy, nie znaleźli światła”. Oni zanoszą właśnie światło.

Grosz oddany w potrzebie

Jest rok 1997. Na praktyce dużemu poparzeniu ulega członek drużyny pożarniczej, 16-letni Janek Puto. W tym samym czasie spaliła się stodoła kolegi z Tymbarku druha Romana Smagi. – Z prezesem zastanawialiśmy się, czy pomóc i jak. Na koncie tylko 400 zł. Trudno taką kwotą zawojować świat. Po trzech (!) dniach namysłu podjęliśmy decyzję, że przekażemy po 100 zł dla poszkodowanych rodzin. Dokładnie po kolejnych 3 dniach na nasze konto wpływa 2 tys. I tu sprawdziło się powiedzenie: „grosz oddany w potrzebie, wraca złotem do ciebie” – opowiada naczelnik OSP Piekiełko.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama