Nowy numer 15/2021 Archiwum

Bp Ważny: Jeśli ktoś mówi o aborcji jak o bezpiecznym zabiegu, to serce mi pęka i chcę krzyczeć, bo wiem, co za tym stoi

Od czterech lat prowadzi rekolekcje dla kobiet po aborcji "Winnica Racheli".

Odbywają się w Piwnicznej nawet sześć razy do roku, w zależności od liczby zgłoszeń. Uczestniczą w nich zwykle kobiety, które w przeszłości dokonały aborcji.

Są w różnym wieku, z różnych stron Polski. Historia każdej z nich jest inna, zawsze złożona, trudna, obarczona wieloma zależnościami. Strukturę grzechu aborcji opisywał Jan Paweł II w Evangelium vitae. W 99 procentach znajduje ona potwierdzenie w historiach kobiet, które biorą udział w rekolekcjach.

Rekolekcje prowadzi bp Artur Ważny i s. Małgorzata Słomka - szarytka, pomaga im Ania z Tarnowa. Przez cztery ostatnie lata wysłuchali już historii ponad 120 kobiet. Różnych. Sprzed trzydziestu i więcej lat, albo całkiem niedawnych. Ból, czasem uśpiony, zagrzebany, trawi je przez lata, niszczy je, niszczy relacje z bliskimi, nie pozwala w pełni żyć. I wcale nie pomaga mówienie innych, że nic się nie stało, że syndrom poaborcyjny nie istnieje, że to było najlepsze wyjście z sytuacji, że miałaś prawo, górę bierze poczucie winy, żal, cierpienie, tęsknota za dzieckiem. Z tym piekłem zostają już same, bo pozorne wsparcie to już za mało.

Jedna z kobiet dokonała aborcji, bo jej dziecko miało urodzić się chore. Nie chciała, by cierpiało. - I nie pomogła mu? - zapytałoby wielu kierujących się ludzkim miłosierdziem. Jak określa je bp Artur Ważny - na wskroś fałszywym i nieludzkim.

- Nie pomogła - odpowiada. - Nie ma gorszego wyboru niż aborcja. Potem się okazuje, że chcąc uniknąć cierpienia swojego czy dziecka, wchodzi się w jeszcze większe cierpienie, jeszcze większą ciemność, większą traumę, poczucie samotności i opuszczenia. Niemal w każdym z przypadków kobiety decyzję o aborcji podejmują w emocjach, przy pozornym wsparciu środowiska, które charakteryzuje piłatowe podejście - dodaje biskup, tłumacząc, że lekarz odsyła do innego, który "problem rozwiąże", a mąż zapewnia, że uszanuje każdą decyzję żony, umywając ręce od decyzji i unikając odpowiedzialności. - To jest prawdziwe kłamstwo. Kobieta czuje się najpierw bezpiecznie, a dopiero potem zaczyna się piekło - zauważa bp Artur.

- Kobieta podejmuje decyzje sprzeczne ze swoją naturą, ponieważ często nie znajduje wśród najbliższych kogoś, kto powiedziałby, że tego zrobić nie możemy. Nie róbmy rzeczy nieodwołalnych, zostawmy je Panu Bogu - mówi biskup.

Traumą dla kobiet jest także sztucznie wywoływany poród. Czują się oszukane. Mówią, że gdyby wiedziały, jak przebiega, nigdy by się na aborcję nie zgodziły. Trudno nawet sobie wyobrazić cierpienie kobiet seksualnie wykorzystywanych, od dzieciństwa, przez ojca, brata czy wujka, i zmuszanych do aborcji.

- Kiedy się słyszy ich historie, to się serce kroi. Obarczają się przy tym totalną odpowiedzialnością za to, co się stało, a to zupełnie nie ich wina. To nieraz dramaty, skrywane w sobie przez kobiety przez lata ze strachu przed odrzuceniem przez matkę, bliskich, przed tym, że będzie napiętnowana. Kiedy więc słyszę takie pochopne mówienie o aborcji jak o zabiegu, bezpiecznym i nowoczesnym rozwiązywaniu problemów, to serce mi pęka i chcę krzyczeć, bo wiem, co za tym stoi - mówi bp Artur Ważny.

Podkreśla, że kluczowa w tym względzie jest uczciwa edukacja. - To paradoks, kiedy zwolennicy aborcji często mówią, że Kościół jest zacofany i nie idzie z duchem czasu. I dobrze, bo chce iść z Duchem Świętym i prawdą, a ona pokazuje zupełnie coś odmiennego niż komunikuje strona wydawałoby się oświecona i naukowa, gdzie obserwujemy dzisiaj totalną ignorancję oraz rozmijanie się z faktami i doświadczeniem ludzi - mówi biskup.

Zaobserwować to można już w sferze języka, który kluczy w nazywaniu aborcji terminacją, indukcją porodu, po zabieg i to, "że pani pomożemy". - Tyle, że nic to w rzeczywistości nie zmienia, bo zło i jego niszcząca moc nie znikają, problem pozostaje przez lata, dziesiątki lat...Jak nowotwór, który nic sobie nie robi z tego, że człowiek go nie uzna. Nie zmieni tego propaganda, artykuły na zamówienie i pseudoterapie. W samotności serca kobieta czuje i rozumie, że trzeba inaczej - zauważa bp Artur Ważny.

Rekolekcje Winnica Racheli w głównej mierze oparte są na Słowie Bożym. Nie ma tam żadnych wymyślonych opowiastek, tylko historie z Ewangelii. To ono leczy rany oraz - jak podkreślają kobiety - autentyczna miłość, z jaką się tu spotykają.

Siostra Małgorzata Słomka pierwsze rekolekcje Winnicy Racheli prowadziła już, kiedy przebywała na misjach w Rosji, w Magadanie. Tam spotkała się z sytuacją kobiet wykorzystywanych seksualnie i zmuszanych do aborcji. Nie miały znikąd pomocy, nie było psychologów, terapeutów. To dlatego wspólnie z pracującym tam kapłanem przeszczepili na tamtejszy grunt ze Stanów rekolekcje Winnicy Racheli.

To doświadczenie rosyjskie nauczyło ją patrzeć na kobiety po aborcji z ogromną miłością. - Ja nie kocham ich za to, że one się nawracają, że chcą wrócić do Boga, przeprosić za aborcję. Kocham je w tym grzechu, w momencie ich decyzji aborcyjnej, wtedy kiedy siedzą w tym bagnie. Zrozumiałam to w Magadanie, że Bóg tak nas kocha, nie dlatego że jesteśmy nawróceni albo że chcemy wrócić do Niego, ale najbardziej w chwili grzechu, bo to w tym momencie dokonuje się śmierć Jezusa na krzyżu. On wtedy mówi do nas: "Kocham Cię". Kiedy w czasie rekolekcji w Magadanie słuchałam historii tych kobiet, kiedy opowiadały o gwałtach, o tym jak czuły się na krzesłach ginekologicznych, Bóg wlał mi w serce miłość do nich. Wtedy poczułam nie swoją miłość, ale Jego, a przy tym pewność, że On wtedy był z nimi w tych dramatach - mówi s. Małgorzata.

Odbiera to jako łaskę, jak powołanie w powołaniu i mimo tego, że w Polsce doświadczenia kobiet bywają inne, uważa, że problem jest ten sam. Wcale nie jest tak, że kobiety uznając swój grzech, skazują się na osąd czy potępienie, ale otwierają na ogrom łask i niezmierzone Boże miłosierdzie, które działa poprzez przebaczenie. W Winnicy Racheli je odkrywają i odnajdują.

Więcej na temat rekolekcji Winnica Racheli napiszemy w papierowym wydaniu tarnowskiej edycji Gościa Niedzielnego. Są skierowane do kobiet i mężczyzn, którzy uczestniczyli w procesie decyzji aborcyjnej i odczuwają z tego powodu konsekwencje emocjonalne lub duchowe. Informacje na ich temat można uzyskać i zapisów dokonać, dzwoniąc do s. Małgorzaty - tel. 798 707 456.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama