Nowy numer 22/2020 Archiwum

Tułaczy los

Rodzina Sakowiczów przeżyła gehennę. Po przeżytej zsyłce w głąb Rosji po latach daje o tym świadectwo.

Z okazji 80. rocznicy pierwszej wywózki Polaków na Syberię w WSD w Tarnowie 24 lutego odbyła się promocja książki „Tułaczy los rodziny Sakowiczów” z udziałem sybiraka Olgierda Sakowicza. Podczas Mszy św. w seminaryjnej kaplicy ks. dr Jacek Soprych, rektor WSD i kapelan Sybiraków, podkreślił, że zesłani Polacy są bohaterami. – Na nieludzkiej ziemi nie straciliście człowieczeństwa, zachowaliście narodową tożsamość, a wiara w Boga dawała wam nadzieję, że kiedyś powrócicie do Polski – mówił do obecnych Sybiraków ks. Soprych. Po Mszy św. zaproszeni goście, w tym Sybiracy, członkowie Rodziny Katyńskiej, kombatanci oraz dzieci i młodzież z tarnowskich szkół, które kultywują pamięć o zesłanych, przeszli do auli, gdzie odbyła się druga część rocznicowych obchodów.

Przez 200 lat

Historię zsyłek Polaków na Wschód przypomniał dr Paweł Naleźniak z IPN w Krakowie. Prelegent przypomniał, że zsyłki i deportacje ludności nie były pomysłem sowieckim, lecz jeszcze carskim. – Polacy byli wywożeni m.in. za udział w powstańczych zrywach niepodległościowych – mówił dr Naleźniak, podkreślając, że oprócz czterech wielkich zsyłek Polaków w latach 1940–1941 miały miejsce inne, zwłaszcza po tym, kiedy Polska straciła Kresy Wschodnie po ustaleniu granic w 1921 roku, a także wówczas, kiedy Sowieci napadli na Polskę 17 września 1939 roku. – Kolejna fala deportacji miała miejsce w 1944 roku i głównie dotyczyła żołnierzy. Zsyłki Polaków trwały co najmniej do śmierci Stalina w 1953 roku – mówił prelegent. Śmiertelność wśród wywożonych była bardzo wysoka. Polaków przewożono w przepełnionych bydlęcych wagonach bez jedzenia, picia. Ciała zmarłych wyrzucano bezpośrednio z pociągów. Jedni szacują, że podczas samych czterech deportacji zostało wywiezionych w głąb Rosji 1,7 mln osób. IPN twierdzi, że liczba ta wynosiła 700 tysięcy. Bardzo wysoka była śmiertelność tak w czasie wywózki, jak i podczas niewolniczej pracy w gułagach, kopalniach, sowchozach. – Władze Polski szacują, że życie straciło 270 tys. wywiezionych, czyli 20 proc. z ogółu deportowanych – mówił przedstawiciel IPN. Sowieci chcieli się najpierw pozbyć wszystkich, którzy mogli stworzyć niepodległościowe podziemie. Później nie oszczędzali nikogo.

Umiem cierpieć biedę

Wśród deportowanych na daleki wschód Rosji była rodzina Olgierda Sakowicza, który urodził się w Wilnie w 1930 roku. Ojciec Wincenty, szef urzędu pocztowego, zostaje aresztowany w Wilejce 20 czerwca 1940 roku. Razem z tysiącami innych mężczyzn gnany jest piechotą, a później wieziony bydlęcymi wagonami w głąb Rosji. Szczęściem w nieszczęściu okazuje się układ między polskim rządem w Londynie i Stalinem, na mocy którego zostaje powołane polskie wojsko dowodzone przez gen. Andersa. Wincenty z towarzyszami tułaczki zgłasza się do wojska. Zwolniony z więzienia w Riazaniu 30 września 1941 roku rozpoczyna razem z innymi przyszłymi żołnierzami mozolną drogę na Zachód. W II Korpusie WP otrzymuje przydział do głównego urzędu pocztowego, gdzie prowadzi kancelarię. Szlak jego wędrówki wiedzie m.in. przez Persję i Palestynę, a kończy się w Egipcie. Wiedząc, że po wojnie powrót do Polski może okazać się powrotem do więzienia, zostaje na emigracji i zamieszkuje w Wielkiej Brytanii. Jego relacja w pamiętniku jest barwna, napisana z poczuciem humoru i ironią, zwłaszcza kiedy opisuje komunistyczny raj. Nie brakuje też dramatycznych obrazów, zwłaszcza dojmującego głodu i pragnienia oraz wszędobylskich wszy. Przyplątują się co rusz choroby, a z cierpieniem fizycznym łączy się tęsknota za wywiezioną rodziną. Mimo to zapisuje, że „wysiłki nigdy nie będą uwieńczone powodzeniem, jeżeli Opatrzność nie zezwoli na ich dokonanie. Trzeba być takim, by w radościach być umiarkowanej wesołości, a w nieszczęściach chłosty i kary przyjmować w pokorze i wierze, że przychodzą one z wiedzy i mocy Wszechwładcy. Po nocy jest poranek, południe i wieczór, i znowu ciemna noc, tak samo i w życiu człowieka – szczęście, nieszczęście i znowu szczęście. W biedzie trzeba więc oczekiwać nadejścia poranka – szczęścia. Miałem biedę, miałem dobre czasy, teraz mam złe, ale wierzę – przyjdą znowu dobre. Minie noc, miną cierpienia i poniewierka po cudzych krajach i kątach, jak po burzy świetna pogoda. A więc pracuj i módl się!”.

Łaty na spodniach

20 czerwca 1940 roku w domu Sakowiczów pojawili się rosyjscy żołnierze i kazali całej rodzinie się spakować. Mama Olgierda, jego siostra Matylda i on sam zostali zesłani na Syberię. Najpierw jechali zatłoczonym bydlęcym wagonem, a później płynęli barkami do jednego z sowchozów w pobliżu Barnauł w Ałtajskim Kraju. Zamieszkali w ziemiance. – Mama i siostra pracowały w polu, a ja byłem „wolnym strzelcem”. Co prawda zacząłem tam chodzić do szkoły, kiedy jednak okazało się, że nie chcę się uczyć po rosyjsku, zostałem z niej wyrzucony. Mając kilkanaście lat, nie musiałem pracować w sowchozie, natomiast moim zadaniem było pomaganie matce i siostrze w zdobyciu żywności i opału. Rosyjscy koledzy nauczyli mnie polować na susły, krety, piżmaki i chomiki. Poznałem jadalne rośliny stepowe. Łowiłem ryby. Mama wszyła mi w spodnie wewnętrzne kieszenie, w których mogłem wynosić niepostrzeżenie zboże ze spichlerza – opowiadał Olgierd Sakowicz, podkreślając, jak bardzo trzeba było się starać o zdobycie jedzenia. Czas pracy w sowchozie i walki o codzienny byt trwał do przełomu 1941 i 1942 roku. Na mocy porozumienia między rządem RP i Stalinem Polacy zostali objęci amnestią. Sakowicze opuścili sowchoz i dostali się do Ust-Kałmanki, gdzie przebywali aż 3 lata, zanim w 1946 roku wrócili do Polski. Olgierd zapamiętał z tamtego powrotu spodnie, które miały tyle łat, że „obserwując dzisiejszą modę, moi wnukowie mogliby w nich prezentować najnowsze trendy. Nie sądziłem, że będę je kiedykolwiek obserwował i komentował. Dotyczą one m.in. tendencyjnego postarzania, przecierania, przecinania spodni, marnotrawstwa jedzenia (np. leżących na ziemi bułek z serem lub kiełbasą). Te obrazy przywołują we mnie dramatyczne obrazy głodu i braku ubrania na Syberii oraz wzbudzają zdumienie i zarazem trwogę, że może nadejść kara boska”.

Bóg zapłać!

Po powrocie matka z siostrą zamieszkały w Lubomierzu na Dolnym Śląsku, on zaś w Suwałkach. Olgierd skończył gimnazjum mechaniczne w Ełku, a po maturze dostał przydział pracy w Zakładach Mechanicznych w Tarnowie. Udało mu się podjąć studia z mechaniki na Politechnice w Krakowie, które ukończył z tytułem inżyniera. W Tarnowie poznał swoją przyszłą żonę, ożenił się i został ojcem dwojga dzieci. Ojciec Olgierda pozostał w Anglii. Matce udało się dołączyć do niego. Syn zobaczył go dopiero po 25 latach od zsyłki. „Symboliczne było to spotkanie, zamykało krąg zdarzeń, których dramaturgia, przeplatana rodzinnymi, pięknymi i radosnymi chwilami, ponownie przybierała traumatyczny wymiar. Na jego skrajnych biegunach stały czasami walka o życie, radość z przetrwania, upodlenia, upokorzenia, nieludzkie traktowanie, głód i choroby, ale również radość z powrotu do ojczyzny, budowanie tożsamości, przekazywanie pierwiastków patriotycznych najbliższym i realizowanie szczęścia rodzinnego. Te wszystkie zdarzenia historii mojego życia spajało jedno nadprzyrodzone zjawisko, świadomość tego, że kieruje i opiekę sprawuje nad wszystkim Matka Boska Budsławska i Ostrobramska. Bóg zapłać za wszystko!” – kończy swój pamiętnik pan Olgierd. Jego wspomnienia zostały włączone w nowo wydaną książkę „Tułaczy los rodziny Sakowiczów”. – Znalazły się w niej m.in. pamiętniki mojej babci, ciotki i taty – mówi Bogdan Sakowicz, podkreślając nie bez wzruszenia, że ojciec i mama nauczyli go pracowitości, szacunku do ojczyzny, pokory i miłości do Boga. – Z Nim można naprawdę ułożyć sobie szczęśliwe życie – mówił syn pana Olgierda, prezentując książkę o swojej rodzinie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama