Nowy numer 3/2021 Archiwum

Pan z wami! - więcej niż pozdrowienie

"Jezus we Mszy Świętej rodzi się na ołtarzu i czeka na Ciebie, aby być Twoją mocą" - przypomina ks. Roman Stafin.

Kapłan rozpoczął dzisiaj Mszę Świętą pozdrowieniem: „Miłość Boga Ojca, łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi”. Liturgia Mszy Świętej zawiera jeszcze inne formy pozdrowień, jak: „Łaska i pokój od Boga, naszego Ojca, i od Pana Jezusa Chrystusa…”; czy też: „Łaska i pokój od Tego, który jest i który był, i który przychodzi…”; albo jeszcze: „Łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa…”; jest też bardzo krótkie pozdrowienie: „Pan z wami”. Wszystkie te pozdrowienia nie zostały wymyślone przez Kościół; one pochodzą z tekstów biblijnych, przede wszystkim z listów św. Pawła.

W tych wszystkich pozdrowieniach, określeniach, jest obecne Boże narodzenie. Tak właśnie jest, ale czy my to czujemy, teraz, w tej świątyni?

Każda Msza Święta jest Bożym narodzeniem, gdyż na ołtarzu rodzi się Jezus Chrystus, aby przyjść do naszych serc i zamieszkać w nich. W kolędzie „Wśród nocnej ciszy” śpiewamy: „I my czekamy na Ciebie, Pana/ A skoro przyjdziesz na głos kapłana/ Padniemy na twarz przed Tobą/ Wierząc, żeś jest pod osłoną chleba i wina”.

Kapłan, rozpoczynając Mszę Świętą, staje w rzędzie patriarchów, proroków i aniołów, i obwieszcza obecność Boga pośród swojego ludu. Jezus Chrystus, nowo narodzony Boży Syn, jest z nami, bo „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20). Gromadząc się wokół Chrystusa, nie stanowimy zwykłego zgromadzenia, lecz w ten sposób tworzymy Kościół, który obchodzi pamiątkę Pana.

Słowami pozdrowienia: „Miłość Boga Ojca…”; „Łaska i pokój od Boga…”; „Łaska naszego Pana…”; „Pan z wami”, kapłan uświadamia nam obecność Boga. On jest tutaj, w tym zgromadzeniu, w naszej wspólnocie wiernych, powołanych przez Niego; On, Stworzyciel, Zbawca, Uzdrowiciel; On zapraszający, przebaczający, obdarowujący, dodający otuchy i mocy.

Siostra Faustyna Kowalska swoje mistyczne przeżycie Mszy Świętej w czasie pasterki opisuje tak: „Kiedy wyszła Msza święta, zaraz mnie zaczęło ogarniać wewnętrzne skupienie, radość zalała mi duszę. W czasie ofiarowania ujrzałam Jezusa na ołtarzu, piękności nieporównanej. Dziecię to przez cały czas patrzyło na wszystkich, wyciągając swoje rączęta. Kiedy nastąpiło podniesienie, Dziecię nie patrzyło się na kaplicę, ale w niebo, po podniesieniu znowu się patrzyło na nas (…). Na drugi dzień widziałam tak samo i na trzeci dzień tak samo. Radość, jaką miałam w duszy, trudno wypowiedzieć” (św. siostra Faustyna Kowalska, „Dzienniczek”, Kraków 1983, s. 20).

Siostro, bracie, dziś przyszedłeś do Kościoła. Dlaczego? Bo wierzysz głęboko, że Jezus, Boży Syn, przyszedł na świat 2000 lat temu – czy tak? Bo wierzysz głęboko, że w każdej Mszy Świętej Jezus rodzi się na ołtarzu – czy tak?

Pomyśl, dlaczego tu jesteś – czy tylko dlatego, bo twoja rodzina też tu jest i tak sobie życzy?; albo li tylko dla zachowania tradycji? Gdyby tak było, to obawiam się, że świętowanie nawet Bożego Narodzenia – z takich motywów – nie przechodzi przez twoje serce; no i owoców z takiej, twojej – formalnej – obecności tutaj, też nie będzie. Wrócisz do domu i w twoim życiu nic się nie zmieni.

Jezus we Mszy Świętej rodzi się na ołtarzu i czeka na ciebie, aby być Twoją mocą. Może nie radzisz sobie w życiu – no to dlaczego nie przychodzisz do Niego? W każdą niedzielę, a może i w tygodniu? Dlaczego nie przychodzisz do Jezusa i nie opowiesz Mu o swoim życiu? Dlaczego nie przyjmujesz Go do swojego serca? Dlaczego?

Eucharystia to obecność samego Boga, który się tobie udziela. On w swej Ofierze chce napełnić sobą twoje serce; chce to wnętrze ogarnąć cząstką swojego życia, chce w nim rozświetlić obszary mroku; chce cię obdarzyć miłością niepojętą, jaką jest On sam, Bóg objawiający się w tym sakramencie w tak niezwykły sposób. Otwórz Mu swoje serce!

Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński wkłada w usta Jezusa takie słowa (przed Komunią Świętą):

„Moja krew krąży w tobie, a mam krew zdrową i czystą, bo wziąłem ją z Niepokalanej Córy tej ziemi – Maryi. Nie bój się mojej krwi! Otwórz twoje usta i włącz się do tego przedziwnego, ożywczego krążenia, które tak przenika całe twoje życie, fizyczne i duchowe, całe twoje istnienie, iż czyni radość duszy, a ciału twemu gwarantuje zmartwychwstanie na żywot wieczny, aż tak bardzo jesteś mi potrzebny, aż tak bardzo chcę cię przeniknąć, wejść w ciebie, aby istotnie tak było, jak się modliłem o to do Ojca w Wieczerniku: Spraw, Ojcze, aby jedno byli, jako Ja i Ty, Ojcze, jedno jesteśmy. Ja w nich, Ty we mnie, a oni w nas (por. J 17,21-23)” (S. Wyszyński, Błogosławione oczy, które widzą. Rozważania rekolekcyjne, Warszawa 2015, s. 48).


Powyższy fragment rozważań pochodzi z książki tarnowskiego kapłana ks. Romana Stafina „Skarb Kościoła”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Diecezji Tarnowskiej „Biblos” w 2020 roku. Można ją kupić TUTAJ.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama