Nowy numer 49/2020 Archiwum

Martwmy się o innych

O tym, do czego służy parafia, co zrobić z pustymi ławkami w kościele i czy możemy się cieszyć, że mimo epidemii ocaliliśmy swoją wiarę, mówi ks. dr Michał Dąbrówka, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego kurii w Tarnowie.

Grzegorz Brożek: Zgodzi się Ksiądz ze stwierdzeniem, że pandemia stała się także próbą wiary?

Ks. Michał Dąbrówka: Istotnie, patrząc na fakt, iż mimo względnego unormowania sytuacji niedzielna Msza św. nie gromadzi tylu wiernych, ilu przed pandemią, można przyjąć, że pandemia stała się katalizatorem, który przyspieszył proces odchodzenia niemałej liczby ludzi od parafii, od Kościoła, od wiary. To nam pokazuje, że wchodzimy w czas ewidentnie misyjny.

W czerwcu Stolica Apostolska wydała dokument na temat misji ewangelizacyjnej Kościoła.

Ten dokument przypomina nam, że parafia istnieje dla misji. To znaczy, że na terenie parafii, każdej, mamy wiele osób, do których trzeba dotrzeć z Ewangelią, z pomocą w powrocie do Chrystusa i Kościoła. Parafia nie służy samej sobie. Nie może być układem zamkniętym. Nie możemy mieć podejścia, że fajnie jest w parafii, formujemy się, żeby nam było dobrze, żebyśmy wzrastali, bo to wszystko, co robimy dla siebie, ta formacja, to chodzenie w niedzielę do świątyni, nasze spowiadanie się, nasze katechizowanie, jest po to, by za chwilę wyjść i zapraszać do wspólnoty innych ludzi. Tego nam bardzo brakuje. Tego wyjścia do innych. Czy boli nas to, że wielu nie wróciło do Kościoła? Jeśli boli, jeśli narzekamy na to, to trzeba zadać sobie pytanie: a co my robimy, by to zmienić? Mam nadzieję, że zarówno nasze parafie w ramach kolejnej niedzieli synodalnej, jak i parafialne zespoły synodalne zastanowią nad tym, co możemy zrobić. Trzeba zbadać, dlaczego tylu wiernych nie wróciło na niedzielną Eucharystię, a po drugie pytać się, co możemy zrobić, by umożliwić im powrót. Problem chodzenia czy nie do kościoła w niedzielę nie jest kłopotem frekwencyjnym, ale problemem wiary. Czy czujemy, że słowa Jezusa „kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, ma życie wieczne” to jest prawda i że ja bez tego żyć nie mogę? Oczywiste jest, że trzeba troszczyć się o zdrowie ciała, życie ziemskie, ale na ołtarzu pandemii nie możemy poświęcić naszego życia wiecznego, zrezygnować z niego.

Wróćmy do pierwszego zagadnienia. Dlaczego tak wielu ludzi nie wróciło do świątyń?

Nie możemy sami sobie odpowiadać na to pytanie. Teraz cały trud, także widoczny na kanwie tej niedzieli synodalnej, polega na tym, żeby dotrzeć do tych ludzi i zapytać, dlaczego. Dlaczego zostawili Kościół? Może takie odpowiedzi padną w jakiejś sąsiedzkiej, koleżeńskiej, towarzyskiej rozmowie? Może w parafiach zrobić anonimową ankietę i skrzynkę postawić w jakimś publicznym miejscu? Na podstawie takich rozmów, ankiet, udzielonych odpowiedzi można dopiero próbować reagować. Jak nie zapytamy, o co chodzi, a będziemy chcieć działać, to zachowamy się jak lekarz wypisujący recepty bez badania pacjenta. Sądzę, że pierwszym krokiem nawrócenia duszpasterskiego, które polega na tym, że nie zajmujemy się tylko sobą, ale także tymi, których nie ma, do czego zaprasza papież Franciszek, byłoby nie czekanie na nieobecnych w świątyniach, ale wyjście do nich. Niekoniecznie po to, by w pierwszym słowie nawracać, ale po to, by zapytać, porozmawiać, wejść w relację, okazać zainteresowanie, troskę.

Czy jednak argument utraty życia wiecznego jako konsekwencji oderwania się od Chrystusa nie jest przemawiający?

Jest i nie należy go przemilczeć. Ale zanim zaczniemy kogoś straszyć, że zginie, bo przez brak uczestnictwa w Eucharystii jego życie wieczne jest zagrożone, to najpierw sami powinniśmy się przerazić tym, że brat mój i siostra są w niebezpieczeństwie. • grzegorz.brozek@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama