Nowy numer 49/2020 Archiwum

Seminaryjne „oscary”

Niektóre wywołują emocje podobne do tych, jakie przeżywają ludzie kina podczas rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Czasem piastuje się je prawie przez całe seminarium, aż do połowy VI roku.

Koniec pierwszego i początek drugiego semestru w tarnowskim WSD to dla wielu kleryków czas mierzenia się z nowymi funkcjami, które potocznie w seminaryjnym języku nazywa się „oscarami”. – By dobrze zrozumieć, czym one są, trzeba sobie wyobrazić ludzi mieszkających przy Piłsudskiego 6 jako rodzinę, w której wszyscy sobie pomagają, dzielą się swoimi umiejętnościami i talentami, począwszy od organizacji sprzątania aż po troskę o zharmonizowanie działań całej wspólnoty. Klerycy uczą się poprzez te funkcje odpowiedzialności za innych – mówi ks. rektor Jacek Soprych. Jak wygląda przyznawanie funkcji? Decydują o tym przełożeni, którzy są także opiekunami poszczególnych roczników. Wybór jest uroczyście ogłaszany podczas spotkania całej seminaryjnej wspólnoty.

Kurz pod palcem i nowe mopy

Co jak co, ale troska o czystość w seminaryjnym domu musi kosztować sporo wysiłku, i to samych kleryków, bo owszem przychodzą panie, które sprzątają korytarze i klatki schodowe, ale cała reszta jest na głowie przyszłych księży. Konrad Dziedzic z V roku otrzymał „oscara” w kategorii „sprzątanie”. – Organizuję sprzątania na każdy tydzień, wyznaczając z kolegami, kto jest za co odpowiedzialny. Są rejony, które sprząta się co tydzień, inne rzadziej. Są też specjalne okazje – jak święta, kiedy pucuje się budynek od stóp do głów, m.in. myje się setki okien, a dla kurzu nie ma się żadnej litości. Ponadto każdy z kleryków musi dbać o swój pokój – mówi. Przed sprzątaniem wyznaczony młodzieniec otrzymuje mopa, wiaderko, środek do toalet, mleczko, płyn do szyb, ług, gąbkę, szmatkę i papier. Bywa, że Konrad bada palcem, czy kurz został starty. – Chodzi przede wszystkim o to, by jakość naszej pracy była jak najwyższa, ponieważ w czystym domu wszyscy się dobrze czują – podkreśla. W jego posłudze ma nastąpić ważna zmiana. – Przechodzimy z mopów dredowych na płaskie – zdradza Konrad, który ponadto jest Honorowym Dawcą Krwi i razem z innymi klerykami dzieli się swoim życiem z chorymi. Oddał już ponad 6 litrów i został zasłużonym HDK.

Gorące czoła

A klerycy też chorują, dlatego przełożeni wybierają we wspólnocie infirmarzy, czyli opiekunów chorujących alumnów. Jednym z nich jest Dawid Basta z III roku. – Kiedy nim zostałem, to moim zadaniem było noszenie posiłków chorym i sprawdzanie, czy żyją – żartuje kleryk. – Ale mówiąc poważniej, zadaniem infirmarza jest troska o chorych braci, którzy zapadają na grypę, przeziębienia czy różne niedomagania, niewymagające hospitalizacji. Oczywiście tym, który leczy chorych, jest lekarz, natomiast infirmarze (bo jest nas pięciu) zajmują się ich doglądaniem, kupowaniem lekarstw, rejestracją u specjalistów – wyjaśnia. Bywa, że koledzy przychodzą do niego, by sprawdził, czy mają gorące czoła. Taki delikwent otrzymuje termometr i kiedy okazuje się, że ma temperaturę, wędruje do lekarza. Pod ręką infirmarz ma jedynie tabletki przeciwgorączkowe, krople żołądkowe i witaminowe suplementy. Czasem to jednak nie wystarczy…

Jak Thomas Edison

Seminaryjne budynki to setki żarówek. Co zrobić, kiedy się spalą? Czy zawsze musi pojawiać się elektryk spoza domu? – Mamy własnego – śmieje się rektor. Jest nim Dominik Kogut z V roku. – Moimi atrybutami są żarówki, drabina i torba z narzędziami – mówi kleryk. Przed seminarium skończył technikum elektryczne i już pracował w zawodzie. – Mam uprawnienia do 1000 woltów. Takiego napięcia nie ma w naszym domu, ale od 220 do 400 już jest. Cieszy mnie ten „oscar” elektryka, choć najczęściej wymieniam żarówki. Bywa jednak, że koledzy przyniosą jakiś zepsuty sprzęt, który mogę naprawić. W poważniejszych awariach współpracuję ze świeckim elektrykiem. Kiedy idę wymieniać żarówki, to zawsze koledzy zostawią w podziękowaniu jakiś soczek lub ciastko. To jest bardzo miłe – mówi. Cieszy się, że nie traci kontaktu z zawodem i realizuje swoje pasje. Jest ponadto współodpowiedzialny za obsługę auli podczas różnych uroczystości i zebrań, jeśli chodzi o nagłośnienie i oświetlenie.

Przez wirtualne drzwi

W tarnowskim seminarium od dawna jest wydawane czasopismo tworzone przez kleryków. Kiedyś nazywało się „Barka”, a obecnie „Poślij mnie”. „Oscara” w tej dziedzinie dzierży Jan Kurek z V roku. – Nasze pismo jest kwartalnikiem. Redaktor naczelny wybiera sobie kolegów do współpracy w różnych dziedzinach: graficznej, fotograficznej czy dziennikarskiej. Dzięki ich pracy i pomysłom powstają kolejne numery. „Poślij mnie” uwiecznia życie naszego seminarium. Możemy także zajmować się wybranymi przez siebie tematami dotyczącymi wiary, duchowości, życia Kościoła – wyjaśnia naczelny. Pismo trafia przede wszystkim do kleryków, a od niedawna jeden egzemplarz otrzymuje każda parafia. Funkcjonuje również strona internetowa, której layout zmienił się w ubiegłym roku. Jej redagowaniem zajmuje się Mateusz Kubalica z II roku. – Przy redagowaniu strony współpracuję z kolegami: grafikiem i fotografem. Codziennie odwiedzają nas internauci, czasem z całej Europy, a także obu Ameryk. Ostatnim hitem oglądalności była relacja z obłóczyn – mówi Mateusz. Wspólnotę czeka jednak medialna rewolucja, a to za sprawą przygotowywanego otwarcia fanpage’a na Facebooku. „Oscara” w tej dziedzinie otrzymał Darek Maj z II roku, który ma w tym doświadczenie wyniesione ze studiów, podczas których zgłębiał e-administrację. Darek dodatkowo należy do grupy obsługującej radiowęzeł. Dyżur pełni przy nim w każdą sobotę. – Z listy utworów wybieramy takie, które zapowiadają poszczególne punkty dnia. Muzykę dostosowujemy do charakteru dnia i okresu liturgicznego. To są pieśni lub piosenki religijne, które dźwięczą w uszach kolegów począwszy od wstawania aż pod silentium sacrum. Gdyby stworzyć listę przebojów, to na pierwszym miejscu jest chorał, który budzi lub kołysze do snu – opowiada kleryk. Trzeba dodać, że w seminarium działa także grupa radiowa, która zajmuje się m.in. przygotowaniem audycji „Co ci w duszy gra”.

Kaplica – serce domu

W seminarium są trzy kaplice, którymi opiekuje się z czterema kolegami Dawid Grabowski z V roku. – Naszym zadaniem jest przygotowanie szat i sprzętów liturgicznych. Pomagamy też podczas liturgii katedralnych. Czuwamy nad czystością miejsc modlitwy, współpracujemy z seminaryjną pralnią, dbamy o wystrój kaplic – wylicza Dawid. Nauczył się nawet układać kwiaty. – To robota cotygodniowa, którą podjąłem równolegle z posługą kaplicznego, chociaż moja znajomość kwiatów nie jest wielka. Najczęściej robimy kompozycje z róż, goździków i margaretek. Powstają dzięki całej grupie dekoratorskiej. Dokumentujemy nasze dzieła, żeby młodsi koledzy mogli się na nich wzorować albo żeby nie powtarzali już znanych układów – mówi kleryk. Benedykt Mikulec z roku II dostał „oscara” w kategorii „organista”. Jest utalentowanym samoukiem. – Mam nadzieję, że koledzy dobrze będą wspominać kiedyś moją grę i śpiew – śmieje się kleryk. Służba wspólnocie to gra i animacja śpiewu podczas Mszy św., nabożeństw i spotkań. – Organiści w seminarium mają tygodniowe dyżury. Najwięcej pracy kosztuje przygotowanie pieśni na każdy dzień, współpraca ze scholą, z kantorem i psalmistami. Nieraz trzeba ćwiczyć godzinami, żeby nie ranić uszu kolegów i dobrze służyć im podczas modlitwy – mówi Benedykt. Kaplicznym „oscarem” jest także posługa ceremoniarza. Mateusz Czachor z V roku jest najstarszym z trzech ceremoniarzy. – Nasze zadania zależą od stażu. Najmłodszy, Michał, jest odpowiedzialny za codzienną służbę ministrantów. Starszy ceremoniarz – Franciszek zajmuje się przygotowaniem asyst niedzielnych i świątecznych. Najstarszy koordynuje całość i jest odpowiedzialny za przygotowanie asyst katedralnych pod przewodnictwem biskupa. Naszym szefem jest ceremoniarz katedralny ks. prof. Stanisław Garnczarski – mówi kleryk. Czuwając nad liturgią w seminarium, ceremoniarze starają się także pokazywać wysoki poziom w ubiorze.

Pilnuje ognia

Seminaryjne „oscary” otrzymują także klerycy odpowiedzialni za różne koła i grupy duszpasterskie, modlitewne, formacyjne działające w domu przy Piłsudskiego 6. Jednym z nich jest Ognisko Misyjne, którego szefem jest Mateusz Bobula z V roku. – Do Ogniska należą klerycy z różnych roczników. Uczymy się misyjności Kościoła, spotykając się z misjonarzami, uczestnicząc w stażach w krajach misyjnych oraz poprzez systematyczną formację duchową i intelektualną związaną z misjami – mówi kleryk. W tym roku alumni pojadą już po raz 13. na staż misyjny. – Do Kazachstanu, na Kubę i do Peru – wylicza Mateusz.

Głowa ciała doradczego

Od początku lutego dziekanem alumnów jest Piotr Ryndak z V roku. Razem z wicedziekanem i prezesami poszczególnych roczników tworzy seminaryjny samorząd, będący ciałem doradczym księży przełożonych. – Zajmuję się koordynacją codziennego życia seminarium. Chodzi tutaj o wyznaczanie asyst liturgicznych, sprzątań, dyżurów tygodniowych. Ogłaszam też nagłe zmiany w programie dnia. Dziekan zgłasza także przełożonym sugestie kleryków, ich propozycje dotyczące życia w seminarium. Jako przedstawiciel studentów przygotowujących się do kapłaństwa dziekan wchodzi też w skład Rady Wydziału. To ważna persona w kleryckiej wspólnocie. Zajmuje pierwsze miejsce w kaplicy i inicjuje nieraz wspólną modlitwę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama