Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Koszyczek na schodach

W czasach epidemii jest ich w parafiach mniej. Jednak nie wszędzie.

Internet, jako medium w czasach pandemii, przydał nam się także do tego, by wspólnie zdecydować się w trudnym czasie na bardzo kosztowną inwestycję – mówi ks. Grzegorz Skorupa, proboszcz parafii Wola Piskulina koło Łącka. Nie tak dawno, w 2017 roku, poświęcony został całkowicie przebudowany kościół. Zostały do zrobienia schody na zewnątrz świątyni. Zaplanowano obłożenie ich granitem. – Zaczęła się epidemia, a wykonawca odezwał się, że ma materiał i może zaczynać. Jak tu jednak teraz zdecydować się na kosztowną inwestycję? – wspomina ks. Skorupa. Wykorzystali internet.

W Mszach św. dzięki transmisjom z miejscowego kościoła uczestniczyło bardzo wielu parafian. – Proboszcz podzielił się tym zmartwieniem i zaproponował test. Skoro ludzi nie ma w kościele, bo było po 5 osób, to po Mszach św. przed kościołem stanie koszyk. Jak trochę w nim uzbieramy, to znaczy, że jest wola robić te granitowe schody. Poszedłem i położyłem koszyk – opowiada Roman Myjak, kościelny z Woli Piskulinej. Msza się skończyła. Pięć osób wyszło ze świątyni, a pod kościół zaczęły podjeżdżać samochody. – Sznur się ustawił długi. Każdy z ofiarą, do koszyczka – mówi R. Myjak. A czas był taki, że przyszłość rysowała się bardziej mgliście niż dziś. – Ten zryw dał nadzieję, sygnał, że możemy podjąć prace – przyznaje ks. Skorupa. Parę trudnych egzaminów ze wspólnotowości parafianie z Woli Piskulinej mają za sobą. Kiedy w 2012 roku zaczynali całkowitą przebudowę kościoła, nie mieli odłożonych milionów. Dzień przed wbiciem pierwszej łopaty ks. Józef Kloch, który pomaga tu w duszpasterstwie, przywiózł relikwie bł. Jana Pawła II. – Przywiozłem wam pomocnika – oznajmił. – Niektórzy zastanawiali się, jak tu ruszać z budową z pustymi kieszeniami. Proboszcz przypomniał, że jesteśmy rodziną, więc nie będziemy zbierać składek po domach, ustalać ich wysokości. Kto może, na ile kogo stać, będzie mógł złożyć ofiarę po Mszach św. niedzielnych. Schodzę z chóru, a kolejka stoi aż pod dzwonnicę. Jednego dnia na konto budowy uzbieraliśmy ponad 60 tys. – wspomina organista Jan Ruciński. To przykład autentycznej wspólnoty, odpowiedzialności jeden za drugiego, za parafię. To właśnie buduje, a nie miliony na kontach. – Kiedyś spalił się dom Janka. Ludzie zebrali się i postawili mu nowy: pokój, kuchnia, łazienka. Jednej soboty 25 osób na tej małej budowie pracowało, aż deptali sobie po nogach – podrzuca przykład wspólnotowego działania Jan Dziedzina, parafianin, wójt gminy Łącko. Jak była budowa kościoła, to był tu taki pijący trochę Antoś, też zgłosił się do pomocy. – Przypadło mu napuszczać drewno impregnatem. Cały zielony był po dniu pracy. Zapytałem go, czy wie, jak wygląda. „A wiesz, ile żem roboty zrobił”? – zapytał. Szczęśliwy był, że mógł pomóc – wspomina Roman Myjak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama