Nowy numer 3/2021 Archiwum

Perła schowana w muszli

Podobno kiedy zbiega się południowym stokiem Bocheńca, czasem słychać głuche dudnienie, bo pod stopami mamy Piwniczyska. Ponoć góra skrywa wiele tajemnic.

Tajemnic jest wiele. Archeologicznych, historycznych, religijnych. Utrwalają je liczne legendy, które dotyczą tej góry. Są dość fantastyczne, a ich upowszechnianiu sprzyja brak wykopalisk, które rozwiałyby mgłę tajemnic. Powód, dla którego archeolodzy nie rozłożyli się na Bocheńcu, jest raczej prozaiczny.

Bryła soli

Bocheniec wznoszący się nad Jadownikami koło Brzeska na prawie 400 metrów nie jest imponującym szczytem (choć szczególnie na rowerzystach 15-procentowe nachylenie drogi robi wrażenie). Jest to jednak świetny punkt widokowy. – Przy dobrej pogodzie i w czasie, kiedy drzewa nie przesłaniają widoków, można stąd obserwować Brzesko. Nieźle widać też Tarnów i rozległe tereny na wschodzie – mówi ks. Tadeusz Górka, proboszcz jadownickiej parafii. Czasem także Tatry widać stąd jak na dłoni. A skąd wzięła się nazwa? Jadowniczanin Władysław Okas, autor kilku publikacji na temat swej rodzinnej wsi, pisał w jednej z nich, że nazwa Bocheniec pochodzi od rycerza, który –wygnany z dworu, bo niezbyt był pokorny – poszedł w knieje i niosąc bryłę soli (pewnie z Bochni), osiadł na wzgórzu. Ale równie dobrze – to znów przeczytamy u Okasa – nazwa pochodzić może od imienia zasadźcy, niejakiego Bochynka. „A ów Bochynek to nikt inny, jak zbuntowany przeciw królowi poddany rycerz” – pisze.

Grodzisko

Jerzy Okoński, nieżyjący tarnowski archeolog, który prowadził w regionie wiele prac, pisze, że w okolicy nie ma wczesnosłowiańskich śladów osadnictwa. Po zaniku osadnictwa kultury przeworskiej kolejne ślady, które się pojawiają, pochodzą z okresu wczesnego średniowiecza. Mowa o wiekach VIII, IX i częściowo X. Właśnie z tego okresu może pochodzić grodzisko na Bocheńcu. Było, uważa Okoński, jednym z ważniejszych i większych ośrodków osadnictwa grodowego Małopolski. Okoński linię wałów szacuje na 1400 metrów długości. Mogły istnieć nawet 3 lub 4 pierścienie tych wałów, a pomiędzy nimi fosy 2–3-metrowej głębokości. Jerzy Okoński pisze, że fortyfikacje grodziska były potężne. Z jego publikacji dowiadujemy się, że był to jeden z ważniejszych ośrodków państwa Wiślan. „Obecność poza Karpatami wielkiego i potężnego Państwa Wielkomorawskiego była niewątpliwie ważnym czynnikiem integrującym drobne plemiona z południa ziem polskich i przyspieszającym na tym terenie procesy państwowotwórcze” – pisze Jerzy Okoński. We wczesnym średniowieczu podobne grodziska funkcjonowały w Chełmie, Łapczycy, Zawadzie koło Tarnowa i Wojniczu. Grody te, a wśród nich Bocheniec, mogły być miejscami, gdzie jako pierwsze na terenach polskich pojawić się mogło chrześcijaństwo – już w drugiej połowie IX wieku, czyli prawie 100 lat przed chrztem Polski. „Legenda pannońska”, będąca żywotem św. Metodego, podaje, że ochrzcił on „księcia pogańskiego, silnego bardzo, siedzącego na Wiśle”. Być może chodzi o księcia Wiślan, który władał grodami. Upadek Państwa Wielkomorawskiego około 905 roku mógł spowodować, że religia stamtąd przyjęta została odrzucona, a chrześcijaństwo rzymskie rozpowszechniło się po chrzcie księcia Polan w 966 roku.

Pomnik

Prasa brzeska nazwała Bocheniec perłą regionu. Perłą jednak nadal ukrytą w muszli, choć był pomysł, by Bocheniec szerzej otworzyć na turystykę i wybudować tu wieżę widokową. – Ludzie chętnie tu przyjeżdżają. Najlepiej można to zaobserwować w soboty i niedziele. Podjeżdżają samochodami, spacerują, rozglądają się. Czasem nawet widać, że ktoś na stopniu przed kościołem uklęknie i modli się – opowiada Stanisław Dadej. Z żoną Alicją od lat opiekują się wybudowanym cztery wieki temu na Bocheńcu kościołem. Widzą wiele, bo mieszkają koło świątyni. Stanowią jedną z ośmiu rodzin na stałe mieszkających na górze. Od 55 lat są małżeństwem. A co na Bocheńcu jest do oglądania? Na przykład wały, a właściwie ich pozostałość. Na wjeżdżających na szczyt „za drogą” robią wrażenie, bo rozstępują się niczym drzwi skarbca przed Ali Babą. Te resztki wałów mają u podstawy kilkanaście metrów szerokości i 4 metry wysokości, a trzeba zaznaczyć, że są to wały nie samego grodu, tylko podgrodzia. Niewiele więcej z grodowej historii widać tam na szczycie, bo w ciągu wieków większość uległa zniszczeniu. Niemniej jednak tradycje te miejscowi sobie cenią, bo już lata temu w lokalnych zapisach znalazło się zdanie: „Prezydium Gromady na specjalnym zebraniu winne podjąć uchwałę, że wały na górze Bocheniec uznaje się za pomnik kultury narodowej”.

Święta Anna

Warto też pomodlić się w kościele (latem Msza św. jest odprawiana w każdą niedzielę, poza tym w każdą pierwszą sobotę miesiąca). Przed budowlą murowaną stała tu podobno drewniana. Świątynia rozsypywała się, więc gromada uradziła, że wybuduje nową, ale w połowie drogi między wsią a górą. Ludzie zwozili kamienie, głazy, ale materiał ktoś w nocy przenosił na szczyt góry. Zasadzili się na złodzieja i zobaczyć mieli śnieżnobiały zaprzęg i świetlistą postać, która przewozi kamienie. Uznali to za znak. Kościół wybudowali na górze. Niedaleko placu budowy wytrysnęło źródło, skąd czerpali wodę. Kiedy zastanawiali się nad wyborem patrona dla stawianej świątyni, na źródle pojawiła się postać, w której oniemieli ludzie rozpoznali św. Annę. „Pragnę, byście świątynię waszą mym zwali imieniem” – zanotował usłyszane słowa Władysław Okas. Święta Anna od tego czasu jest bardzo czczona na Bocheńcu. – Wielu spoza parafii, z okolic upodobało sobie to miejsce. Tu ludzie uważają, że święci zbudowali tu taki trójkąt opieki. Nasza święta Anna, Matka Boża w Porąbce Uszewskiej i św. Stanisław w Szczepanowie. Oni czuwają, opiekują się i jakoś wolni jesteśmy od kataklizmów – mówi ks. Tadeusz.

Piwniczyska

Świętą Annę znajdziemy w kościele, na obrazie w głównym ołtarzu. Tam zobaczymy ją, jak przyjmuje podawane jej przez Maryję Dziecię Jezus. W poszukiwaniu św. Anny warto zejść po południowym stoku, około 100 metrów, poniżej kościoła (dojście jest oznaczone), do studni św. Anny – tego miejsca, gdzie święta miała objawić chęć przyjęcia patronatu nad kościołem. – To tam, na skraju lasu. Stamtąd długo sami czerpaliśmy wodę, kiedy nie było wodociągu. Z miejscem tym związana jest legenda, że tam, przy tym źródle, był dzwon. Przyszła jakaś przeklętnica, złapała za kulkę do wyciągania wody i zaczęła kląć. I wtedy dzwon się zerwał i „poszedł” wodą. Zdaje się, że do Wojnicza – kiwa głową Stanisław Dadej. Pani Alicja, żona pana Stanisława, pamięta, że kiedy biegało się stroną południową, a wiele pamięta, bo mieszka tu od dziecka, to dudniło pod nogami. – Ta część nazywa się zresztą Piwniczyska. Skąd się to wzięło? Mówili ludzie, że ta góra pusta jest w środku, a w każdym razie, że pod ziemią są tunele, które miałyby prowadzić aż na zamek w Dębnie, to jest 8 kilometrów stąd – opowiada pani Ala. Według innych wersji tunele prowadzą aż na Węgry. Wielu próbowało ponoć szukać jakichś wejść, ale ich nie znaleźli. Ktoś próbował też podobno skarby spod kościoła wydobywać – miały być nawet jakieś oficjalne poszukiwania, ale komuś ważnemu przypomniało się, że w czasach, kiedy kościół budowano, to krypt nie robiono, więc pod spodem nic nie ma. Jednak nie sprawdzali. Jedyny pewnik to ta św. Anna. I te tłumy, które do niej przychodzą. Kiedyś Kazimierz Bujak z Mokrzysk opowiadał, że chodzi do Anny, by podziękować. Bo swojej matce rodzonej zawdzięcza swoje życie, a Maryi życie swojej żony. A na Bocheńcu jest matka wszystkich matek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama