GN 43/2020 Archiwum

Zdrowie i smaki dzieciństwa pod zakrętką

W piwniczce plebanii w Dzierżaninach odkryliśmy sposób na wszelakie choroby – „po zbójnicku”, „od klarysek”, aż po receptury z... Watykanu.

Dzierżaniny to niezwykle malownicza wieś położona na rozległym wzniesieniu na zachód od Paleśnicy. Miejsce ekologicznie czyste, zachwycające ciszą i spokojem. Podziw wzbudza widok tysiąca róż, którymi proboszcz obsadził plac przykościelny. Za jego sprawą na każdym parapecie stoją dziesiątki kwitnących kaktusów. Przy wejściu na plebanię sukulenty, opuncja figowa, aloes, geranium, żyworódka.

– Z żyworódki robiłem fantastyczną maść na odleżyny, ale wystarczy też samymi listeczkami okładać chore miejsca i rany. Skuteczność murowana – gwarantuje ks. Wojciech Kościółek, którego trudno posądzać o tego rodzaju dolegliwości. Prowadzi raczej żywot iście benedyktyński – w myśl zasady „módl się i pracuj”. Kwiatki kocha jak św. Franciszek. Mnoży, rozsadza, wiele z nich przywiózł z podróży po świecie – z Włoch czy Etiopii. W dzieciństwie marzył, że zostanie lekarzem lub księdzem. Wybrał to drugie, ale i z Bożej apteczki potrafi wydobyć najzdrowsze leki, smaki i zapachy. Zamyka je w słoikach i obdarowuje nimi ludzi. Ci odwdzięczają się ofiarami składanymi na utrzymanie trzech kościółków. – Murowanego, drewnianego i tego... na plebanii – żartuje z wrodzonym dowcipem ks. Wojciech. Po przetwory czy soki przyjeżdżają do niego ludzie nawet z Gdańska, Warszawy czy Kalisza. Bo warto. Mówią, że lepszych nie jedli. Innym przypominają smaki z dzieciństwa.

Piwniczka plebana

Plebania wita przyjezdnych zapachami przypraw, suszonych warzyw, grzybów. Na jednej ze ścian wisi kolekcja obrazów „kościółków ks. Kościółka”. – To moja wędrówka po diecezji – wyjaśnia ks. Wojciech, który w Dzierżaninach proboszczem jest od 15 lat. Wcześniej posługiwał jako wikary w 12 innych parafiach. Ściany wypełniają zdjęcia z papieżami, obrazy przywiezione z podróży po świecie albo zakupione w referacie misyjnym na wsparcie misji, malunki dzieci, kartki z kalendarza sprzed lat, „bo ładny”. Zapachy prowadzą do „piwniczki plebana”. Półki kilku pomieszczeń w większości już zapełnione są słoiczkami kuszącymi kolorami i smakami. – Wszystko robione wedle sprawdzonych przepisów. Nie takich z internetu, ale od ludzi, którzy dali też produkt do skosztowania. Jedną z sałatek robię na specjalne zamówienie lekarza z Tarnowa. Chciał mieć taką, jaką babcia robiła – opowiada ks. Wojciech, który w sezonie wypełnia kilkanaście tysięcy słoików i słoiczków, butelek i buteleczek takimi recepturami wydobytymi nieraz i z tajnych – jakby się wydawało – miejsc, jak kuchnia sióstr klarysek czy watykańska. – Wszystko zaczęło się od grzybów, których rośnie tu pełno, a rydz chyba z nich najwdzięczniejszy, bo nigdy nie zawodzi i jak tylko ma ku temu warunki, znajduje się go zawsze w tym samym miejscu. Potem zacząłem sadzić i kisić ogórki, robić dżemy. Dziś na dwóch działkach rosną też cukinia, marchew, koper, pomidory, mięta. Wszystko uprawiane ekologicznie na nawozie wytwarzanym przez dwa plebańskie kucyki. Inne produkty wykorzystywane w przetwórstwie również pochodzą ze sprawdzonych źródeł – zapewnia kapłan.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama