Nowy numer 44/2020 Archiwum

To nie jest teoria z katechezy

Młodzież buduje w Kościele dom dla swoich rówieśników. Dom, w którym będą się czuli otoczeni opieką, kochani i potrzebni.

Karolina Drożdż ma 15 lat i jest z parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Starym Sączu. W ostatnim roku była bierzmowana. Podobnie jak jej koleżanka Monika Witowska.

– Przygotowywaliśmy się dobrze programem diecezjalnym, ale przed bierzmowaniem pojechaliśmy na rekolekcje z naszymi sąsiadami, młodzieżą z parafii pw. św. Elżbiety, która przygotowywała się według programu „Młodzi na progu”. To były 3-dniowe rekolekcje z tego właśnie programu. Nasze przygotowanie było fajne, ale to rekolekcje wszystko zmieniły – mówi Monika. Dziewczyny wspominają poruszające świadectwa, wspólne modlitwy. – Było bardzo emocjonalnie. Były wspólne wzruszenia, doświadczenie obecności, wspólnoty z drugim człowiekiem, naszym rówieśnikiem, poczucie, że Jezus wyciąga rękę do każdego – wspomina Karolina. Parę miesięcy po bierzmowaniu zgłosiły się do poprowadzenia spotkań małych grup dla przygotowujących się do bierzmowania w ich parafii. – Obserwacja młodych, którzy po rekolekcjach wracali odmienieni, chętni do podjęcia jakiejś posługi, do zrobienia czegoś w parafii, sprawiła, że chcemy spróbować programu „Młodzi na progu”. Tym bardziej że młodzi tego chcą. Zgłosiło się kilka naszych młodych bierzmowanych do prowadzenia grup – opowiada ks. Łukasz Halada, wikariusz ze starosądeckiej parafii pw. Miłosierdzia Bożego. Zgłosiła się też młodzież ze św. Elżbiety z propozycją, że jak będzie potrzeba, to pomogą w „Miłosierdziu”. Między nimi Oliwia Tokarczyk. – Po swoich rekolekcjach zaczęłam chodzić na spotkania grupy młodzieżowej i zostałam też animatorką w programie „Młodzi na progu”. Te rekolekcje zmieniły we mnie dużo, spotkałam żywego Boga i postanowiłam, że chcę prowadzić młodych do bierzmowania. Kiedyś sama żyłam w przekonaniu, że wystarczy Jezusowi oddać 1 godzinę w tygodniu, niedzielną Mszę św. Teraz tak nie uważam. Jeżeli kochasz, to chcesz być w relacji – mówi. W Wyższym Seminarium Duchownym 19 września odbyły się warsztaty dla posługujących w diecezji w programie „Młodzi na progu”. – Są tu reprezentanci 27 parafii. Połowa z nich to nowe wspólnoty, które chcą skorzystać z programu. Dotąd na jego podstawie prowadzono przygotowanie młodych do życia w Kościele w ponad 30 parafiach – informuje ks. Artur Mularz, odpowiedzialny za program w diecezji. Na warsztaty przyjechało 100 potencjalnych nowych animatorów. – Od młodych nikt nie wymaga, żeby byli teologami, ale oni najlepiej trafią do młodych, do swoich rówieśników. Jeżeli 14-latek zobaczy o rok starszego kolegę, dla którego wiara w Boga i Jezus Chrystus nie są teorią z katechezy, ale życiem, doświadczeniem, którym się dzieli; jeżeli animator opowie o tym, jak potrzebuje Boga, jak z Bogiem przeżywa swoją młodość i pokaże, że to jest normalne, że daje radość – to nikt ich tak nie przekona, jak oni – zaręcza ks. Artur. Ksiądz Adam Koppel, odpowiedzialny w Polsce za program, porównuje posługujących w programie animatorów do Samarytanina z ewangelicznej przypowieści, który z miłością pochylił się nad odartym, poranionym i zostawionym przy drodze człowiekiem. – Samarytanin zaprowadził go do gospody, takiego miejsca dla wszystkich, i tam go pielęgnował. My rozumiemy to jako nasze zadanie w programie „Młodzi na progu”. Naszym celem jest stworzenie w Kościele domu dla wszystkich – mówi ks. Koppel. Przede wszystkim dla tych poranionych, osamotnionych, którzy źle się mają, którym trzeba okazać naszą miłość i pokazać Miłość – Jezusa. – W mojej pierwszej parafii, kiedy nawracały się różne osoby, jedna z nich powiedziała później, że ona nie przyszła tu dlatego, że usłyszała słowo o Jezusie. Nawet nie dlatego, że już uwierzyła. Przyszła, bo zobaczyła, że ci ludzie naprawdę się kochają. I chciała sprawdzić, czy tak jest naprawdę. I tak było – dodaje ks. Adam. W tym roku wygląda na to, że kilka parafii dołączy do programu. – Mocne jest to, że młodzi prowadzą młodych. To jest Kościół żywy, zaangażowany, który ma misję, zadania, który czuje się potrzebny. Ci młodzi animatorzy czują, że oni sami, ich talenty, zdolności, wzrost duchowy, ich praca nad sobą są potrzebne, bo zaraz idą do posługi, zaraz idą świadczyć – dodaje ks. Mularz. Przyprowadzą być może kolejnych ludzi do Kościoła, do Jezusa, który jest domem człowieka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama