Nowy numer 37/2021 Archiwum

Dzieją się cuda

Józef Lewicki z Tuchowa jest caminowiczem i popularyzatorem dróg św. Jakuba.

Grzegorz Brożek: Ile razy był pan pieszo w Santiago de Compostela?

Józef Lewicki: Trzy razy.

Pierwszy raz poszedł pan z prośbą?

Życie mojego syna Macieja było zagrożone. Miał wtedy 13 lat i właściwie cudem z tego wyszedł. Po naszej drodze do św. Jakuba – poszedłem wtedy z najstarszym synem Domnikiem – wszystko się cofnęło.

Przeszliśmy 820 km drogą francuską, ale z Pampeluny, a nie od Saint Jean Pied-de-Port. Z Santiago poszliśmy jeszcze do Muxii. Potem, kiedy drugi syn wyzdrowiał i zdał maturę, przeszliśmy camino we trzech, żeby podziękować za zdrowie, z Oloron Sainte Marie we Francji drogą arlezjańską, która przechodzi w drogę aragońską, czyli przez Pireneje, Aragonię, Navarrę do Santiago. Widziałem, że poza kwestią religijną, sprawą intencji, ta droga sprawdza się jako rodzinny program wychowawczy, jako czas rozwijania relacji. Kiedy szedłem z synem pierwszy raz, zaczepiali go rówieśnicy, którzy pytali: „Jak tym możesz ze swoim starym iść?”. Tymczasem narodziła się między nami świetna więź i teraz się przyjaźnimy. To jest cud drogi św. Jakuba. Syn sam mówił, że zobaczył, co znaczy drugi człowiek, co znaczy ojciec w różnych sytuacjach, kiedy jeden za drugiego jest odpowiedzialny, kiedy trzeba sobie nawzajem pomóc. Kiedy idzie się w ekstremalnych warunkach, przez Mesetę, kiedy jest po  40 stopni Celsjusza, słońce praży, kiedy jednemu robi się słabo, drugi bierze za niego odpowiedzialność. To działało w obie strony. Jeden na drugim musi polegać. Tak się rodzi braterstwo. Po to się idzie drogą św. Jakuba. Poza kontaktem z Panem Bogiem, poza samotnością i czasem przemyślenia swojego życia, jest też bliźni, towarzysz drogi. Ten trzeci element także nam się w rodzinie dobrze sprawdził i chłopaki postanowiły, że w 2016 roku bierzemy najmłodszego Wojciecha, który właśnie zdał maturę, i idziemy we czterech. Poszliśmy wtedy Camino Primitivo, drogą pierwotną, którą Alfons IX Cnotliwy przeszedł w 813 roku, co zapoczątkowało pielgrzymowanie.

Co zmienia pielgrzymowanie do Santiago?

Synowie, jak widzę, bardzo pogłębili wzajemną więź. Nabyli też pewnego stylu życia. Bardzo sobie nawzajem pomagają. Jest to droga, która kształtuje nas duchowo. W istocie tylko fizycznie chodzi o to, żeby dojść do Santiago de Compostela. Idąc w Hiszpanii po górach albo Mesetą, czyli płaskowyżem, czuje się, że jest się też dosłownie bliżej nieba. Jest to też czas kontemplacji dzieła stworzenia i jego Stwórcy, a krajobrazy są przepiękne. Są trzy wymiary fizycznego pielgrzymowania: relacja z Bogiem, relacja z sobą samym i relacja z bliźnimi. I dzieją się cuda. Sam po camino zacząłem w życiu sprzątać po sobie, w sensie przede wszystkim przenośnym. Okazało się, że do życia wystarczy plecak, buty, ktoś życzliwy obok. Kiedy doświadczymy ekstremalnych sytuacji, to daje nam to do myślenia i przekonuje nas, że ciągłe gromadzenie rożnych dóbr nie ma większego sensu, bo można przeżyć życie, nie przeżywając niczego. Camino uczy wreszcie pokory.

Jak się przygotować?

Po pierwsze trzeba mieć intencję. Bo iść, żeby iść, nie ma sensu. Trzeba też mierzyć zamiary na siły. Wreszcie trzeba być przygotowanym.

Ile trzeba czasu zarezerwować na camino?

Jeżeli się przyleci samolotem do Burgos i przejedzie do Astorgii czy Sari, to wystarczy nawet tydzień. Ale warto przeżyć Mesetę, step, półpustynię. Wtedy potrzebny jest jeszcze minimum dodatkowy tydzień.

W diecezji mamy dwie drogi św. Jakuba: Via Regia i Beskidzką Drogę św. Jakuba. Czy ma wobec tego wszystkiego, o czym pan mówi, sens chodzenie krajowymi szlakami?

To zależy od nastawienia. Wrażenia będą inne niż z camino, ale sens jest ten sam. Polskie camino jest inne, bo wielu ludzi chodzi wspólnotowo, grupami, a na Camino de Santiago idzie się samemu bądź w parę osób. Przeszedłem wiele polskich dróg św. Jakuba, ale chodzę po nich sam, dlatego mam poczucie przebywania z Bogiem i czas na bycie sam ze sobą. Mniej sprawdza się czynnik społeczny. Ale nasze drogi św. Jakuba także są drogą do Santiago de Compostela. Wyjście na Via Regia czy Beskidzką Drogę św. Jakuba jest wyruszeniem w drogę. To nam przypomina, że życie jest wędrówką do celu, do „niebieskiego santiago”. Bycie w drodze zaś pozwala złapać właściwą perspektywę życiową i dalej żyć ze świadomością przemijalności, ze świadomością, że droga się kiedyś skończy. Wreszcie pomaga dostrzec łatwiej cel wędrówki. Łatwiej do niego dojść. 

grzegorz.brozek@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama