Nowy numer 28/2020 Archiwum

Murowianka. Matka, która się śni

W czasie pandemii szukamy ratunku w Maryi, która poprzez cudowne obrazy rozsiane po całej diecezji wciąż przypomina, że jest z nami w dobrej i złej doli.

Wydawać by się mogło, że w Bochni całą pobożność ludzką musi „zmonopolizować” Matka Boża Różańcowa z bazyliki, która jest zawsze otwarta, stoi w centrum miasta. Dlatego MB Bocheńska bywa nazywaną Maryją na „na każde zawołanie”. Kilka kilometrów od bazyliki stoi jednak jeszcze Murowianka.

Wnętrze kaplicy na Murowiance.   Wnętrze kaplicy na Murowiance.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

Sanktuarium? - To nie byłoby właściwe słowo. Po prostu szczególne miejsce, które upodobało sobie wielu wiernych - przyznaje ks. Kazimierz Kapcia, proboszcz parafii pw. św. Jana Nepomucena, na terenie której stoi kapliczka. Wewnątrz niej skryty jest wielki skarb: figura Matki Bożej Anielskiej. Pochodzi ona z nieistniejącego klasztoru bernardynów. Stamtąd trafiła do Krzyżanowic. Do Bochni przywiózł ją krawiec Gargul, który uprosił u proboszcza oddanie mu figury. Potem podarował ją krewnemu swemu Łapińskiemu, który sprzedał niejakiemu Czyżowi za 2 złote. Ten wypożyczał ją górnikom bocheńskim do stawiania na ołtarzu w Boże Ciało.

Matka Boża z Murowianki.   Matka Boża z Murowianki.
Grzegorz Brożek /Foto Gość

- Jednemu z nich, Michałowi Łosikowi Matka Boża we śnie nakazała udać się do Czyża, gdzie tam czego żąda otrzyma - pisze Janina Kęsek w opracowaniu dotyczącym Murowanki. Wyprosiwszy figurę wraz z braćmi Wincentym i Tomaszem wybudował dla niej kaplicę 1854 roku. Było to wypełnienie wcześniejszego zobowiązania. - Matka braci miała we śnie objawienie, że już jest na świecie człowiek, który ma zbudować kaplicę ku czci Najświętszej Maryi Panny - dodaje Janina Kęsek. Bracia postanowili zatem je wypełnić.

Przed epidemią. Nabożeństwo majowe.   Przed epidemią. Nabożeństwo majowe.
ks. Zbigniew Wielgosz /Foto Gość

- Z chwilą instalacji na Murowance figury Matki Bożej jej kult stawał się coraz żywszy - mówi ks. Kazimierz Kapcia. Michał Łosik prowadził kronikę kaplicy. W niej odnotował 65 łask i cudów. W 1875 roku Morys Szwarc, górnik z Bochni przyniósł do kaplicy dwoje swoich dzieci w wieku 7 i 3 lat, które straciły wzrok. Lekarze orzekli, że tylko cud tu pomóc może. I cud się zdarzył. Po modlitwie rodzice obmyli oczy wodą ze źródełka, które nadal tu wytryska i wrócili do domu. Po południu dzieci zaczęły na powrót widzieć. - Łask, które tu ludzie otrzymali z jest zapewne wiele, ale wielu nie znamy. Wiele z nich pozostaje tajemnicą ludzi, którzy tu się modlą - mówi ks. Kapcia. Ale nie wszystkie. Na bocznym ołtarzu leży księga pamiątkowa. Zapełnia się dość szybko. Ludzie proszą, dziękują, żalą się swojej Matce Niebieskiej. W ciasnym prezbiterium stoją dwa nowe fotele. - Dar młodego małżeństwa, za uzdrowienie ich córeczki - tłumaczy ks. Kazimierz.

Kaplica i plac przed nią zaludnia się w czasie nabożeństw majowych i różańcowych. W tym urokliwym zakątku tłumy są wówczas jak na rynku w dzień targowy. W dni powszednie co rusz ktoś przyjeżdża po wodę do źródełka, przysiądzie na ławce. - Ja tu do Matki Bożej przyszedłem po prostu nabrać sił - przyznaje niemłody już mężczyzna z Kłaja siedzący w południe przed kaplicą.

Tekst ukazał się w "Gościu Tarnowskim" w 2013 roku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama