Nowy numer 31/2020 Archiwum

Orędownik i przyjaciel

Święty sześć lat temu dosłownie uderzył siostrę Martę Niemiec, służebniczkę starowiejską z Czchowa, w głowę.

Kiedy z Krakowa wróciła do domu zakonnego w Czchowie po pierwszej ciężkiej operacji neurochirurgicznej, św. Józef spadł jej z nieba na głowę. Dokładnie z lodówki. – Była operacja, był w planach konieczny remont domu. Czułam, że pewne sprawy mnie przerastają. Kiedy spadła mi na głowę figurka Józefa, oprócz krwiaka uzyskałam pewność, że on jako patron domu pomoże mi we wszystkich sprawach! Tak się stało – opowiada siostra Marta. Święty Józef intryguje ją swoją skutecznością i sposobami działania. Ma „wielkie znajomości” u Jezusa! – Myślę, że zbyt rzadko wierzący zwracają się do niego o orędownictwo. Z własnego doświadczenia wiem, że św. Józef jest niezmordowany w niesieniu pomocy. W jednych sprawach działa od razu, w innych trzeba czekać dłużej na jego wstawiennictwo, ale zawsze działa – przekonuje s. Marta. Sama zwraca się do niego w różnych, najróżniejszych okolicznościach.

– Często wołam do niego: „poratuj mnie”, „poproś Jezusa”, „wymyśl coś, bo sama nie dam rady”. I ratuje. Pomagał mi w czasie każdej z czterech operacji! Stawiał na mojej drodze życiowej wspaniałych ludzi i specjalistów. Podsuwał dobre pomysły w czasie rehabilitacji. Ratuje przed depresją w związku z chorobą nowotworową. Święty Józef nigdy jeszcze mnie nie zawiódł, chociaż „testował” moją cierpliwość i zaufanie! Swoim spokojem „łagodzi” mój gwałtowny temperament! Wielokrotnie zaskakuje mnie sposobami wysłuchiwania próśb! Ma wyobraźnię i pomysły – zapewnia siostra Marta Niemiec. Można jej wierzyć, bo ci, którzy ją znają, wiedzą, że jest szczera. Czasem do bólu.

Znak

W Czchowie, w bocznej kaplicy kościoła parafialnego, znajdowała się figura św. Józefa. – Stała w kącie, była zniszczona. Jesienią w ubiegłym roku oddałem ją do konserwacji. Prosiliśmy, żeby, jeśli to możliwe, wróciła w marcu do kościoła, bo to miesiąc św. Józefa. Marzec się zaczął, ale figura nie była jeszcze gotowa. Wreszcie pani konserwator dzwoni, że można odebrać. To było 12 marca. Dzień później było wiadomo, że sytuacja epidemiologiczna staje się coraz poważniejsza. W sobotę 14 marca został wydany dekret biskupa o ograniczeniach i dyspensach. Dla nas stało się więc jasne, że nieprzypadkowo św. Józef wraca akurat teraz, że dany jest nam na ten trudny czas – mówi ks. Ryszard Biernat, proboszcz parafii w Czchowie. Figura po powrocie stanęła nie w bocznej kaplicy, skąd ją wzięto, a w prezbiterium kościoła, koło wiszącego centralnie krzyża.

Ciasteczko

Święty Józef sam trochę zadbał o siebie, bo zarobił na renowację figury. Otóż siostry z Czchowa, znane są m.in. z akcji „Ciasteczko”. Kilka razy do roku przygotowują wspaniałe wypieki, ozdabiają je z czchowskimi dziećmi i potem rozprowadzają wśród dorosłych. Pojedyncza akcja, np. na misje, potrafiła przynieść z ofiar nawet kilkanaście tysięcy złotych. Ciasteczka też miały zarobić na renowację figury św. Józefa. Kiermasz miał odbyć się w marcu, w tę niedzielę, kiedy dostęp do kościołów został ograniczony. – Święty Józef podsunął kilka pomysłów i stało się tak, że kiermasz się nie odbył, ale do naszej furty klasztornej zapukało mnóstwo ludzi, którzy wzięli ciasteczka i dostali jeszcze do ręki modlitwy do tego orędownika: „Telegram do św. Józefa” – mówi siostra Marta. Była nadzieja, że może uda się uzbierać 8 tys. złotych. Józef zebrał 10 tys. Po cichu zatroszczył się o swój kult. – Wielu mieszkańców Czchowa ciągle odkrywa moc jego wstawiennictwa u Boga! – mówi ss. Marta.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama