Nowy numer 28/2020 Archiwum

Był doskonały

Kamil Cierniak z Bratucic żył 26 lat z zanikiem mięśni. Miał ogromne poczucie humoru. Skończył trzy kierunki studiów i zabierał się do pisania pracy doktorskiej.

Kamil zmarł w wigilię Bożego Miłosierdzia. Codziennie modlił się koronką. Także ostatniego dnia. Był głęboko wierzący. Tych, którzy go znali osobiście lub poprzez bloga, którego prowadził, uczył dystansu do siebie i innego patrzenia na świat. Chciało się być jak Kamil. „Tak, jestem doskonały.

To widać już chyba na pierwszy rzut oka. Jestem kompletny; niczego mi nie brakuje... Ani mięśni mi nie brakuje, ani zaniku mięśni, ani skoliozy, ani układów z ZUS-em, ani kategorii E... Mógłbym tak wymieniać długo. Połączenie Chucka Norrisa i Brada Pitta to przy mnie nic; mogliby mi obaj czyścić buty – te cywilne i te ortopedyczne” – pisał Kamil, któremu trudno było cokolwiek powiedzieć. Gdy miał niespełna rok, lekarze zdiagnozowali u niego rdzeniowy zanik mięśni, dawano mu raptem kilka lat życia. Przeżył 26 i mimo przeciwności skończył trzy kierunki studiów. Zabierał się do pisania pracy doktorskiej na Akademii Ignatianum w Krakowie.

„Pomogły mu w tym trzy rzeczy – wiara w Boga, pogoda ducha i nieustanna, nadludzka opieka mamy. W międzyczasie odwiedził dziesiątki szpitali, turnusów rehabilitacyjnych, doświadczał nowych przyjaźni, znajomości, nakręcił film, pisał bloga i starał się żyć najlepiej, jak umiał” – pisze Justyna Ożóg, kuzynka Kamila. On sam pisał, że przez 24 godziny na dobę jest przy nim mama. „Doktorant –maminsynek, to brzmi dumnie!” – żartował, zaraz potem dodając, że „szkoda jedynie, że medale za długoletnie wspólne życie przyznawane są tylko małżeństwom, bo to i prestiż, i szacunek na dzielni, i telewizja, i może jakiś zestaw garnków by się trafił...”.

– Kochałam go nad życie, wspierałam go, jak mogłam. Byliśmy razem dzień i noc. Przez siedem lat mieszkaliśmy w akademiku w Krakowie. Pozostała po nim wielka pustka. Miał wielu przyjaciół. Zwiedziliśmy razem pół świata. Nigdy na nic nie narzekał – opowiada jego mama. Nawet kiedy stan jego zdrowia pogorszył się tak, że nie mógł już samodzielnie oddychać i mówić, nie stracił poczucia humoru i dystansu. „Na początku leczenia miałem do ciała podłączonych tyle kabli i rurek, że mógłbym zostać twarzą Izby Gospodarczej »Wodociągi Polskie«” – żartował w jednym z ostatnich wpisów, choć do śmiechu mu wcale nie było. Warto poczytać blog „niepełnosprytnego” studenta, jak o sobie mówił, i być choć trochę jak Kamil.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama