Nowy numer 28/2020 Archiwum

Krakowiak na lachowskim weselu

Tydzień po Wielkanocy 1963 roku odbył się w Podegrodziu ślub, który pobłogosławił bp Karol Wojtyła.

Panną młodą była Maria Żelasko z Gostwicy, a panem młodym Tadeusz Uramowski z Nowej Huty. Jak to się stało, że ich związek pobłogosławił przyszły papież? – Siostra pracowała w krakowskich „Delikatesach” przy Rynku Głównym w dziale cukierniczym. Przychodzili tam na zakupy księża, a wśród nich ks. prof. Józef Tokarz. W Marysi rozpoznał swoją krajankę, choć on pochodził z Czchowa, a siostra z Gostwicy – mówi Rozalia Bodziony z d. Żelasko, siostra Marii.

Znajomość z czasem przerodziła się w przyjaźń między księdzem i rodziną z Gostwicy. – Odwiedzał nas kilka razy, ciekaw naszych stron i lachowskiej kultury – dodaje pani Rozalia. Ksiądz Tokarz wykładał m.in. na KUL, dokąd dojeżdżał z ówczesnym biskupem pomocniczym Karolem Wojtyłą. – Wygadał się ks. Tokarz Marysi, że zna bp. Wojtyłę, który obiecał mu być na jego pogrzebie – śmieje się pani Rozalia. Maria, która miała niebawem pobrać się z Tadeuszem Uramowskim, zapragnęła, żeby właśnie Wojtyła pobłogosławił ich ślub. Zdradziła swoje pragnienie ks. Tokarzowi, a ten poprosił biskupa, żeby przyjechał do Podegrodzia na wesele zamiast na jego pogrzeb. 21 kwietnia 1963 roku, tydzień po Wielkanocy, przyszły papież pobłogosławił związek Marii i Tadeusza w kościele św. Jakuba. – A później był na weselu w naszym domu. Byłam starszą druhną, zajętą przygotowaniem obiadu w dużej izbie. Biskup zjadł obiad, pobył nieco z gośćmi. Niestety, nie miałam za wiele czasu, żeby się mu napatrzeć. Pod wieczór odjechał do Krakowa – opowiada pani Rozalia. A co jadł zacny gość? – Obiad był podany w starodawnym lachowskim domu pod strzechą. Państwo młodzi i goście siedzieli w wielkiej izbie. Zjedli rosół z makaronem, a później pieczonego indyka z ziemniakami i buraczkami. Po obiedzie wypili kawę i poczęstowali się ciastem. A piekłyśmy buchty, makowce i kołacze z serem na łopacie. Jak nieraz sobie pomyślę, że Ojciec Święty zjadł obiad, który przygotowałam, to nie mogę się sama temu nadziwić. Biskup przyszedł podziękować za jedzenie. Nie pamiętam, żebyśmy mu coś zapakowały na drogę, bo chyba nie było w co. Może jednak jakieś wędliny zabrał – zastanawia się Władysława Buczek, kucharka na tamtym weselu. Biskup odjechał, a wesele trwało w najlepsze. – Tradycyjnie byli na nim krakowioki, czyli swoi, którzy niezaproszeni na wesele mogli jednak po opłaceniu orkiestry przyjść i potańczyć – tłumaczy Antoni Babik z Gostwicy, sam grający i drużbujący na weselach, opiekujący się kaplicą w swojej rodzinnej miejscowości. Z tamtych chwil pozostały wspomnienia i zdjęcia. Pozostał też dom, który trafił do Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu i jest prezentowany w sądeckim skansenie. Przed przeniesieniem studenci mierzyli każdy centymetr chałupy, żeby zachować później wszystkie elementy i wymiary. Dom składał się z sieni, kuchni, dużej izby i obory. – Byłam w nim nieraz, z początku trochę wzruszona, a później coraz bardziej przyzwyczajona do niego jak do eksponatu – zwierza się pani Rozalia. Czas zachował także wpis do księgi metrykalnej, w którym ówczesny proboszcz zaznaczył obecność bp. Karola Wojtyły na ślubie Marii i Tadeusza. – Są jednak trwalsze więzi Ojca Świętego z Podegrodziem, które opierają się upływowi czasu. Pamięć zapisała jego wędrówki w tych stronach, o których później wspominał podczas kanonizacji bł. Kingi w Starym Sączu. Z pochodzącym z Podegrodzia św. Stanisławem Papczyńskim łączy Jana Pawła II ta sama nauka o człowieku. Nie było więc zdziwienia, kiedy w Starym Sączu w 1999 r. wspomniał o pobliskim Podegrodziu i o. Stanisławie Papczyńskim – mówi ks. prał. Józef Wałaszek, proboszcz w parafii św. Jakuba. A najpiękniej ten związek widać w gostwickiej kaplicy, gdzie w bocznym ołtarzyku znajduje się obraz założyciela marianów, a pod nim portret św. Jana Pawła II.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama