Nowy numer 3/2021 Archiwum

Więcej Terachów

Prawie 98 proc. uczniów w diecezji tarnowskiej uczestniczy w szkolnej katechezie. Te liczby jednak nie ukazują realnych problemów.Grzegorz Brożek

Warty uwagi jest nowy sondaż IBRIS, według któ- rego w Polsce co 10. Polak przed trzydziestką ma do Kościoła stosunek pozytywny. – Faktycznie ponad 97 proc. uczniów uczestniczy w szkolnej katechezie, jednak trzeba zauważyć, że istnieje rozbieżność między licznym udziałem w katechezie a uczestnictwem w praktykach religijnych – mówi ks. dr Tomasz Lelito, przewodniczący Komisji ds. Katechezy V Synodu Diecezji Tarnowskiej. Michał Szułdrzyński w „Rzeczpospolitej” pisze, powołując się na badania IBRIS, że negatywny stosunek do Kościoła ma niemal 40 proc. 30-latków i ponad 45 proc. Polaków przed trzydziestką. – To smutny paradoks, że pierwsze pokolenie, które religii uczyło się już wyłącznie w szkole, ma do Kościoła tak chłodny stosunek. A może te zjawiska są związane? – pyta publicysta. Zapewne trzeba pytać o jakość, cele i metody szkolnej katechezy. Czasem jednak bywa tak, że „i w sto koni nie dogoni”. Być może manifestowana przez młodych, także na ulicach miast naszej diecezji, niechęć do Kościoła rodzi się z czego innego i gdzie indziej?

Gra pozorów

Kolejny miesiąc synodalnej refleksji jest poświęcony katechezie rodzinnej. – Kiedy stawiamy pytania o przyczyny uciekania młodych z Kościoła, najważniejsze ścieżki prowadzą chyba do środowisk rodzinnych – uważa ks. Lelito. Potwierdzają to obserwacje. – Sytuacja młodych biorących udział w przygotowaniu do sakramentu bierzmowania, nastolatków, podobna jest do sytuacji Abrahama. On pierwszy odcinek drogi do Ziemi Obiecanej przeszedł ze swoim ojcem Terachem. Drugą część drogi jednak szedł sam – mówił w rozmowie z „Gościem” ks. Andrzej Kędryna, proboszcz z Barcic. Może ważne w życiu wiary młodego człowieka jest to, jakiego ma Teracha? Jaką drogę wiary pokaże mu dorosły? Wielu młodych, jak sami o tym mówią, nie przywiązuje do wiary większej wagi, bo ich rodzice tego nie robią. W nastoletnim wieku podejmują grę pozorów, którą prowadzą nie tak rzadko ich rodzice. Nastolatków rani rozdźwięk między (anty)świadectwem życia dorosłych a chęcią zachowania twarzy. – Każą chodzić do kościoła, na przygotowanie do bierzmowania, a sami w niedzielę do kościoła nie idą, w domu się nie modlą. Mają wymagania, chcą rozliczać, ale w domu są kłótnie, brakuje miłości, nie mają czasu – z żalem opowiadała kiedyś Kasia, 16-latka z jednej z podsądeckich parafii.

Pierwszy jest dom

Trudno nie odnieść także wrażenia, że wielu rodziców przerzuciło już dawno na katechetów szkolnych i Kościół religijne wychowanie swoich dzieci. O ile oczywiście mają ochotę jeszcze o tym myśleć. – Tymczasem bez katechezy rodzinnej, a ściślej rzecz ujmując, katechezy w rodzinie, skuteczność innych form katechetycznych (nauczanie religii w szkole, parafialne duszpasterstwo katechetyczne) będzie znacząco obniżona i może rozminąć się ze swoim najgłębszym celem, czyli pragnieniem doprowadzenia wychowanka do zjednoczenia z Chrystusem – uważa ks. Tomasz Lelito.
 

Obowiązek i szansa

Anna i Jerzy Talarowie, rodzice z Nowego Sącza – Jesteśmy małżeństwem od przeszło 26 lat, mamy dwóch już dorosłych synów studentów. Przed wstąpieniem w związek małżeński działaliśmy (każdy osobno) w Ruchu Światło–Życie, dlatego też od samego początku małżeństwa postanowiliśmy, że będziemy formować się w gałęzi rodzinnej tego Ruchu, czyli w Domowym Kościele. To spowodowało, że w naszym domu rodzinnym modlitwa, czytanie Biblii czy rozmowy na tematy religijne były i są czymś naturalnym. Kupowanie książek religijnych, prowadzenie dzieci na katechezę przedszkolną i wczesnoszkolną traktowaliśmy jako nasz chrześcijański obowiązek i szansę. Modlitwę rodzinną staraliśmy się zawsze dostosowywać do wieku dzieci, aby uniknąć kojarzenia jej z czymś przykrym. Przyszedł też taki czas, że same dzieci miały przywilej prowadzenia modlitwy rodzinnej według własnej inwencji. Mile wspominamy ten święty czas, gdyż dzieci często zaskakiwały nas pomysłami i głębią swoich przemyśleń. Duży wpływ na religijność naszą i naszych dzieci miało też wspólne przeżywanie wszelkich świąt religijnych, niedziel, imienin, rocznic, a przede wszystkim 15-dniowych wakacyjnych rekolekcji przeżyciowych. Myślimy, że owocem tych praktyk było zaangażowanie się naszego starszego syna w jezuicką wspólnotę MAGIS, a młodszego w służbę liturgiczną jako lektor. Wiemy też, że nadal się modlą indywidualnie oraz uczęszczają na niedzielną Mszę św. już bez naszej pieczy. Kiedy nasi synowie wracają do domu z uczelni krakowskich, a przychodzi wieczorny czas modlitwy, bez żadnego problemu klękają z nami, aby spotkać się w gronie rodzinnym z Bogiem.

Jedno pokolenie

Roman Bojdo, katecheta z Wojnicza – Obserwuję, że wielu uczniów, którzy przychodzą na katechezę w szkole średniej, nie ma doświadczenia spotkania Boga. Wiara jest dla nich w dużej mierze czymś na pograniczu historii z życia dziadków i co najwyżej rodziców, ale nie ich samych. Coraz częściej na katechezę przychodzą ludzie praktycznie niewierzący, bez oparcia religijnego w domu rodzinnym. Zauważam, że obok postaw głęboko przeżywanej religijności istnieje dość powszechne zjawisko, może nawet coraz wyraźniejsze, obojętności na religijne wychowanie swego potomstwa. I nie chcę być źle zrozumianym, że przerzucam winę na rodziców za ten stan rzeczy, ale ze smutkiem zauważam, że wystarczyło jedno pokolenie tzw. wolnej Polski, by to, co kiedyś nas kształtowało – dom rodzinny – teraz utracić. I nie jest to tylko wina dobrobytu, zachłyśnięcia się dobrami materialnymi. Uważam, że głównym czynnikiem takiego stanu rzeczy jest niepogłębiona wiara, brak refleksji religijnej i zadowalanie się w życiu religijnym powierzchownością i zwyczajami. Coraz częściej zastanawiam się, czy nie lepszym sposobem dotarcia do niektórych grup młodzieży nie byłaby reewangelizacja dorosłych i zaczynanie jeszcze raz od podstaw. Uważam, że gdy chcemy powrotu młodych do Kościoła, musimy mieć dla nich poważną propozycję. Dla nich i dla ich rodziców. Nie możemy ich traktować „z góry”, że wiemy lepiej, bo za nami stoi sam Bóg i autorytet Kościoła. Moim uczniom często powtarzam, że jak ich dzieci nie zobaczą ich, jak zwyczajnie klękają rano czy wieczorem do modlitwy ze swoją żoną czy mężem, jak nie zobaczą, że Boże prawa są przez nich respektowane, to niech nie spodziewają się, że będą religijne i będą miały żywą relację z Bogiem Ojcem.

Monika i Augustyn

Jan Kiełbasa, ojciec trójki synów – Zawsze w moich z moją żoną Anią relacjach z dziećmi, naszymi 3 synami, stawialiśmy sprawę jasno: jesteśmy twoimi rodzicami, chcemy przekazać ci najlepszą część życia, którą my poznaliśmy, i w tym chcemy ci pokazać także nasz kontakt, naszą relację z Panem Bogiem. Tego, że my cię zapraszamy na Mszę św., nie traktuj jako obowiązek, konieczność, choć może takim ci się wydawać, ale to jest coś najlepszego, co chcemy ci pokazać. Moim zadaniem i mam nadzieję, że to robiliśmy i robimy, było dać im podstawę. Żeby moi synowie zobaczyli nie to, że co chwilę chodzę do kościoła, tylko że kiedy dziecko płacze, to jest tato, który przytula, jest tato na każde zawołanie, tato, który jest obecny. W tym starałem się im pokazywać, dać odczuć, że jestem takim tatą, bo mam wiarę w Boga, który jest Tatą doskonałym. Więc skoro ja się staram, a wy to widzicie, to o ile bardziej On sam, Bóg, o nas się stara! Wydaje mi się, że to jest podstawa. Świadectwem życia, nie intensywnym praktykowaniem czy uczeniem religii, dajesz dzieciom podstawę. Czasem znajomi skarżą się, że im dziecko powiedziało, że nie będzie chodziło do kościoła. Zawsze mówię: „Spokojnie. Daj mu prawo do tego, do buntu, do kontestacji”. Wierzę w to, że jeśli przynieśliśmy kiedyś dzieci do chrztu, to nie zostajemy sami z ich wychowaniem. Przypominam sobie często postacie św. Moniki i św. Augustyna. Gość prowadził potworne życie, które nie podobało się jego matce. Kiedy jednak przychodził do matki, to zawsze dostawił dwie rzeczy: słowo „Kocham cię, choć nie akceptuję tego, co robisz”, i talerz gorącej strawy. Coś nieprawdopodobnego. A może to powinna być historia naszych czasów, szczególnie w tej chwili, kiedy mamy nasilony bunt nastolatków?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama