Nowy numer 2/2021 Archiwum

Cuda św. Antoniego

Chcieć to móc, a zwłaszcza chcieć razem. Ta wspólnota, choć niewielka, tak bardzo chce, że pewnie by bazylikę „dźwignęła”.

Parafia liczy nieco ponad 2 tys. wiernych. Od 2009 roku trwa budowa nowego kościoła. – Wcześniej jeszcze na miejscu starej szkoły budowaliśmy kaplicę św. Franciszka w Skrudzinie. Była potrzebna. Od 20 lat mówiło się, że powstanie – mówi ks. Kazimierz Koszyk, proboszcz parafii. Kaplicę ukończono w 2007 roku. – Wszyscy budowaliśmy. Mamy 4 miejscowości w parafii: Gołkowice Górne i Dolne, Skrudzina i część Gabonia. Kto wie, czy jedną z najważniejszych rzeczy, które razem wybudowaliśmy, nie jest jedność wspólnoty – mówi proboszcz. Inwestycja w Skrudzinie była wspólna, ta w Gołkowicach, budowa nowego kościoła – też wspólna. Nie tylko dla tych miejscowości, ale wspólna dla ludzi. Każdego choć trochę ta budowa obchodzi. Skarbczyk zasług jest wspólny.

Remont

Kiedy startowali, mieli za sobą uratowanie drewnianego kościółka. Ma trochę ponad sto lat, ale jest za ciasny (stąd decyzja o budowie nowego), a poza tym nie był w najlepszym stanie. Właściwie zapadła decyzja o rozebraniu świątyńki. Tej, którą sto lat wcześniej przodkowie wybudowali w parę miesięcy, łącznie z plebanią. – Kościół najgorliwiej postanowili ratować młodzi. Tacy po trzydziestce, choć wydawało się, że to starszym będzie najbardziej go żal – mówi ks. Kazimierz. Kościół został ocieplony, wymieniono wszystkie okna, poprawiono szalunki, naprawiono dokumentnie. Kiedy zaś wystartowali ze wznoszeniem nowej świątyni, nie mieli wcale na kupce odłożonego majątku. Prawdziwym kapitałem stała się właśnie jedność. Okazało się, że pieniądze produkuje mennica, ale ofiarność rodzi się z serca.

Widać koniec

Budowa nowego kościoła ma się tymczasem ku końcowi. Powstają witraże, wystrój bocznej kaplicy, ramy na obrazy. Będzie czas, to na pięknej posadzce staną ołtarz i ambonka. – Zbieramy regularnie ofiary w rodzinach, ale rada parafialna zdecydowała o ekstrazbiórce dwa razy w roku. Zbierają ją, chodząc po domach, przedstawiciele najzamożniejszych parafian, przedsiębiorcy – mówi ks. Koszyk. Czyli ci, którzy mogliby powiedzieć, że nie mają czasu ani ochoty na takie rzeczy. – Ale to się też bierze z codziennego zaangażowania ludzi. Na budowę „pracują” regularne ofiary, ale też dochód z festynu parafialnego, chyba jedynego w diecezji, na którym można wygrać samochód, karnawałowy bal charytatywny i parę innych przedsięwzięć – mówi parafianin Grzegorz Gorczowski. – Kiedy mieszkałem jeszcze w Starym Sączu, to na festyn do Gołkowic przyjeżdżało pół miasta – wspomina Łukasz Paduła. Świątynia będzie pod wezwaniem św. Antoniego, który patronuje już staremu kościołowi i parafii, a wszyscy we wspólnocie wiedzą, że wiele mu zawdzięczają. Klimat życzliwości ściąga ludzi z okolicy na co dzień. Na zakończenie oktawy Bożego Ciała parafia przygotowała dla dzieci nie „po cukierku”, ale po paczce słodkości. Paczek było 500, choć dzieci w parafii jest mniej. – Przyjeżdżają z rodzicami z okolic – tłumaczy ks. Koszyk. Nie ma się zatem co dziwić, że stary kościół jest za mały i trzeba budować nowy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama