Nowy numer 37/2021 Archiwum

Z góry wszystko lepiej widać

Na pewno Kotlinę Sądecką, Nowy i Stary Sącz jak na dłoni, ale też... sens życia, bo czasem trzeba usiąść w ciszy i pomyśleć nad biegnącym czasem. Zapraszamy na Strzyganiec. Wrócicie bogatsi.

Strzyganiec to malowniczy przysiółek położony na stokach Beskidu Wyspowego, pomiędzy wsiami Chochorowice i Brzezna. Roztacza się stąd zapierający dech w piersiach widok na całą Kotlinę Sądecką, Rosochatkę i Górę Jodłową, wyżej Góry Grybowskie i dumne Jaworze, Gorce czy Tatry, poniżej Nowy i Stary Sącz widać jak na dłoni. Można się przy tym delektować sosnowym zapachem, szumem wiatru.

Strzelista wieża strzyganieckiego kościoła wskazuje na Tego, który piękno tego miejsca stworzył. Są tacy, którzy każdego dnia tu przychodzą nie dla widoków, choć i turystów tu nie brakuje, ale by pobyć z Frasobliwym, czczonym od 330 lat w tym miejscu. Po to, by popatrzeć w Jego zasmuconą twarz, zakrwawione ciało, zdarte do krwi kolana, przebite gwoździami stopy. Taki zamyślony, umęczony jest ludziom niezwykle bliski. Takiego Jezusa ludzie tu kochają, a On w ciszy strzyganieckiego kościoła hojnie udziela im łask. Cuda się dzieją na co dzień. Ksiądz świadkiem.

Święte miejsce

Chrystus Frasobliwy czczony jest od ponad trzech wieków na Strzygańcu. Jego kult, niezwykle silny w latach międzywojennych, ściągający rzesze pielgrzymów, potem – na skutek wojennej zawieruchy, ale i innych zdarzeń – choć zmalał, to nigdy nie zamarł. Miejscowi zawsze mieli poczucie, że to jest święte miejsce, przez Boga wybrane. W 1691 roku, dokładnie 330 lat temu, Bartłomiej i Maria Gałęziowscy z Brzeznej postawili tu pierwszą kaplicę Frasobliwemu. Potem, w pierwszej połowie XIX w., Regina i Marcin Fiutowie, przy zaangażowaniu całej parafii, wybudowali w tym miejscu niewielką kamienną kapliczkę, w której umieszczono cudowny wizerunek. W 1907 roku budowla została pokryta blachą przez Jakuba i Jana Fiutów. W 1958 roku do kapliczki dostawiono drewnianą przybudówkę pod pozorem budowy obory, która pełniła funkcję prowizorycznego kościółka do czasu wybudowania obecnej świątyni, którą w 1996 roku, dokładnie ćwierć wieku temu, konsekrował ówczesny biskup tarnowski Józef Życiński. Podczas tegorocznego wrześniowego odpustu na Podwyższenie Krzyża Świętego parafia wraz z obecnym biskupem tarnowskim Andrzejem Jeżem będzie świętować te jubileusze.

Osiem tomów próśb i wdzięczności

Kaplica z Panem Jezusem Frasobliwym stanowi dziś boczny ołtarz kościoła, ale ludzie przed Mszą św. przychodzą najpierw do Niego. Tam też licznie klękają po Komunii i żegnają się z Nim, wychodząc z kościoła. Każdego dnia od wczesnych godzin rannych do późnego wieczora drzwi do kaplicy z cudownym wizerunkiem Frasobliwego są otwarte dla tych, którzy w ciszy chcą z Nim pobyć, odwzajemnić miłość, jaką obdarzył każdego z nas, powierzyć Mu swoje biedy, troski, cierpienia, niepokoje, podziękować za łaski. W każdy piątek odprawiana jest tu specjalna nowenna do Pana Jezusa Frasobliwego ze Strzygańca. Osiem tomów skoroszytów, wypełnionych tylko w ostatnich latach tysiącami kartek zapisanych cierpieniem i wdzięcznością, świadczy o żywym kulcie tego miejsca. Nie tylko wśród miejscowych, ale także mieszkańców okolic i odległych zakątków kraju i zagranicy. Frasobliwy pochyla się nad płaczącym dziadkiem proszącym o cud dla malutkiej wnuczki z Warszawy chorej na glejaka. Ten sam Frasobliwy ma czciciela w Stanach Zjednoczonych, który wiele Mu zawdzięcza, dlatego emeryturę chciałby spędzić blisko Niego, szuka więc domu w okolicy strzyganieckiego kościoła.

Za Matką do Jezusa

Z licznych pielgrzymek, jakie tu przed wojną przybywały, zostało jedynie kilka. Jedną z nich – z Trzetrzewiny – zapoczątkował w 1998 roku śp. ks. Marian Stępień, będąc tam wówczas proboszczem. Był wielkim czcicielem Matki Bożej, wiernym pielgrzymem na Jasną Górę, ale też na Strzyganiec, kochał Chrystusa Frasobliwego. Bywał u Niego sam, a raz do roku – 13 lipca – prowadził tam ludzi za figurą Matki Bożej Fatimskiej. On wytyczył ten szlak – z Maryją, za Maryją i przez Maryję do Jezusa. Ks. Marian Stępień zmarł w maju 2020 roku, ale pielgrzymka nadal się odbywa. Kontynuują ją jego następcy. Tak było też i w tym roku. Tradycyjnie na granicy parafii odbyło się spotkanie dwóch pielgrzymek, gdyż ze Strzygańca na powitanie Matki Bożej wyruszyli gospodarze. Licznie, całymi rodzinami, z Różańcem na ustach. Na każdym rozwidleniu dróg powiększa się ta pielgrzymka i można odnieść wrażenie, że wszystkie drogi prowadzą na Strzyganiec. Nie tylko z Trzetrzewiny i z Brzeznej, ale także Niskowej, Świniarska, Nowego Sącza i Pan Bóg wie, skąd jeszcze. Wzruszający był moment powitania Matki Bożej Fatimskiej z Jej Synem, kiedy już kilkaset osób podążających za Maryją przybyło na strzyganieckie wzgórze. Tego dnia w sposób niezwykle wymowny to Maryja staje się orędowniczką proszących Jej Syna o łaski i błogosławieństwo. Za Nią tu ludzie przyszli do Jej Syna. I to Ona także klęczy ze złożonymi w prośbie rękami przy czczonej tu niewielkiej, zaledwie 30-centymetrowej, lipowej figurze Frasobliwego. Z drugiej strony jest św. Jan. Figury umieszczono na tle obrazu malowanego na desce, przedstawiającego Trójcę Świętą.

Ciągłe znaki

Podbudowany tym miejscem jest obecny rektor strzyganieckiego kościoła, wikariusz z Brzeznej ks. Łukasz Szczepanik. Na co dzień widzi, jak wielu ludzi do Frasobliwego przychodzi, jak wielu próśb On tu wysłuchuje, jak wiele z nich spełnia, nawet te po ludzku niemożliwe. – Pan Jezus chce być tu czczony, nieprzerwanie daje o tym znaki – przekonuje ks. Łukasz. – Tylko dzisiaj dał o tym znać dwa razy. Najpierw zadzwoniła do mnie pani, która wcześniej prosiła o Mszę św. na Strzygańcu w intencji syna o uwolnienie z nałogu alkoholizmu. Nie było dla niego nadziei, a teraz sam zgłosił się na leczenie. Modliliśmy się tutaj także za pochodzącego stąd pana, który wiele ofiarował dla tego miejsca, a teraz poważnie zachorował. Od trzech tygodni lekarze szukali dla niego dawcy szpiku. Dziś dzwonił, że taki się znalazł. To nieprawdopodobne, bo ludzie na taki przeszczep czekają latami – opowiada kapłan. Z takimi sytuacjami spotyka się na co dzień. Jest świadkiem uzdrowień, uwolnień z nałogów. Inny chłopak, za którego się tutaj modlono, sam z własnej woli zgłosił się do wspólnoty Cenacolo. Malutki chłopiec, który zaczął oddychać po tym, jak ojciec żarliwie prosił Frasobliwego o zdrowie dla niego, będzie na Strzygańcu chrzczony. Wciąż przyjeżdżają tu ludzie z prośbą o Mszę i modlitwę.

Jak Wojtek Pustelnik

Niektórzy przybywają tu z tęsknoty. Zdarzyło się, że raz trafili do Frasobliwego i wracają do Niego często lub od czasu do czasu. Lubią ciszę i spokój tego miejsca. Lubił ją też Wojtek Pustelnik z „niskowskich krzaków”. Jego domem był szałas upleciony z kawałków drewna olszyny i gałęzi. Prowadził bardzo pobożne i religijne życie. Mało mówił. Kto do niego przyszedł, widział, jak czytał Pismo Święte. Częstował owocami ze swojego sadu i opowiadał o świętych. Codziennie chodził do Frasobliwego. Matce Bożej, którą kochał, postawił kapliczkę, która dziś jest świadkiem jego życia. Obok stoi ławeczka, zachęcająca, by przysiąść, pomodlić się, porozmyślać o Wojtku Pustelniku i nad własnym losem się zatrzymać. Takie jest też strzyganieckie wzgórze. Tu jakoś zupełnie naturalnie człowiek zaczyna zastanawiać się nad swoim życiem, nad tym, co w życiu ważne, nad biegnącym czasem. I chyba z góry to wszystko lepiej widać. Nawet gdy już się zjedzie w doliny codzienności, to perspektywa tam zdobyta stawia do pionu. Człowiek staje się bogatszy o to, czego gołym okiem nie widać.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama