Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zmiany widać gołym okiem

Proboszcz z Łąkty ubolewał, że nie było w tym roku rekolekcji. Parafianom wystarczyła jednak postawa ich księży. Nie potrzebowali już wielkich kazań.

Wraca czas wzmożonych obostrzeń spowodowanych walką z COVID-19. Ograniczenia dotyczą również liczby wiernych jednocześnie modlących się w kościele. W związku z tym biskup tarnowski Andrzej Jeż 16 października udzielił wiernym dyspensy od uczestnictwa w Mszy św. Wydawałoby się, że skorzystają z niej przede wszystkim ludzie starsi, bardziej narażeni na zachorowanie, a korzystają młodzi, i to od wiosny. Oczywiście nie wszędzie.

Są parafie, których wierni czas ten odczytali jako pretekst do tym intensywniejszej modlitwy. I nie trzeba w tym względzie łamać przepisów. Kapłani wprowadzają dodatkowe godziny Mszy św. niedzielnych, zostawiają otwarte kościoły, organizują adoracje Najświętszego Sakramentu, która nieraz połączona jest z możliwością skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania. Tak było wiosną chociażby w Łąkcie. Wzrost religijności parafian dziś przekłada się także na zmiany wokół kościoła. W krótkim czasie wykonano tam bardzo wiele prac. Powstała nowa elewacja świątyni, wymieniono jej dach, a przed plebanią, gdzie wjeżdża się przez nową bramę – rybę, ułożono nową kostkę z symbolami patriotyczno-religijnymi. Stanęły też dwa pomniki – św. Jana Pawła II i bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Wymienione będą także drzwi wejściowe do kościoła. Ich fundatorem jest pan Kazimierz ze Śląska, który w czasie obostrzeń spowodowanych pandemią i zamkniętych tam kościołów, co niedzielę regularnie przyjeżdżał ze swoją rodziną na Msze św. do Łąkty. – Od siedmiu lat codziennie uczestniczę we Mszy św. Doznałem od Boga wielkiej miłości i miłosierdzia. Jezus uzdrowił mnie z guza mózgu i innych chorób ciała i duszy. Ja już nie muszę wierzyć, że Bóg istnieje, ja to wiem, odczuwam Jego miłość i kocham Go bezwzględnie. Oddałem Mu całe moje życie, moją rodzinę, która pod wpływem mojego uzdrowienia także zmieniła swoje życie, moją firmę i każdą moją decyzję. Dzień bez Eucharystii jest dla mnie dniem straconym. Martwiłem się więc tym, kiedy kościoły zostały pozamykane. Zadzwoniłem wtedy do swojego brata z Łąkty i on powiedział mi, że ich kościół jest otwarty, żebym przyjechał – opowiada Kazimierz Dziedzic, który w dobie największych obostrzeń pokonywał przez kilka kolejnych niedziel trasę 140 km, by móc we Mszy św. uczestniczyć. Kiedy dowiedział się, że proboszcz z Łąkty szuka sponsora na nowe drzwi do kościoła, uśmiechnął się tylko w duchu. Miał już przygotowane pieniądze, które w ramach dziesięciny miały pójść na inny cel. – W tej sytuacji nie miałem żadnych wątpliwości, na co powinny być wydane. Wszystkie drzwi kościołów na Śląsku były pozamykane, a te otwarte, i oni akurat szukają sponsora na nowe. Poczułem, że to mój obowiązek, a przy tym ogromna radość, że tak to Pan Bóg zaplanował – mówi pan Kazimierz. Był zbudowany żywą wiarą kapłanów posługujących w parafii i autentyczną pobożnością parafian. – Koronawirus sprawił, że nasza pobożność wzrosła – ocenia pan Tadeusz z Łąkty. – Nie przyjmowaliśmy wcześniej Komunii św. na klęcząco. To wyszło spontanicznie od ludzi podczas ograniczeń spowodowanych pandemią. Każdy chciał celebrować fakt, iż może ją przyjąć. Ludzie sami podchodzili więc do ołtarza, przyklękali, a ksiądz proboszcz to zaakceptował, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni – dodaje. Żeby umożliwić wszystkim wiernym w dobie największych wiosennych obostrzeń uczestnictwo w Eucharystii, w łąkcieckim kościele zamiast czterech Mszy św. w niedziele było ich siedem. Od porannej do wieczornej liturgii kościół był otwarty i odbywała się w nim całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Księża czuwali w konfesjonałach, umożliwiając wiernym także spowiedź. Jej zorganizowanie w taki sposób, aby nie łamać obowiązujących wówczas przepisów i ograniczeń, stało się możliwe także dzięki temu, że parafia podzielona jest już od ponad roku na 45 rejonów, tzw. dekanatów, w ramach których ludzie łatwo mogą się porozumieć i dogadać. Ułatwiony kontakt z wiernymi ma także proboszcz dzięki dziekanom. – Nasz ksiądz ubolewał nad tym, że nie mieliśmy w tym roku rekolekcji wielkopostnych, a przecież ten czas był dla nas najlepszymi rekolekcjami, jakie przeżyliśmy. W tym momencie nie potrzebowaliśmy wielkich kazań, wystarczyła postawa naszych księży – ich odwaga i silna wiara – mówi pani Sylwia z Łąkty.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama