Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ludzie Różańca

Są osoby, którym nie podobają się ich ciemne koszulki z wizerunkiem Niepokalanej, symbol miecza, masywne różańce. I nazwa.

Jeżeli jesteście wojownikami, to chcecie z kimś walczyć? Aleksander Panek, wojownik Maryi z Dębicy, odpowiada:

– Z samym sobą, ze swymi wadami, grzechami, słabościami. To jest ostatecznie walka o nasze zbawienie, ale i zbawienie najbliższych – mówi. Ich hetmanką jest Maryja. Dlaczego mężczyźni idą za kobietą? – Bo wiemy, że Ona doprowadzi nas do Jezusa. A Maryja jest wzorem pokory, posłuszeństwa i służby – dodaje. Noszenie różańca ze stalowych kulek ma przypominać o modlitwie. Po długim przygotowaniu, udziale w wielu spotkaniach ogólnopolskich i regionalnych oraz pasowaniu na rycerza noszenie emblematów, koszulek nie jest dla szpanu. – Dla nas to znak przynależności – wyjaśnia Aleksander. W mediach społecznościowych na swoim profilu ma sentencję: „Odwaga jest wtedy, kiedy wiesz, że będziesz miał przerąbane, a jednak nie rezygnujesz”. W pewnym sensie dorośli mężczyźni, wkładając koszulkę z Maryją, mają „przerąbane”. Bo są na widoku. Będą tacy, którzy człowieka publicznie przyznającego się do Maryi będą chcieli obśmiać, wykpić, a on – jeśli jest człowiekiem Maryi – nic nie może zrobić, bo zachowuje pokorę. – Zdarza się, że idąc w Męskim Różańcu, słyszymy od postronnych jakąś „wiązankę”. Co możemy zrobić? Cierpliwie znosić, pomodlić się za tego człowieka – tłumaczy. Dlatego znaki przynależności do Wojowników Maryi przywdziewają przygotowani i świadomi mężczyźni. – Zostanie wojownikiem to w pewnym sensie spalenie mostów, zostawienie starego życia – opowiada. W Dębicy niedawno powstał region Wojowników Maryi. W każdy 3. piątek miesiąca o godz. 19 spotkania regionalne odbywają się w sanktuarium u karmelitów w Pilźnie. – Grzegorz Woskowicz, 23-latek, przyjeżdża aż z Mielca. – Nie byłem przykładny. Na katechezie kłóciłem się z księżmi, niedziela chrześcijańska dla mnie nie istniała, ale zadawałem pytania, szukałem. Trafiłem w internecie na konferencje ks. Glasa. Po dwóch czy trzech jakimś sposobem trzymałem różaniec w rękach – mówi. Marek Szatkowski z Dębicy pojechał raz na ogólnopolskie otwarte spotkanie Wojowników Maryi do Warszawy. – Otwarły mi się oczy. Konferencje ks. Dominika Chmielewskiego po prostu uczą. A życie trzeba chyba przeżywać świadomie, nie? – pytanie, które zadaje, jest ewidentnie retoryczne. Krzysztof Marć jest po trzydziestce. Podkreśla, że jesteśmy na tym świecie nie tylko po to, żeby jeść, czy dla przyjemności. – Wiele zła rodzi się z hołdowania słabościom i przyjemnościom. Na moim etapie nawrócenia stwierdzam, doświadczyłem tego, że można „jarać się” dobrem, robieniem dobrych rzeczy – mówi. Dla nich wszystkich wejście na drogę formacji Wojowników Maryi to pójście za Maryją, z różańcem w rękach. Animatorem i liderem regionu Dębica jest Artur Orkisz. – Różaniec ma wielką moc. Różaniec zmienia. Żona mężczyzny, który się regularnie modli na różańcu, jest – zaręczam! – bardziej zadowolona, bo różaniec go zmienia – mówi Artur Orkisz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama