Nowy numer 37/2021 Archiwum

Ocieka. Cud z nieba

Z tą ciążą wszystko szło nie tak, jak marzyli. Zawierzyli dziecko Matce Bożej Jagodnej. Aurelia - silna, śliczna i zdrowa - jest już na świecie.

W kościele parafialnym w Ociece, na wschodnich krańcach diecezji, obchodzony był 4 lipca odpust ku czci Nawiedzenia NMP, który starym zwyczajem przeżywany jest tu na początku lipca. - U nas kult Matki Bożej związanej jest z XVI. wiecznym obrazem Maryi, zwanej tu Jagodną. Jest szczególnie patronką matek proszących i oczekujących na dar potomstwa, kobiet po utracie dziecka, rodzin modlących się za swe dzieci - mówi ks. Józef Pajor, proboszcz parafii. Kult Jagodnej Pani jest w fazie renowacji, ale nie ma miesiąca, by nie pojawiały się nowe wota, nowe świadectwa łask, może nawet cudów, jak uważają wierni.

Do parafii należy m.in. miejscowość Blizna. Tu mieszkają państwo Ludwikowscy. Mają już dwie córki. Niespełna rok temu poczęło się kolejne dziecko. Oto opowieść mamy, Elżbiety Ludwikowskiej:

- Ciąża od początku była trudna. Pierwsze chwile wiadomo: radość i szczęście, potem jednak pierwsze badania i okazuje się, że coś jest nie tak. Po testach prenatalnych wychodzi, że jest bardzo duże ryzyko trisomii. Zwróciłam się do księdza Józefa Pajora, proboszcza naszej parafii w Ociece o modlitwę przed MB Ociecką, Jagodną. Jako rodzina modliliśmy się o zdrowie całej rodziny, a szczególnie o zdrowie tego małego dziecka, które zaczęło się rozwijać. Ksiądz od razu napisał, żeby zaufać MB Ocieckiej, bo ona nigdy nie zawodzi. To są słowa które zamieszkały we mnie i przekażę je mojemu dziecku, kiedy będzie świadome, by je zrozumieć. Od tej chwili powierzyliśmy to dziecko MB Ocieckiej, jego życie, rozwój. Powiedziałam: "Matko Boża, to Ty zdecyduj".

Kolejne badania, kolejne nerwy. Mija sporo czasu i okazuje się, że choroby, które były podejrzewane zostają wykluczone. Dla mnie to już cud. Lekarze mówili, że szanse są nikłe, żeby dziecko było zdrowe. Statystyki przemawiały przeciw nam. Kolejne badanie znów podniosło ryzyko. Na początku 7 miesiąca ciąży przebyliśmy Covid. Wiadomo, izlolacja, długo u lekarza nie byliśmy, bo nie było można. Stres, zmartwienie, łzy, byliśmy w dołku. Niekorzystnie to wpływało na przebieg ciąży. Kolejny raz dzwonię do księdza, o modlitwę do MB Ocieckiej. Łapałam się sama na tym, że kiedy się w nocy przebudziłam pierwsze co, to cisnęły się na usta słowa "Pod twoją obronę" i prośba o zdrowie dla dziecka.

Po izolacji przyszliśmy do lekarza. Okazało się, że córka nie urosła od ostatniej wizyty. Lekarz się trochę tego wystraszył. Wizyty były już co 2 tygodnie. Na kolejnej okazało się, że jednak zaczęła przybierać, ale główka była mała. Lekarz trochę uprzedzał, że może taka uroda, ale może to zwiastować jakiś niedorozwój. Aurelia przyszła na świat w 40 tygodniu. Zdrowa, prawidłowo rozwinięta, silna, duża. Ważyła 3600 gramów, większa, niż oczekiwali lekarze. Po tym wszystkim, co przeszliśmy, to dla nas cud.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama