Nowy numer 28/2020 Archiwum

Misjonarze na pierwszej linii

Gdy patrzymy na ich problemy wywołane pandemią, nasze wydają się małe.

Tarnowscy misjonarze nie wrócili do Polski, uciekając przed epidemią, jak wielu Europejczyków, którzy w pośpiechu opuszczali Afrykę czy Amerykę Południową. Zostali na miejscu, ze swoimi wiernymi. Patrząc na ich problemy wywołane pandemią, nasze wydają się niewielkie. Wielu Polaków miało problem z domową kwarantanną. Ale jak wyegzekwować izolację mieszkańców na przykład w Afryce?

„W naszej rzeczywistości ludziom trudno byłoby pozostać w domach. Zdecydowana większość nie gromadzi zapasów żywności (nie stać ich na to), nie ma też bieżącej wody w gospodarstwach domowych. Każdego dnia dziewczęta lub kobiety muszą po nią chodzić do studni lub rzeki. Pozostanie w domu oznaczałoby powolną śmierć, z drugiej strony przemieszczanie się wywołałoby wielkie ryzyko zakażeń. Jakiego wyboru dokonać w takiej sytuacji?” – pyta w swoim liście bp Mirosław Gucwa z Bouar w Republice Środkowoafrykańskiej. W naszych sklepach niczego w zasadzie nie brakuje i nie trzeba robić wielkich zapasów. Inaczej ma się sprawa m.in. w Peru.

– Większość społeczeństwa, szczególnie w miastach, żyje z dnia na dzień. Prowadzą sklepiki, restauracyjki, niemal wszystkie usługi są wykonywane na ulicy. Taki jest styl życia Latynosów. Tutaj nikt nie odkłada pieniędzy na przyszłość. Nie robi się zapasów. Ludzie nie myślą o jutrze – informuje ks. Stanisław Knurowski. Dodaje, że ludzie wybierają konfrontację z wojskiem, łamiąc kwarantannę, byleby coś kupić do jedzenia i nie umrzeć z głodu. O biedzie wywołanej pandemią pisze również ks. Dariusz Pawłowski z Kuby. „Problemem nie jest tylko to, że trzeba stać godzinami w kolejkach po podstawowe produkty żywnościowe, ale to, że żywności po prostu brakuje. Od dwóch tygodni brakuje na przykład ryżu, który jest tu podstawą codziennego wyżywienia. Podobno już wypłynął z Chin na Kubę statek z ryżem, ale nikt nie wie, kiedy dotrze i ile tego ryżu będzie. Poza tym jeden statek na 11 mln mieszkańców to chyba trochę za mało” – kończy sarkastycznie.

Ludzie martwią się w Polsce o służbę zdrowia, czy podoła wzrastającej liczbie chorych. Tymczasem w krajach misyjnych na opiekę medyczną na wysokim poziomie mogą liczyć tylko najbogatsi. „Ludzie w szpitalach leżą na korytarzach bez wirusa, a można sobie wyobrazić, co będzie, gdy się rozsieje. Nie ma żadnego planu ze strony rządu. Każdy stan (województwo) Brazylii, a w nim każda gmina, stara się działać na własną rękę i na swój sposób” – pisze ks. Marek Pawełek z brazylijskiego Umburanas. O podobnej sytuacji donoszą także misjonarze z Afryki.

Prawie w każdym kościele w naszej diecezji została zamontowana kamera internetowa, za której pośrednictwem można łączyć się z modlącymi się w świątyni przez transmisję Mszy św. i nabożeństw. – Od początku epidemii jest zakazane sprawowanie Eucharystii. Kościoły są zamknięte i nabożeństwa odwołane. Istnieje możliwość słuchania Mszy św. w radiu czy oglądania w telewizji, ale to luksus, na który mogą sobie pozwolić najbogatsi. Większość ludzi, szczególnie w wioskach, nie ma telewizora ani radia – mówi ks. Knurowski z Peru.

Misjonarz na Kubie ks. Pawłowski podkreśla, że „w Polsce każdy ma w domu Pismo Święte, książeczkę z modlitwami, a do duchowego uczestnictwa we Mszy św. wykorzystuje się transmisje telewizyjne lub internetowe. Tutaj prawie nikt internetu nie ma, a o transmisji Mszy św. w telewizji, póki co, nic nie wiadomo”. Mimo to misjonarze nie opuszczają swoich wiernych. Animują akcje szycia maseczek, starają się dotrzeć do swoich parafian z duchową pociechą, z narażeniem życia dzielą się tym, co mają.

Szukają sposobów zdobycia żywności dla najbardziej potrzebujących. Księża Tomasz Fajt i Tomasz Kaczor razem z Caritas parafialną przygotowują paczki żywnościowe dla ok. 30 rodzin w swojej parafii. Czego potrzebują tarnowscy, i nie tylko misjonarze? Biskup Gucwa podkreśla, że dzięki modlitwie żyje w nich nadzieja. „Każdy z nas prosi o modlitwę. Nie możemy wrócić do domu, do Polski, do naszych rodzin, choć przecież każdy z nas martwi się o swoich najbliższych, ale możemy się modlić. Pamiętamy o was w naszych modlitwach i prosimy o to samo” – pisze ks. Knurowski.

– Pewnie, że zachowujemy środki ostrożności, ale strach nie może paraliżować czy determinować naszych działań. Nie bójmy się Ewangelii i róbmy, ile możemy, a nie siedźmy z założonymi rękami, narzekając i powtarzając czarne scenariusze. Jezus zwyciężył i to On daje moc, w Nim możemy wszystko – podkreśla ks. Tomasz Fajt.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama