Nowy numer 19/2021 Archiwum

Ich krew tętni w naszych żyłach

Zbigniew Mirosławski z Tarnowa doszukał się w swojej bliższej i dalszej rodzinie kilkunastu ofiar Katynia.

Jest strażnikiem ich pamięci jako potomek, poeta i historyk. Od lat należy do tarnowskiego Stowarzyszenia Rodzin Ofiar Katynia. Szczególnej rodziny, do której przynależność jest wynikiem szczególnego rodzaju "pokrewieństwa" krwi przodków przelanej przez Sowietów, zagrzebanej w dołach śmierci. Zapisał się do niego razem z tatą, potem także jego mama, która od 2013 roku pełni w stowarzyszeniu funkcję sekretarza.

- Wspólne, comiesięczne spotkania to rodzaj pielęgnowania pamięci, udzielania sobie wzajemnie wsparcia. Warto zaznaczyć, że w naszym gronie są dzieci ofiar! Nie dane im było zaznać ciepła ojcowskich rąk - zauważa pan Zbigniew.

Ich krew tętni w naszych żyłach   Rodzinną listę ofiar katyńskich otwiera wujek pana Zbigniewa - Stanisław Bieda. (Zdjęcie archiwalne z obchodów w Alei Dębów Katyńskich w Tarnowie w 2017 roku). Beata Malec-Suwara /Foto Gość

Sam z wnikliwością historyka i wrażliwością poety (jest autorem 14 książek) doszukał się w swojej bliższej i dalszej rodzinie kilkunastu ofiar Katynia. Listę tę niejako otwiera wujek Stanisław Bieda. Pochodził z Gręboszowa. Zginął od strzału w tył głowy jako jeniec obozu w Ostaszkowie. W Charkowie z kolei został rozstrzelany drugi jego wujek - kpt. Piotr Władysław Nowosielski. Inni zamordowani na Wschodzie członkowie jego dalszej rodziny to Wacław Rachlewicz, por. Jan Szczeklik (jeniec Kozielska) i ppor. Stanisław Szczeklik (jeniec Starobielska). - To kuzyni babci Honorci - wyjaśnia Mirosławski.

Ich krew tętni w naszych żyłach   Zdjęcie ślubne, na którym jest Stanisław Bieda z żoną Karoliną Reginą ze Skarżyńskich. On został rozstrzelany jako jeniec obozu w Ostaszkowie, ona wraz z córką po powrocie z zesłania do Semipałatyńskiej obłasti w Kazachstanie zamieszkała w Wolsztynie. arch. rodzinne Zbigniewa Mirosławskiego

W tym gronie jest też Leopold Fiedler. - Był bratem żony wujka Antoniego Rachlewicza z Krakowa, Marii Fiedler-Rachlewicz. Został zamordowany przez NKWD w Swierdłowsku. Kolejny to Tusek Jaworski, a także płk Jerzy Stępniewski. Odległe paralele tej gałęzi rodziny prowadzą także do jedynego zamordowanego na Wschodzie premiera RP Leopolda Skulskiego, przetrzymywanego w Pińsku, a zastrzelonego prawdopodobnie w Kuropatach - wylicza pan Zbigniew.

Z której strony by nie spojrzeć na drzewo genealogiczne jego rodziny, to znajdzie się ktoś, kto na listach ofiar zbrodni katyńskiej widnieje. I "choć cierpnie skóra" - mówiąc słowami jednego z jego wierszy - "uczy się wnikać w przeszłość głęboko. (...) Ci, których już nie ma są cząstką pokoleń./ Ich krew tętni w naszych żyłach". W żyłach i pamięci Zbigniewa Mirosławskiego na pewno.


Więcej na ten temat piszemy w tarnowskiej edycji bieżącego, papierowego wydania Gościa Niedzielnego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama