Nowy numer 44/2020 Archiwum

Broń nas, Sebastianie

W czasach zarazy od 1300 lat ludzie szukają wstawiennictwa u niego. Nie trzeba go daleko szukać. Jest 10 km na północ od Tarnowa.

Ilkowice, niewielka miejscowość na drodze z Tarnowa do Żabna, przed laty nosiły nazwę Rudno. – Do dziś mamy ulicę z tą nazwą – pokazuje Stanisław Kania, nadzwyczajny szafarz Eucharystii i kościelny w liczącym 150 lat kościółku pw. św. Sebastiana. Jego bryła znana jest wszystkim, którzy kiedykolwiek poruszali się drogą wojewódzką 973 z Tarnowa na północ. Niewielka świątynia stoi przy samej drodze. Sebastianek – tak tu na niego mówią.

Dwóch młynarzy

Jego historia wiąże się z tzw. zaraźliwym powietrzem, które w tej okolicy wyraźnie dało znać o sobie około 1740 roku. Ksiądz Piotr Rajca, niegdysiejszy proboszcz z parafii Łęg Tarnowski (kiedyś parafii Jurków), do której Rudno należało, pisał w kronice, że od tejże zarazy tylko w Krakowie zmarło 20 tys. ludzi. Grasowała wówczas cholera. Rok później dotarła także tu, nad Dunajec i Białą. Ludzie umierali masowo i trzeba było ich gdzieś grzebać. „W tym celu przeznaczono osobne miejsce, płaskowzgórze we wsi Rudno [dziś Ilkowice – przyp. G.B.] zwanej, na którym zmarłych chowano” – pisze ks. Rajca. Jest to to samo miejsce, w którym teraz stoi kościółek. Wtedy też, w czasie zarazy, młynarzowi Szymonowi Pankowi miało się ukazać jakieś białe widmo, którego on zidentyfikować nie potrafił. Nakazało mu w miejscu cmentarza cholerycznego postawić kościółek św. Sebastianowi, patronowi od zaraźliwych chorób. Powiedział Szymon o tym swojemu towarzyszowi, także młynarzowi Sebastianowi Kotapce, i wieść ta rozeszła się po okolicy, ale szybko poszła w zapomnienie. Tymczasem widmo pojawia się po raz drugi. Nie sposób było zlekceważyć polecenia. Panek z Kotapką ruszają po kweście aż pod Sandomierz, a z powrotem prawie pod Kraków się zapuszczają. Zebrawszy trochę grosza, stawiają na górce drewnianą kapliczkę. „Skoro ukończyli budowę, zaraźliwe powietrze natychmiast w tej okolicy grasować przestało. Odtąd, przekonawszy się o skutecznej przyczynie św. Sebastyana u Boga, począł się ludek, nie tylko ze swojej parafii, ale i ze sąsiednich, ile razy się jakaś zaraźliwa choroba pojawiła, do tego kościółka na nabożeństwo kompaniami zgromadzać” – odnotowuje ks. Rajca.

Kościółek w Ilkowicach

Notatki nieocenionego ks. Rajcy przynoszą informacje o pielgrzymkach w czasach zarazy, które do św. Sebastiana w Ilkowicach przychodziły z bliższych i odleglejszych stron. Działo się to w latach 1831 (?), 1849, 1854, 1866 i w 1873 roku. W tym ostatnim czasie panowała w okolicach Tarnowa dziesiątkująca ludzi cholera. Do Sebastianka w Ilkowicach przyszła wówczas pielgrzymka 800 mieszkańców Tarnowa (co dziś powiedzieliby na to epidemiolodzy!). Otóż w czasie pielgrzymki doszło do cudu, kiedy to ozdrowiała pewna pani z Tarnowa, która miała „Kawiarnię pod kanarkiem”. Zajrzyjmy do dokumentów ks. Rajcy. „Gdy albowiem ta kompania miała z Tarnowa wyruszyć, była ta pani tak osłabiona, że się ledwo od mdłości po pokoju przechodziła. Ufna jednak w przyczynę tego patrona, rzekła do domowników: »Mam umrzeć w domu, milej mi będzie wśród tak licznego zgromadzenia, w podróży do tego świętego patrona, Bogu ducha oddać«. I zebrawszy słabe swoje siły, wyruszyła w towarzystwie familii z tą kompanią. Zdążywszy na to miejsce, po wysłuchaniu kazania i Mszy św., owionął ją wiatr orzeźwiający i natychmiast powstała zupełnie zdrowa” – pisze ks. Piotr Rajca. Za to ofiarowała do kościółka 4 świece i poduszeczkę na ołtarz św. Se- bastiana. Z tego wszystkiego zrodził się niezwykły religijny i duchowy sentyment do tego miejsca. Po tej ostatniej zarazie z 1873 roku zawiązuje się komitet budowy i ludzie budują prawdziwie piękną, stojącą do dziś świątynię. Nota bene po tamtej epidemii wiele jest materialnych śladów, jak choćby pierwsza kaplica w Tarnowie-Krzyżu, dawnej wiosce Krzyż, którą postawiono jako podziękowanie za ustanie tej zarazy, w czasie której zmarło 150 mieszkańców wioski. Kaplica dała początek kościołowi i dzisiejszej parafii. W Ilkowicach mieszkańcy fundują piękny obraz św. Sebastiana, a pani Potulicka przywozi z Rzymu relikwie.

Nie tylko od zarazy

– Rzeczywiście kroniki i inne ocalałe dokumenty pełne są odniesień do św. Sebastiana. Odnotowują zarówno cudowne wstawiennictwo w sytuacjach zarazy oraz opiekę w codziennych, ale i ekstraordynaryjnych sytuacjach nad mieszkańcami Ilkowic – przyznaje ks. Sylwester Dziedzic, wikariusz z Łęgu Tarnowskiego, który gromadzi od pewnego czasu materiały na temat św. Sebastiana, jego kultu w Ilkowicach oraz kościółka Sebastiankiem zwanego. – Wszyscy miejscowi wierzą, że św. Sebastian chroni od wielu spraw. Czasem nawet specjalnie ludzie intencję na Mszę św. dają, żeby przed św. Sebastianem ją sprawować, w okolicznościach np. choroby. Śpiewamy tu pieśń ze znamiennym refrenem: „Jedno się z piersi wyrywa wołanie, od wszelkich nieszczęść broń nas, Sebastianie” – mówi Stanisław Kania. Takim nieszczęściem była planowana wywózka mężczyzn z Ilkowic do Niemiec tuż przed wyzwoleniem. Wtedy to parafia uczyniła ślub, że jeżeli wysiedlenie ich ominie, to wykończą kościół. Tymczasem Niemcy wydali rozkaz stawiennictwa na godz. 14. Mężczyźni z innych miejscowości zostali już odprowadzeni na przewóz promowy w Bobrownikach. „Mężczyźni zwłaszcza z Rudna chodzili jak błędne owce, nie spiesząc się za zbiórką i jakby oczekując pomocy od św. Sebastiana. I rzeczywiście. W ostatniej chwili przyszedł do komendy niemieckiej w Niedomicach rozkaz, by natychmiast wyjechała w kierunku zachodnim, bo patrole sowieckie już się pojawiają w Łęgu. Oczywiście pośpiech był wskazany i nie było czasu, by sobie zaprzątać głowę zbiórką i wysiedlaniem mężczyzn” – pisze ks. Rajca.

Orędownik

„Zachęcam do modlitwy szczególnie przez wstawiennictwo św. Sebastiana i naszego świętego rodaka Szymona z Lipnicy, który w czasie szalejącej zarazy pielęgnował i zaopatrywał chorych sakramentami” – pisze bp Andrzej Jeż w dekrecie udzielającym do odwołania dyspensy od niedzielnej Mszy św. wiernym w diecezji. O św. Sebastianie pisał także w poprzedzającym dekret komunikacie. Dziś jest z pewnością czas szukania wszelkiego wsparcia w trudnej sytuacji związanej z koronawirusem. Obydwaj święci wystawiennicy są nam bliscy. Śmiało możemy zawracać im głowy.•

Święty Sebastian

Był dowódcą straży cesarza Dioklecjana, władającego Rzymem od 284 do 305 roku po Chrystusie. Sebastian nawrócił się na chrześcijaństwo, za co skazano go na karę śmierci. Przebiło go kilkadziesiąt strzał, które jednak go nie zabiły. Wykurowała go św. Irena. Został złapany ponownie, a kolejny wyrok śmierci wykonano przez zatłuczenie maczugami. Cierpienia fizyczne, jakich doznał, uczyniły go patronem łuczników i kuszników. Jest również patronem myśliwych. Gdy wybierzemy się do Wiecznego Miasta (na razie tylko wirtualnie), zauważymy, że doczesne szczątki św. Jana Pawła II złożono w bazylice św. Piotra w kaplicy św. Sebastiana… Choć w jego hagiografii nie ma epizodów związanych z obroną przed zarazą, jak choćby w przypadku św. Rocha, to jednak głównie jest patronem osób dotkniętych zarazą. Zaczęło się to w 680 roku, kiedy zaraza dotknęła Pawię. Wierni bezskutecznie prosili wielu świętych o pomoc. Jeden z nich w końcu miał widzenie św. Sebastiana. Otrzymał polecenie wystawienia mu ołtarza. Kiedy to uczynił, zaraza opuściła Pawię oraz Rzym. Kult patrona od zarazy rozwinął się w średniowiecznej Europie podczas epidemii dżumy. W naszej diecezji Ilkowice są jedynym miejscem tak głębokiego kultu tego świętego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama