Nowy numer 15/2021 Archiwum

Proszą o kawałek chleba

W drugą niedzielę Wielkiego Postu modlitwą, umartwieniami i jałmużną wspieramy tych, którzy pracują w odległych krajach.

Głoszą Ewangelię także poprzez dzieła miłosierdzia, które mają już blisko 50-letnią tradycję. W najmłodszej placówce misyjnej – na Kubie – pracuje ks. Dariusz Pawłowski. Opowiada o biedzie i miłosierdziu, głodzie i Caritas, której placówkę założył w parafii tarnowski kapłan pracujący tam 2,5 roku.

– Kiedy przyjechałem na Kubę, od razu widziałem potrzebę utworzenia w parafii kuchni Caritas. W którą stronę by człowiek nie popatrzył, wszędzie można było dostrzec niedożywionych starców czy dzieci, proszące nie o cukierka, ale o kawałek chleba. Dwa lata temu zaczęliśmy robić paczki żywnościowe dla ubogich. Wspieraliśmy głównie osoby starsze, które nie mogły samodzielnie robić zakupów. Wybuch epidemii i związany z tym kryzys przyspieszyły nasze plany, więc otworzyliśmy parafialną kuchnię Caritas. Nie mamy jadłodajni, gdyż wiąże się to z uzyskaniem specjalnych pozwoleń – opowiada ks. Dariusz. W kuchni Caritas raz w tygodniu przygotowywane są gorące posiłki, które następnie rozwożone są do blisko 40 potrzebujących. Wśród nich jest ponadtrzydziestoletnia Elisy, która ma dwie córki w wieku 12 i 2 lat. – Poznałem ją, gdy przyszła do kościoła prosić o chrzest dla młodszego dziecka. Opowiedziała mi, że na co dzień jedzą chleb z wodą. Czasem, jak ma więcej pieniędzy lub ktoś z sąsiadów im pomoże, to ryż z odrobiną mięsa. Mieszka w opuszczonym mieszkaniu w bloku, w którym nie ma dosłownie nic. Nawet drzwi wejściowych. Śpią na kartonach. Nie mają nawet garnka ani stołu. Czasem sąsiedzi pozwalają im coś ugotować u siebie. Dlatego postanowiliśmy wspomóc Elisy. Raz w tygodniu otrzymuje wraz z córkami ciepły posiłek z mięsem i dodatkami. Jedzą oszczędnie, żeby starczyło na drugi dzień – opowiada misjonarz. Juana ma 90 lat. Jest katoliczką. Lata temu przychodziła co niedzielę na Mszę św., nie bacząc na konsekwencje. Za wyznawanie wiary straciła pracę. – Od ponad 10 lat nie może wyjść z domu z powodu złego stanu zdrowia. Jest bardzo wychudzona. Czasem nie ma nawet siły, żeby wstać z łóżka i nam otworzyć. Mieszka z synem, który jest głuchy i nie ma pracy. Żyją z niewielkiej emerytury, którą w całości wydają na jedzenie, a i tak cierpią głód. Posiłek, który regularnie dostaje, może ją trochę wzmocnić, choć i tak część jedzenia oddaje synowi – podkreśla ks. Pawłowski. Przyznaje, że 40 osób otrzymujących cotygodniowy posiłek z mięsem to tylko kropla w morzu potrzeb, jakie dostrzega się na każdym kroku. – Zakup jednej świni na mięso to koszt 400–500 dolarów. Problemem jest też kupno dużej ilości ryżu. Czasem trzeba wyjeżdżać do innych prowincji, gdzie ryż się uprawia, i szukać rolnika, który sprzedałby choć worek. Dobrze, że misjonarze w innych częściach Kuby przychodzą nam z pomocą. Dziękujemy wszystkim darczyńcom, którzy wspierają nas drobnymi i większymi kwotami. Dzięki wam czas epidemii i kryzysu nie jest aż tak straszny, nadzieja wraca do ludzkich serc – mówi misjonarz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama