Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wizyta duszpasterska i błogosławieństwo rodzin

Jaki jest ich sens? Co zyskujemy, przyjmując księdza w swoich domach? Czy to dla nas radość, czy strata czasu? Czy w tym roku kolęda w ogóle się odbędzie?

W czasie listopadowych spotkań członkowie Parafialnych Zespołów Synodalnych podejmą dyskusję na temat konkretnej formy, jaką powinna przyjąć kolęda w naszej diecezji, aby mogła realizować swe założenia. Nie tylko w tym roku, kiedy w tradycyjnej formie może ona stać się niemożliwa. W wielu naszych parafiach wierni wyczekują wizyty księdza z radością, ale coraz częściej zdarza się, że dla innych to przykry obowiązek lub strata czasu, a i coraz częściej, zwłaszcza w dużych miastach, ludzie rezygnują z przyjęcia księdza. Czy coś tracą i jaki jest zatem sens wizyty duszpasterskiej? I w końcu: po co pukać co roku do tych, którzy księdza od lat nie przyjmują?

W imieniu Chrystusa

Dla Sylwii i Krzysztofa z parafii Czchów, małżeństwa z 12-letnim stażem, rodziców Martusi, Oleńki i Jasia, jak o nich czule mówią, kolęda jest bardzo ważna, zakorzeniona w tradycji. – Tego dnia wszyscy jesteśmy w domu. Dziewczynki w oknie wypatrują księdza. Zawsze to był ważny dzień także w moim rodzinnym domu, żeby kapłana przyjąć uroczyście, całą rodziną. Rodzinny czas świąt Bożego Narodzenia temu sprzyja, jest też okazją do zacieśnienia więzi z parafią. Dwa lata temu poprosiliśmy księdza, by pobłogosławił w czasie kolędy nasz nowy dom – mówi pani Sylwia. – U nas jest też tradycja, zakorzeniona mocno w niektórych rejonach, że ludzie wychodzą po księdza, mój tato tak robił. A kiedy były tęgie zimy ze śniegiem, pamiętam, że mieliśmy takiego pana, który woził księdza od domu do domu na saniach zaprzężonych w konie – opowiada. – Kolęda to wizyta księdza, kiedy rozmawia on z nami o Bogu i mamy szansę go bliżej poznać duchowo. Czasem ksiądz pyta, jak mijają święta, jak idzie w szkole, ale też sami możemy go o coś zapytać – zauważa 9-letnia Marta. Nie może się już doczekać, kiedy dostanie książeczkę do nabożeństwa, do której będzie mogła wkładać obrazki od księdza. Rodzina należy do Domowego Kościoła, wizyty księdza w jednym z domów ich kręgu nie są nowością czy rzadkością, odbywają się bowiem co miesiąc. Podobnie jak te, kiedy kapłan odwiedza chorych przy okazji pierwszego piątku. Ubrany w sutannę, komżę i stułę, mimo że być może wygodniejszy w pokonywaniu nieraz sporych odległości od domu do domu byłby prostszy strój, jest widzialnym znakiem tego, że nie przychodzi w swoim imieniu, ale w imieniu samego Chrystusa. Taka okazja, by mógł odwiedzić wszystkich i zapukać do każdych drzwi, zdarza się tylko raz do roku.

Przyszłość kolędy

Ksiądz Wojciech Karpiel z synodalnej Komisji Małżeństw i Rodzin, a zarazem diecezjalny moderator wspólnot Domowego Kościoła, uważa, że tzw. kolęda ma przyszłość, jej wartość jest nie do przecenienia i jest ogromną szansą dla współczesnego modelu duszpasterstwa, który coraz bardziej będzie opierał się na towarzyszeniu indywidualnym, dzieleniu się Ewangelią w małych grupach, jaką jest także rodzina. Podkreśla wielowymiarowość tego wydarzenia. – Ksiądz swoją obecnością w domu przypomina o Panu Bogu, a jeśli robi to językiem pełnym życzliwości i miłości, zachęca ludzi do tego, by żyli bliżej Kościoła. Są takie parafie, gdzie ksiądz traktuje wizytę duszpasterską jak spotkanie z żywym Panem Bogiem. Znam księży, którzy w czasie kolędy sporo się modlą z parafianami, nie tylko na początku, ale także w intencjach podawanych przez rodzinę; w niektórych wypadkach jest to modlitwa wstawiennicza. Wiele słyszałem też o owocach takiej modlitwy i w tym także widzę przyszłość kolędy. Pan Bóg działa w sakramentach, ale także przez modlitwę, posługę kapłana – podkreśla ks. Wojciech. Wśród owoców wizyt duszpasterskich wylicza również aspekt czysto ludzki. – Kolęda może być także czasem łamania barier, odkrywania przez ludzi w księdzu towarzysza i przyjaciela. Nieraz kilka minut indywidualnej rozmowy bardziej zapada ludziom w pamięć niż kazanie, które słyszy w kościele, a nawet i to kazanie przyjmuje się w inny sposób, kiedy pozna się księdza bliżej, zobaczy się w nim człowieka. Kolęda w ten sposób może procentować w ciągu roku tym, że łatwiej słuchać ludziom jakiś wskazówek czy rad dotyczących życia wiarą, w bliskości z Bogiem. Przyszłość kolędy to chyba droga dłuższych spotkań – uważa kapłan. – Może być tak, że Kościół odkryje wartość kolędy i rozszerzy ten czas nie tylko na okres Bożego Narodzenia właśnie po to, by kapłan mógł więcej czasu poświęcić rodzinie, do której przychodzi. Istotą tej wizyty duszpasterskiej nie jest choinka, ale to, co ta wizyta niesie, czyli błogosławieństwo rodziny. A ono może się odbyć w każdym czasie – dodaje ks. Wojciech.

Zaproszenie

Kolęda to czas indywidualnych rozmów parafian z księdzem, szerszego omówienia spraw dotyczących wspólnoty i kościoła. Nieraz to też okazja, by bardziej zaangażować ludzi w życie parafii. To czas, kiedy ksiądz kieruje zaproszenie do konkretnych osób, by włączyły się w działalność różnych wspólnot działających w parafii – do kół różańcowych, LSO, DSM, chóru i wielu innych. Przynależność do Domowego Kościoła rodziny Sylwii i Krzysztofa z czchowskiej parafii także od kolędy się zaczęła. – Właśnie podczas takiej wizyty ksiądz zaproponował nam włączenie się do kręgu Domowego Kościoła i pewnie gdyby nie zwróciłby się do nas tak bezpośrednio, ale jedynie ogłosił w kościele z ambony, to nie wzięlibyśmy do siebie tego zaproszenia. Poza tym była okazja, by dopytać, czym jest ta wspólnota – mówią małżonkowie. – To kolejny dowód na to, że duszpasterstwo indywidualne jest przyszłością – ocenia ks. Karpiel.

Puka do każdych drzwi

Ksiądz Wojciech Karpiel jako wikariusz w Czchowie, a wcześniej w Tarnowie, Szczawnicy i Bochni, ma doświadczenie wizyt duszpasterskich w parafii górskiej, miejskiej, niewielkim miasteczku i na wsi. Czy są jakieś różnice? – Co do istoty różnic nie ma, ale pewnie w parafiach wiejskich czy małych miastach kolęda nieraz trwa trochę dłużej, bo jest też więcej domowników. W miastach, blokach, czasem są jedna czy dwie osoby, najczęściej starsze. Rodzinie z dziećmi, młodym małżeństwom zawsze poświęcam więcej czasu, bo wiem, że młodzi potrzebują towarzyszenia. Zawsze staram się w prostej, zwyczajnej rozmowie powiedzieć o Mszy św., spowiedzi, o modlitwie. Czasem między wierszami w luźnej rozmowie, niby to o Kamilu Stochu. Starsi tego aż tak nie potrzebują. Oni potrzebują wysłuchania, zapewnienia o modlitwie, a młodzi prowadzenia i towarzyszenia. W wioskach i w małych miastach tych rodzin jest więcej, w miastach coraz mniej – zauważa kapłan. Poza tym widzi, że na wsi ludzie bardziej czują swoją przynależność do parafii, nie są anonimowi. W dużych miastach ludzie dom traktują niejednokrotnie jak hotel, do którego przychodzą późno, po pracy, nie mają też takiej więzi z parafią. – Na pewno kolęda to pokazuje, ale także pomaga budować te więzi i zbliża do parafii – podkreśla. W Tarnowie w sezonie „kolędowym” ks. Wojciech odwiedzał ok. 400–500 mieszkań w ciągu miesiąca. – Ministranci, zapowiadając wizytę kapłana, pukają do każdych drzwi i pytają, czy domownicy chcą przyjąć księdza po kolędzie. Pukają także do tych, którzy od lat tego nie robią, ale co roku mają prawo wyboru, bo być może zmienili zdanie w tym czasie – zauważa ks. Wojciech. Pewnie, że byłoby łatwiej iść tylko do tych, którzy z radością oczekują kapłana, ale w wizycie duszpasterskiej nie o to chodzi. Ważniejsze nawet jest to, by dotrzeć do ludzi, którzy na co dzień żyją z dala od Kościoła.

Profity dla księdza

– Kapłan bardzo wiele zyskuje podczas wizyt duszpasterskich, i nie chodzi o to, że może wiele rzeczy wtedy dla parafii „załatwić”, czy o ofiarę, którą dostaje. Przede wszystkim sam może budować się świadectwem wiary ludzi, jej przeżywania. W kościele tego nie dostrzeże, a kolęda takie rzeczy pokazuje i bardzo łatwo to dostrzec. Z jednej strony widać słabość wiary, ale też piękne i budujące postawy – ocenia ks. Wojciech Karpiel. Sprawa ofiar składanych księdzu podczas wizyt duszpasterskich nie jest istotą kolędy. Wywołuje sporo emocji, ale jedynie w internecie. Zwyczajnie – kto chce, ten daje. Nie po pieniądze ksiądz do domów przychodzi. To ofiara dobrowolna. Część z nich kapłani przeznaczają na utrzymanie seminarium, kurii czy domu księży emerytów, przekazują na dzieła parafialne; środki są też wsparciem w organizacji duszpasterstwa, za które odpowiadają.

Czy kolęda odbędzie się w tym roku?

Czy tradycyjne odwiedzanie wiernych w domach przez kapłanów będzie możliwe w tym roku, tego jeszcze nie wiadomo. Dynamiczny wzrost zachorowań na COVID-19 nie jest bez wpływu na tę rzeczywistość. Warto jednak, by każdy z nas zadał sobie pytanie, jak zareagowałby na odwołanie tegorocznej kolędy. Co by poczuł? Smutek czy ulgę? A może byłoby mu to zupełnie obojętne? Ta reakcja pokaże nasze wewnętrzne nastawienie i to, ile z sensu kolędy rozumiemy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama