Nowy numer 44/2020 Archiwum

Z tej sytuacji Bóg wyciągnie wielkie dobro

Czas pandemii może być łaską – odnowieniem osobistej relacji z Jezusem, wskrzeszeniem modlitwy rodzinnej, tęsknotą, która pogłębi miłość.

Kiedy po wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce Katarzyna Prokopowicz przeczytała dekret biskupa tarnowskiego, rozpłakała się. Dlaczego? – Nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Przecież w poprzednią niedzielę byliśmy całą rodziną na Mszy św. Centrum każdej naszej niedzieli była Msza św. i było to dla nas tak oczywiste jak to, że codziennie rano wstaje słońce. Nie wyobrażaliśmy sobie, że może być inaczej – wyznaje.

Nikt nie spodziewał się, że w jednej chwili dostęp do Mszy św. w kościele stanie się utrudniony, że Eucharystię większość z nas będzie przeżywać w telewizyjnym pokoju czy przy włączonym komputerze. Nasze domy stały się kościołami. Ołtarzyki jako miejsca domowej modlitwy, w tradycji uważane za szczególnie bezpieczne i specjalnie chronione, znalazły swój święty kąt w naszych mieszkaniach. „Przeżycie rodzinnej Mszy św. on-line dla mnie i mojego męża było niezwykle wzruszającym doświadczeniem. Widok księży odprawiających Mszę św. w prawie pustym kościele był dla mnie przejmujący. Nawet teraz nie jestem w stanie pohamować łez, kiedy o tym piszę. Tęsknota za przyjęciem Komunii św. i za żywą modlitewną wspólnotą – to uczucia, które mam w sercu. Myślę, że ta nowa sytuacja pozwoli zrewidować też naszą postawę wobec kapłanów – trzeba dziękować, że są i modlić się o nowe powołania. Obyśmy nigdy nie musieli być skazani tylko na wirtualne nabożeństwa...” – uważa Agnieszka Kurcz. Alicja bała się o tę Eucharystię, o to, czy będzie umiała się skupić, spotkać z Jezusem, otworzyć na przyjęcie Komunii duchowej. – Wydawało mi się to nienaturalne. Było to dla mnie trudne, tym bardziej że mój dom raczej z miejscem modlitwy mi się nie kojarzy. Było to też pokonanie siebie. Zaczynając od tego, że trudno było się zmotywować, żeby wyjść z piżamy i ubrać się tak jak zazwyczaj do kościoła, a kończąc na przełamaniu duchowym. Zastosowałam się do zaleceń naszej diecezji. Postawiłam krzyż, zapaliłam świecę, otworzyłam słowo Boże. Wykonywałam wszystkie gesty i odpowiedzi jak na Eucharystii w kościele – opowiada. Czas ten zarówno dla niej, jak i dla wielu z nas jest okazją, kiedy możemy na nowo odkryć piękno Mszy św., zatęsknić za namacalnym doświadczeniem sakramentów. – Podczas liturgii słowa uświadomiłam sobie potrzebę ożywienia nadziei, relacji z Jezusem i to, że ta tęsknota jest potrzebna, bo miłość potrzebuje tęsknoty i pragnienia jeszcze głębszego spotkania. Myślę, że z tej całej sytuacji, która nas otacza, Bóg wyciągnie wielkie dobro, a ten Wielki Post będzie się stawał jeszcze bardziej wyjątkowy i przemieniający serca – dodaje Alicja Miszkurka. Agnieszka Kania z Brzeźnicy wierzy, że wszystko jest po coś. Może ten czas jest po to, żebyśmy docenili możliwości uczestnictwa w niedzielnej Mszy św. w naszych parafiach, kościołach? Do tej pory to było takie oczywiste… A teraz? Dla wielu najtrudniejszy był moment Komunii św. – Pragnienie przyjęcia Ciała Pana Jezusa było tak wielkie, że to aż bolało – wyznaje Katarzyna Prokopowicz. – „Tęsknota” to słowo, które pojawiało się najczęściej w rozmowach z przyjaciółmi sobotniego wieczoru, tęsknota za spotkaniem z Nim... To dlatego kiedy w poniedziałek rano dostała wiadomość, że w kościele Matki Bożej Fatimskiej w Tarnowie jest adoracja Najświętszego Sakramentu oraz możliwość spowiedzi i przyjęcia Komunii św., ucieszyła się i zaraz pojechała z dziećmi do kościoła. – Przyjęliśmy Pana Jezusa do naszego serca, z którego płynęła najpiękniejsza pieśń uwielbienia dla naszego Pana. Bogu niech będą dzięki za kapłanów, którzy w tym trudnym czasie, zachowując wszelkie środki ostrożności, umożliwiają spotkanie z Bogiem Miłosiernym w sakramencie pokuty oraz nie zostawiają nas bez Ciała Pańskiego – dodaje. Codziennie rodziną klękają, aby w łączności z całym Kościołem odmawiać Różaniec. Wierzą, że tylko Bóg jest naszym najlepszym i jedynym zabezpieczeniem. Gdy kryjemy się pod Jego skrzydłami, nic nam nie grozi. – W psalmie 91 jest napisane „żadna plaga się nie zbliży do twojego namiotu, bo swoim aniołom da rozkaz co do ciebie, że mają cię strzec na wszystkich twych drogach”. Ten psalm od dawna wisi wydrukowany na ścianie w naszej sypialni. Jest on naszą codzienną modlitwą. Czytamy go z wielką wiarą i ufnością. Wydaje się, jakby Pan Bóg dał nam ten psalm właśnie na ten czas. Jedyne, co możemy zrobić, to „mieszkać w cieniu Wszechmocnego” i mówić: „Mój Boże, któremu ufam”, a On sam nas wyzwoli – uważa Katarzyna Prokopowicz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama