Nowy numer 22/2020 Archiwum

Nie tonę, bo On trzyma mnie za rękę

Chyba żadne inne słowo nie jest tak często wypowiadane w Wielkim Poście, jak nawrócenie.

Opowiadał o nim Grzegorz Czerwicki z Nowego Sącza, który był gościem V Tuchowskiego Wieczoru Uwielbienia. – W domu była patologia, dużo alkoholu, przemocy. W dzieciństwie brakowało mi ojca, który przytuliłby mnie, poklepał po plecach, rozczochrał włosy, siadł ze mną do nauki. Zamiast tego ojciec utwierdzał mnie w przekonaniu, że jestem niewypałem. To mnie wbiło w ziemię. Mama próbowała ogarnąć cały dom, ale nie dawała rady. Uciekała w alkohol. A ja uciekałem z domu i czekałem, żeby ten dramat wreszcie się skończył – opowiadał Grzegorz. Problemy były także w szkole i na osiedlu.

Był poniżany, bity. Rosły w nim gniew, zazdrość i złość. Ta agresja w końcu wybuchła i pobił jednego z kolegów. Później zaczęły się kradzieże, picie alkoholu. W szybkim tempie zaczął wchodzić w narkotyki i pornografię. Pojawiła się amfetamina, która niszczyła mu życie. Zaczął być jeszcze bardziej brutalny. – Przestępstwa, które popełniałem, w końcu doprowadziły mnie do więzienia, w którym utknąłem na 12 lat (dwa razy na sześć lat). Miałem dwie próby samobójcze. Przy życiu trzymało mnie to, że miałem małą siostrę, którą chciałem zobaczyć, jak wyjdę na wolność. Pierwsza odsiadka była jednak pełna agresji, ale i pewności, że udźwignę swoje życie po wyjściu na wolność. Niestety, po wyjściu z więzienia bardzo szybko popłynąłem w narkotyki, alkohol. Niedługo trwała ta chwila „wolności” i znów trafiłem do więzienia – snuje swoją opowieść mężczyzna.

Boska terapia

W czasie drugiej odsiadki poznał kumpla, ateistę. Zaczął mu opowiadać o nadziei, miłości, uczuciach, choć w więzieniu o tym się nie mówi. Kolega słuchał jego opowieści i pewnego razu powiedział mu, żeby zdobył Pismo Święte, ponieważ tam znajdzie odpowiedzi na nurtujące go pytania. – Kupiłem je od jednego współwięźnia za dwa szlugi. Zacząłem czytać Ewangelię. Postać Jezusa zaczęła mnie fascynować. Zacząłem Go prosić o uzdrowienie, na początku od narkotyków. I On mi to dał. Zacząłem jeszcze bardziej wgłębiać się w Pismo Święte. Zauważyłem, jak wielkie znaczenie mają słowa, jak często raniłem innych, jakbym wbijał gwiździe w dłonie Pana Jezusa. Czytając Biblię, przestałem przeklinać. Złe słowa zaczęły zastępować dobre – mówił Grzegorz. W więzieniu dostał od księdza różaniec. Z początku nie wiedział, jak go odmawiać, ale potem ta modlitwa wciągnęła go jeszcze mocniej w krąg oddziaływania Boga. – Bywało nawet tak, że kiedy modliłem się na różańcu, przychodzili koledzy, żeby zwyczajnie posiedzieć, a później modlić się razem ze mną. Koledzy żartowali, że założyłem kółko różańcowe – wspominał z uśmiechem Grzegorz. Wydarzeniem było poznanie jezuity, który przychodził do więzienia. 78-letni staruszek, o lasce. – Mówił z taką mocą, że chciałem być jak on. Zaprzyjaźniłem się z księdzem, który nauczył mnie m.in. mówić innym trzy słowa „przepraszam, proszę, dziękuję”. Dzięki niemu poszedłem do spowiedzi po 21 latach. To było niezwykłe doświadczenie! Byłem w tak radosnym nastroju, że większość kolegów myślała, że w ukryciu biorę narkotyki. A to było działanie Ducha Świętego! – przyznaje gość Tuchowskiego Wieczoru Uwielbienia.

Miłość wygrała

Kiedy przygotowywał się do wyjścia na wolność, miał wielkie pragnienia: poznać kobietę, która zostałaby jego żoną, mieć dzieci, dom, pracę. Pierwsze, co zrobił na wolności, to pojechał na rekolekcje ignacjańskie do Zakopanego. – Zobaczyłem tam piękną dziewczynę, która się do mnie uśmiechnęła. Zapragnąłem być z nią. Zaczęliśmy rozmawiać, coraz bardziej się zaprzyjaźniać. Na pierwszą randkę zabrałem ją... na adorację Najświętszego Sakramentu. Zapytałem Jezusa, czy to kobieta dla mnie. Usłyszałem, że tak, choć wybór męża lub żony to zawsze nasza wolna decyzja, ale warto pytać Jezusa. Renata pomogła mi wejść w normalne życie, choć była kobietą zupełnie poza moim „zasięgiem”. Ona z dobrego domu, wykształcona, świetnie zorganizowana w życiu, ja recydywista, bez matury, bez domu i rodziny – mówi Grzegorz. Wygrała jednak miłość. Dziś są małżeństwem trzeci rok, mają synka Kubę. – Zacząłem też chodzić do szkoły, skończyłem liceum, zdałem maturę – za trzecim razem, ale się nie poddawałem. Zrobiłem prawo jazdy. Wszystko z Bożą pomocą i wsparciem mojej żony. Znajomi mówili mi, że nie wytrzymam tak długo na wolności, przy Bogu. Dlatego często, pięć razy w tygodniu, chodziłem na adorację, codziennie na Mszę św. Pościłem też wiele, także za moich kolegów siedzących w więzieniu. Wielką pomocą były dla mnie także spowiedź święta i dobrze zrobiony rachunek sumienia. To mnie utrzymuje na powierzchni – podkreśla Grzegorz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama