GN 48/2020 Archiwum

Modlitwa stała się pragnieniem

Anna i Łukasz Koziołowie mieszkają w Trzcianie koło Mielca. Mają 20-letni staż małżeński. W Mielcu 11 października wygłosili świadectwo o swoim życiu małżeńskim i roli Różańca.

Kiedy zacząłem poznawać Boga w moim życiu, w moich myślach zakorzeniłem dwa obrazy. Pierwszy to obraz mojej nieżyjącej babci, która była i jest dla mnie wzorem do naśladowania, wzorcem cierpliwości, wytrwałości – mówił mężczyzna.

Łukasz

Ta kobieta zawsze wychodziła z kościoła ze łzami w oczach i uśmiechem na twarzy. Zazdroszczę jej, że potrafiła prowadzić tak piękny dialog z Bogiem. Kiedy jako dzieci przyjeżdżaliśmy do niej na wieś, siedziała w kuchni i „przegrzewała” różaniec. Drugi obraz będzie towarzyszył mi do końca moich dni – to obraz mojej żony, która modląc się na różańcu, powierzała Bogu swoje troski, dorastające dzieci i mnie samego. Nie pragnęła niczego innego, jak tylko tego, bym skierował swoje myśli, swój wzrok w kierunku Boga, bo wiedziała, że On zrobi resztę.

Anna

Kiedy pojawił się nasz syn, cała uwaga była skupiona na nim. To było trudne macierzyństwo. Ciąża była wcześniej zagrożona, co sprawiło, że syn był naszym oczkiem w głowie. Dla osiemnastoletnich rodziców było to nie lada wyzwanie. A my? No cóż. Nas właściwie nie było. Kiedy brakowało mi sił, moja mama powiedziała mi, abym powierzyła opiece Matki Bożej moje dziecko, że ona mi pomoże w trudnych chwilach. Pomyślałam, że nie mam nic do stracenia i nawet trochę odpowiedzialności zrzucę na ręce Maryi. Ale to tak nie działa. Modliłam się, kiedy mi to odpowiadało, najczęściej w zagrożeniach i chorobie. Kiedy pojawił się nasz drugi syn, również powierzyłam go opiece Matki Najświętszej, ale czy moja modlitwa była choć odrobinę lepsza? Czułam, że nie. Chciałam słyszeć Boga. Zastanawiałam się, co robię źle. Zaczęłam opowiadać Maryi o moim życiu, bo jako dziecko potrafiłam z nią rozmawiać. A nasze małżeństwo? Trwało. Raz lepiej, raz gorzej. Myślę, że nie wsłuchiwaliśmy się w siebie. Po prostu żyliśmy obok, dzieląc obowiązki, pracę, pieniądze. Kiedy zdarzały się kłótnie, a ja szłam pożalić się mamie, ona pytała mnie: „Modlisz się za swojego męża?”. Te słowa doprowadzały mnie wtedy do szału. A czy on modli się za mnie? Kilka razy szłam do mamy, ale słyszałam to samo, aż któregoś razu nie dałam rady, uklękłam i zrozumiałam, że muszę inaczej się modlić. Za mojego męża, za moje małżeństwo. Moja modlitwa cały czas dojrzewała.

Owoce

Kiedyś Łukasz Kozioł opowiadał o tym, jak Bóg go dotknął. Był to czas nawiedzenia obrazu Jezusa Miłosiernego w parafii. Przyjechał obraz, a on miał już plan na wieczór, miękką kanapę, jakąś transmisję w telewizji. Wtedy doszedł go głos żony: „Łukasz, jest obraz w parafii, może byś poszedł na chwilę do kościoła”. Był zły, ale by nie mnożyć złości w domu, poszedł. Usiadł w ławce, popatrzył na Jezusa i od tej chwili zaczęło się wiele zmieniać.

Łukasz

Dziś każdy z tych koralików różańca to mnóstwo westchnień, przemyśleń, podziękowań. Ale nie zawsze tak było. Zawsze dostawałem różaniec od żony: czerwony, brązowy, czarny, srebrny, perłowy, plastikowy, drewniany, ale zwykle leżały gdzieś w szufladzie. Nie potrafiłem się modlić na różańcu. Ta modlitwa wydała mi się monotonna, usypiała mnie. Każde „Zdrowaś, Maryjo” nie było czasem modlitwy, ale liczenia, ile jeszcze do końca. Dziś wiem, że tego trzeba się nauczyć. Kiedy zacząłem poznawać Boga w moim życiu, zapragnąłem po prostu mieć różaniec. W kieszeni, ściskać w ręku, ale też potrzebowałem dialogu z Bogiem, by wzrastać jako mężczyzna, ojciec, mąż. Potrzebowałem strefy, w której Matka Boża nauczy mnie pokory, czystości i dostrzegania mojej żony inaczej niż dotychczas. To jest proces, który może się dokonać, kiedy każde z nas powie: „Totus tuus, Maryjo”, „cały twój”. Przesuwając koralik za koralikiem, zacząłem rozmawiać z Bogiem, przychodziłem z prośbami do Matki, powierzając jej siebie, moją żonę, naszych synów i naszą córeczkę Sarę, której nie dane było być z nami. Modlitwa, która wydawała się zbędna, stała się pokarmem na każdy dzień, oddechem w gonitwie i wytrwaniem w zwątpieniu. Modlitwa, która wydawała się obowiązkiem, stała się pragnieniem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama