Nowy numer 31/2020 Archiwum

Duchowo i online

Pandemia nie pozwala na grupowe wędrowanie do miejsc świętych. Jak sobie z tym radzą pątnicy?

Początek maja był tradycyjnym czasem pielgrzymowania do sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej. Z Tarnowa wychodziły dwie duże grupy pątników, jedna z siostrami służebniczkami, a druga z księżmi filipinami. Siostry, które od 35 lat pielgrzymowały do Tuchowa, zaproponowały wszystkim dotychczasowym uczestnikom wędrówki duchowe, uczestnictwo najpierw w godzinkach śpiewanych w klasztornym ogrodzie domu generalnego w Dębicy, a później w konferencji i Różańcu.

Najważniejszym punktem programu była Msza św. w tuchowskim sanktuarium z udziałem matki generalnej Maksymilli Pliszki i kilku sióstr. Modlitwa była transmitowana na kanale YouTube. – Jakże niezwykła jest ta 35. pielgrzymka. Co roku widzieliśmy tutaj tłumy dzieci, młodzieży, dorosłych, sióstr, które przybywały, aby prosić o dar nowych powołań, a dzisiaj jest nas tylko garstka, ale ufamy, że Maryja pełnymi miłości oczyma widzi wszystkich, którzy tutaj przybyli w sposób duchowy z tą intencją i wszystkimi innymi, które mają w swoich sercach – mówiła w Tuchowie m. Maksymilla. Dłużej od sióstr, bo od końca lat 60. XX wieku, wędrowali do Tuchowa pielgrzymi razem z księżmi filipinami. W tym roku organizatorzy zaproponowali świeckim, żeby zarejestrowali się za pośrednictwem specjalnego formularza na FB i w dniu pielgrzymki, czyli 1 maja, każdy z nich odmówił Litanię Loretańską. Księża przeliczyli każde z 54 wezwań litanii na 54 kroki. Żeby duchowo dotrzeć do sanktuarium tuchowskiego, należało zebrać 33 333 kroków. Liczba uczestników musiała być więc spora. – Zapisało się w sumie 621 osób, które razem z księżmi – poprzez odmówienie Litanii Loretańskiej – zebrały 33 534 kroki – mówią organizatorzy. To nawet więcej, niż oczekiwano. Wielką chęć na pielgrzymowanie mieli na początku roku członkowie i sympatycy Bractwa św. Jakuba z sanktuarium w Brzesku. W ubiegłym roku etapami przemierzyli szlak od Pilzna do Łagiewnik, w sumie 155 kilometrów. – Rok 2020 rozpoczęliśmy z mnóstwem planów związanych z kolejnymi etapami rodzinnego pielgrzymowania Drogami św. Jakuba. Miał to być odcinek z Krakowa do Piekar Śląskich, podzielony na comiesięczne weekendowe trasy. Niektórzy z nas planowali również Camino hiszpańskie czy portugalskie. Epidemia zmusiła nas do zrewidowania planów. Włączyliśmy się w Camino wirtualne. Członkowie bractwa postanowili indywidualnie lub rodzinnie zebrać w krótkim czasie wymaganą do otrzymania tzw. Compostelki – certyfikatu przejścia Drogi św. Jakuba ilość kilometrów (100 lub 200) przez wędrówki piesze i rowerowe w najbliższej okolicy. Nie wędrujemy do Santiago, ale w głąb duszy na pewno – mówią caminowicze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama