Nowy numer 2/2021 Archiwum

Bajkowe panoramy i prastara historia

Łącko ma do zaoferowania o wiele więcej niż śliwowicę, z której słynie. Zabieramy was tam na wakacje.

Że to miejsce atrakcyjne, dostrzegli już pierwsi osadnicy tych terenów. Na Górze Zyndrama, w należących do łąckiej parafii Maszkowicach, archeolodzy w ostatnich latach odkryli wykopaliska sprzed czasów imperium rzymskiego. Ślady pierwszego osadnictwa sięgają tam wczesnej epoki brązu, a więc ok. 1750–1700 roku przed narodzeniem Chrystusa. Przybyli tu z południa Europy, na co wskazują materiały do budowy grodu, architektura, jak i znalezione naczynia ceramiczne. Południowcy wybrali teren o dobrej ekspozycji słonecznej bynajmniej nie dla uprawy śliw, z których dzisiaj Łącko najbardziej słynie.

Widoki idealne

Aby zobaczyć piękno kwitnących tu na wiosnę sadów, raczej trzeba się wybrać na Dyniową czy Jeżową. Całe ich zbocza są porośnięte śliwami, jabłoniami, wiśniami, gdzieniegdzie gruszą i krzakami porzeczki. Przez te wzniesienia prowadzi Celestyński Szlak, wytyczony w roku beatyfikacji s. Celestyny Faron, urodzonej w Zabrzeży. Z Łącka niebieskim szlakiem dotrzemy także na papieski Błyszcz, pokonując po drodze Cebulówkę i Koziarz, gdzie znajduje się wieża widokowa, z której roztacza się bajkowy widok na Tatry, Pieniny, Gorce, Beskid Sądecki i Niski. Najpiękniejsze góry mamy w jednym momencie w zasięgu wzroku. Na Błyszczu z kolei znajduje się słynna papieska kaplica, przy której co roku zwykle w pierwszą niedzielę sierpnia gromadzą się na Mszy św. oazowicze i okoliczni mieszkańcy. O św. Janie Pawle II pamiętają także członkowie łąckiego oddziału Związku Podhalan, którzy co roku od śmierci papieża Polaka zapraszają na Mszę św. i watrę na przełęcz Cisowy Dział. Stamtąd już tylko godzinka drogi, ale ze stromym podejściem, jak to bywa w Beskidzie Wyspowym, na Modyń, czyli tzw. górę zakochanych, gdzie także ma stanąć wieża widokowa. Jak przekonuje przewodnik górski Iwona Gondek-Matuła, która ze swoją rodziną zwędrowała wszystkie te miejsca wielokrotnie, Łącko to niezwykle atrakcyjne turystycznie miejsce, choć niedocenione. Znajdziemy tam spokój i ciszę, jakich próżno szukać w Zakopanem, a idealne, by prawdziwie wypocząć. Mnóstwo tu ścieżek spacerowo-rowerowych, które można pokonać, popijając przepyszne naturalne łąckie soki i racząc się gościną mieszkańców.

Pan powinien się pokazywać

Kolorytu nadają tym terenom Biali Górale i Lachy z pobliskiej Szczereży, także należącej do łąckiej parafii. Pochodzący stamtąd Michał Piksa już w okresie międzywojennym rozsławiał tutejszy regionalizm. I wojna światowa zastała go w Bośni i Hercegowinie, gdzie wyjechał i prowadził swój interes. Został wcielony, był ranny, po wojnie wrócił do Łącka, gdzie wybudował okazały dom, w którym prowadził restaurację i grywał na harmonii. W dwudziestoleciu międzywojennym usłyszał go tam jeden z dziennikarzy „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. „Pan powinien się pokazywać” – zachęcał. I tak Piksa zaczął jeździć po całej Polsce. Miejscowy folklor rozsławiał z grupą górali, głównie z Łącka, także za granicą, m.in. w Niemczech. Zginął w czasie II wojny światowej z rąk tych, którzy jego występy kilka lat wcześniej oklaskiwali. Statek „Gustloff” z kolei, na którym w 1937 roku mieszkał w Hamburgu z grupą muzyków i był miejscem radości i spotkania dla wielu kultur, został w 1945 roku storpedowany przez Rosjan i stał się największym grobem morskim. Łącko dziś przeżywa prawdziwy renesans regionalizmu i folkloru. Przejawia się to w specyficznym stroju, ale i muzyce. Tu działa jedna z najlepszych orkiestr w Małopolsce, wiele stąd kapel i zespołów góralskich.

Najcenniejszy

Łącko, które świętuje w tym roku 800-lecie parafii i 300. rocznicę konsekracji miejscowego kościoła, miało też szczęście do nietuzinkowych właścicieli. W XIII wieku był nim kasztelan sądecki Wydżga herbu Janina, znamienity rycerz i autor słynnego testamentu, najstarszego w języku polskim przykładu przewodnika do skarbów ukrytych w górach. Dla odkupienia win sprzedał tę zasobną wieś za 300 grzywien w srebrze bożogrobcom z Miechowa, co potwierdzał bullą papież Innocenty IV. Następnie udał się do Prus i tam wstąpił do Zakonu Krzyżackiego. – Dokładnej daty powstania parafii nie znamy, dlatego, że w XIII wieku nie było jeszcze zwyczaju wydawania aktów erekcyjnych. Jedni twierdzą, że jest to dzieło właśnie bożogrobców z Miechowa. Byli oni właścicielami Łącka latach 1251-1257, a może i dłużej, bo spory z ksieni starosądecką o prawo patronatu nad łącką świątynią prowadzili przed papieżem jeszcze i potem. Ksiądz prof. Bolesław Kumor z kolei datował powstanie łąckiej parafii na koniec wieku XII – mówi Zbigniew Czepelak, miejscowy pasjonat historii. Święta Kinga, tworząc tu tzw. klucz łącki, nadała mu organizację opartą na prawie magdeburskim, a dzięki dużej samorządności Łącko rozwijało się świetnie. Tak zwane księgi sądowe wiejskie klucza łąckiego do dziś są jednym z elementów wykładanych na prawie. Ksieni starosądecka zadbała także o organizację zaplecza finansowego dla Kościoła, która w tej postaci obowiązywała przez ponad 500 lat, aż do rozbiorów Polski. Obecny kościół jest trzecim w łąckiej parafii. Był wówczas pierwszym murowanym kościołem na wsi w diecezji krakowskiej. 16 czerwca 1720 roku konsekrował go biskup kijowski Jan Tarło, rezydujący wówczas w Krakowie. – Co ciekawe, biskup ten pochodzi z terenów naszej diecezji, z Wadowic Górnych – zauważa ks. Stanisław Kowalik, rodem z łąckiej parafii i zaznajomiony z jej historią. – Wszystko wskazuje na to, że biskup przebywał w Łącku kilka dni. W tym czasie ponadto udzielił święceń kapłańskich i dokonał konsekracji jeszcze dwóch kościołów drewnianych filialnych. Oba znajdowały się na tzw. Łączkach – opowiada ks. Kowalik. Świadectwem bogatej historii łąckiej parafii są cenne zabytki, z których aż trzy zachowały się jeszcze z pierwszego kościoła. Wśród nich jest romańska „Głowa św. Jana Chrzciciela na misie” z ok. 1250 roku. To ewenement na skalę Polski. Jej oryginał znajduje się w Muzeum Diecezjalnym w Tarnowie i jest najstarszym jego eksponatem. Drugi to kamienna, późnogotycka chrzcielnica z 1492 roku, a trzecim są boczne skrzydła ołtarzowe wczesnogotyckie z przełomu wieków XIII i XIV. Już od 20 lat przebywają w konserwacji w Krakowie. Zrobiono na nich już kilka doktoratów i magisteriów. Z drugiego kościoła zachowały się obrazy Matki Bożej (z XVII wieku) i Ukrzyżowania. Piękny jest również sam ołtarz, dzieło krakowskiego snycerza Baltazara Kuncza z 1620 roku wykonane w manierystycznym stylu dla kościoła klarysek w Starym Sączu. Kościół w ciągu 300 lat istnienia był przebudowywany i restaurowany. Największa jego rozbudowa nastąpiła za probostwa ks. Józefa Puta. Z ogromnym uporem i w czasach głębokiego światowego kryzysu przedłużył wraz z parafianami kościół, dobudowując zakrystię i dwie kaplice. Jedną na wzór Zygmuntowskiej na Wawelu. Jej malowidła opowiadają o historii Polski. Króluje w niej Matka Boża.

Msze za odsetki

Dzięki sądeckim klaryskom już w 1529 roku przy łąckiej parafii powstała szkoła. W XVI wieku wychodzą z niej pierwsi studenci Akademii Krakowskiej. 30 lat później organizuje się tu pierwszy szpital parafialny. Parafia miała także wypracowany system pomocy i opieki nad ludźmi biednymi i żebrzącymi. W zamian mieli się modlić za dobroczyńców i sprzątać kościół. Łącko na przestrzeni wieków miało też szczęście do nietuzinkowych proboszczów, którzy wpływali na to miejsce nie tylko w aspekcie duchowym, ale też społecznym i gospodarczym. W pierwszej połowie XIX wieku ks. Kasper Czekajski zakładał tu sady. Sadownictwo wśród parafian szerzyli kolejni – ks. Maciej Szaflarski, ks. Tomasz Korab Pociłowski (on także założył w Łącku pierwszą czytelnię w 1875 roku) i ks. Jan Piaskowy. Ten ostatni jeździł z wykładami do gospodarzy, ucząc ich prawidłowej uprawy roli i szczepienia drzewek, a także tłumacząc zasady higieny. Kobiety instruował, jak mają myć naczynia po udoju krów. Legenda głosi, że za pokutę nakazywał ludziom sadzić drzewka i dlatego jest tyle sadów w Łącku, ale niektórzy dodają, że i dzięki temu sad księżowski był dość znaczny. Drzewka owocowe sadzić mieli także narzeczeni proszący o ślub. Ponadto w 1900 roku kapłan zainicjował w Łącku powstanie kasy pożyczkowej, tzw. kasy Raiffeisena, która dała początek Łąckiemu Bankowi Spółdzielczemu – dziś jednemu z największych banków spółdzielczych w Polsce. – Jesteśmy w górnej grupie powyżej 500 mln zł funduszy własnych, ale to się zaczęło 120 lat temu od ks. Pociłowskiego, który stworzył podwaliny. Czytałem jego kroniki, w których pisał, że kiedy otrzymywał od kogoś prośbę o wieczyste Msze św., to pieniądze te deponował w banku i wskazywał, by je odprawiać z rocznych odsetek – opowiada Zbigniew Czepelak, przewodniczący Rady Nadzorczej Łąckiego Banku Spółdzielczego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama