Nowy numer 2/2021 Archiwum

Rowerem do zakonu

Wśród pielgrzymujących do miejsca urodzin św. Szymona można było spotkać brata Jana Marię, Czecha z Moraw.

Gościem obchodów odpustowych ku czci św. Szymona w Lipnicy Murowanej był franciszkański zespół Fioretti, doskonale znany diecezjanom z muzycznych spotkań. Zespół zagrał i zaśpiewał podczas dekanalnego dziękczynienia za sakrament bierzmowania.

Żyj tu i teraz

Wśród członków grupy czeskim akcentem wyróżniał się jeden z zakonników. – Jestem Czechem, ale pochodzę z Moraw. Urodziłem się w roku pielgrzymki Jana Pawła II do naszego kraju. Ja otrzymałem imię Jan, a mój brat bliźniak Paweł – na pamiątkę papieskich odwiedzin. Wychowałem się w wielopokoleniowej katolickiej rodzinie, której zawdzięczam wiarę w Boga – opowiada brat Jan Maria. Dlaczego trafił do zakonu franciszkańskiego? – Ogromny wpływ na to miała wyprawa do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży. Z trzema towarzyszami wybraliśmy się na rowerach na spotkanie z papieżem Franciszkiem. I to było to! Jechaliśmy zupełnie zdani na Bożą opatrzność i ludzką życzliwość. Nie mieliśmy załatwionych noclegów. Patrzyliśmy po drodze, przy którym domu jest figura Matki Bożej i tam prosiliśmy o gościnę. Doświadczyliśmy jej ogromnie dużo, aż dziw – dodaje brat Jan zbudowany polską otwartością. W zakonie franciszkańskim odnalazł to, czego szukał – pobożności bez koturnów, prostoty i zaufania Bogu bez reszty. Na początku muzycznego spotkania z pielgrzymami z Lipnicy i okolic brat zaśpiewał specjalnie na tę okazję ułożoną piosenkę. – Św. Szymon miał to szczęście, że żył w czasie rzeczywistym, tu i teraz. Młodzi mają z tym problem, wciągani coraz bardziej w świat wirtualny. Coraz trudniej im żyć w rzeczywistych relacjach, twarzą w twarz. Św. Szymon pokazuje, że to jest właśnie droga do szczęścia – relacja z Bogiem i miłość do innych ludzi, tak konkretna jak pomoc, którą niósł potrzebującym w czasie epidemii – mówi franciszkanin. Po święceniach kapłańskich chce wrócić do kraju. – Pracuje tam wielu polskich księży, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni. Ale są potrzebni kapłani, którzy znają Czechy od podszewki. Moi rodacy, uważani za niewierzących, takimi wcale nie są. Trzeba ich tylko dobrze pokierować, żeby swój głód wiary w coś lub kogoś pozwolili nasycić Bogu – podkreśla brat Jan.

Chciej czegoś więcej

Frontman zespołu brat Roman, z myślą o młodych obecnych na lipnickim wieczorze uwielbienia, mówi, że trzeba żyć z pasją. – Bo to wielka przygoda. Tak przeżywał swoje życie św. Szymon, bardzo często ukazywany z Hostią. Ten obraz podkreśla, że życie z Jezusem, w bliskiej zażyłości z Nim, nie jest nudne i szare. Kiedy zaprzyjaźniamy się z Jezusem, a On staje się centrum naszego życia, wówczas staje się ono życiem z pasją. Staramy się to pokazać przez muzykę, śpiew – mówi brat Roman. Podkreśla, że dla wielu młodych udział w spotkaniach z muzyką chrześcijańską to dobry starter, by chcieć czegoś więcej. – Na początku udział w takich spotkaniach rozpala, budzi pozytywne emocje, pomaga w radzeniu sobie z negatywnymi uczuciami, smutkiem, frustracją. To może być dobry początek, by szukać jakiegoś pogłębienia swojej duchowości, w poszukiwaniu Boga. Dla tych, którzy żyją w bliskiej relacji z Nim, takie spotkania pomagają wyrazić to, co czują w sercu – dodaje brat Roman.

Droga nie jest zamknięta

Występu Fioretti słuchała Klaudia. – Z perspektywy czasu, który minął od 2 marca, bo wówczas przyjęłam bierzmowanie, przyjęcie tego sakramentu to najważniejsze wydarzenie w moim życiu. Otrzymałam Ducha Świętego, który przez swoje dary pomaga mi w rozeznaniu drogi życia i powołania. Bierzmowanie to także umocnienie do dawania świadectwa. Są młodzi, którzy odwracają się od Kościoła po bierzmowaniu, ale wielu moich rówieśników w Lipnicy tego nie zrobiło, co więcej, należą do różnych grup działających w parafii. A z tymi, którzy pożegnali się z Kościołem, jest trochę tak, że ich już dawno w nim nie było, ponieważ taki przykład życia otrzymali od swoich rodziców. Trudno im będzie więc wrócić do Pana Boga, ale droga nie jest zamknięta – mówi Klaudia. Może trzeba tylko wsiąść na rower i zaryzykować całe życie, żeby odnaleźć jego sens? – Na razie myślę o szkole średniej, ale nie wykluczam ani powołania do życia zakonnego, ani małżeńskiego – śmieje się dziewczyna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama