Nowy numer 21/2022 Archiwum

Są szczęśliwe

Zrozumienia dla wyboru takiego życia nie ma... w wirtualnym świecie, bo w środowisku, w którym żyją, wcale nie są dyskryminowane, przeciwnie – czują się potrzebne.

Pięć lat temu, 22 stycznia, biskup tarnowski Andrzej Jeż po raz pierwszy w naszej diecezji dokonał konsekracji dwóch dziewic oraz udzielił błogosławieństwa sześciu wdowom z Dąbrowy Tarnowskiej i wdowcowi z Nowego Sącza, który już nie żyje. Kiedy kilka miesięcy temu na naszej stronie internetowej zamieściliśmy artykuł na temat tego, jak żyją konsekrowane wdowy, w mediach społecznościowych pojawiło się całe mnóstwo obraźliwych komentarzy i nieuzasadnionych ocen. Dlaczego? Przecież osoby te nikomu nic złego nie zrobiły. Przeciwnie. Całe oddały się służbie Bogu i ludziom.

Czy można mieć pretensje o to, że modlą się za swoją parafię, proboszcza, biskupów, za Kościół, za nas przez kilka, a nawet i więcej godzin dziennie, że centrum ich życia stanowią Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu, że są z tym szczęśliwe? – Wszystko, co jest związane z byciem znakiem przynależności do Chrystusa, budzi dziś sprzeciw. Nawet małżeństwo i rodziny, w których praktykowana jest wiara, są atakowane. Podobnie jest z kapłaństwem i konsekrowanymi wdowami, już nie wspominając o dziewicach konsekrowanych, kiedy nawet samo słowo „dziewica” jest wyśmiewane, a przecież to wielka wartość. Zachowanie dziewictwa i ofiarowanie go Bogu rodzi sprzeciw nawet najbliższej rodziny – zauważa ks. Grzegorz Lechowicz, wikariusz biskupi ds. zakonnych i opiekun konsekrowanych wdów. Według niego źródłem niezrozumienia jest przede wszystkim niewiedza. – Osób żyjących we wdowieństwie i nieplanujących ponownego małżeństwa jest wiele, ale nie każda myśli o tym, żeby wchodzić na drogę konsekracji, a może nawet nie wie, że taka istnieje, więc pojawia się niebezpieczeństwo porównywania wdów z konsekracją i bez niej w kategoriach lepsze–gorsze, a nie o to przecież chodzi. Wybór takiego przeżywania wdowieństwa jest wsparciem w uświęcaniu siebie, ale nie każdy będzie do tego powołany wewnętrznie. Większość żyje we wdowieństwie bez konsekracji i naprawdę nie potrzeba, żeby wszyscy decydowali się na konsekrację, jeśli ktoś tego nie czuje – dodaje kapłan, tłumacząc, że stan wdów konsekrowanych to powrót do Kościoła pierwotnego, starożytnego, takiego, który rozeznawał charyzmaty, ale także do tradycji biblijnej. Już w Starym Testamencie jest mowa o wdowach, które poświęcały się służbie świątyni. To dlatego tym, którzy rozeznali taką drogę powołania do świętości na takim etapie swojego życia, Kościół i biskup udzielają błogosławieństwa. – Za nie jesteśmy wdzięczne, odczuwamy je do dziś – mówi pani Emilia, jedna z konsekrowanych wdów z Dąbrowy Tarnowskiej, szczęśliwa z tego powodu. – 5 lat od naszej konsekracji było czasem wytężonej pracy nad sobą, ofiarowania się Bogu każdego dnia, uwielbiania Go i kochania, uczenia się doskonałej miłości, czystości myśli, słów, słuchania. To nieustanna modlitwa, do której dorastałyśmy każdego dnia, bo modlitwa to nie klepanie pacierzy, ale wysiłek życia Bogiem i w Bogu. To pokuta, adoracja, niesienie swojego krzyża z radością i oddaniem. Nie jest to życie łatwe, ale też nietrudne, gdy wszystko codziennie oddaje się Stwórcy. Nawet krzyże codzienne są lekkie – mówi pani Emilia, która sama dzień zaczyna o wpół do pierwszej w nocy po to, żeby się modlić. – Jestem skowronkiem, nie sową, więc wtedy mój umysł jest jasny, najlepiej mogę się skupić, nic mnie nie rozprasza, a intencji mam wiele. Od 3.30 do 6.00 jestem na adoracji w kościele, a potem na Mszy św. – dodaje. Modlitwa, adoracja i Eucharystia są wpisane w życie każdej z nich. – Krzyż także. Jego zrozumienie dało nam siłę. Codzienne Msza św. i adoracja pozwoliły powoli przemieniać nasze myślenie i skłaniać się ku niebu. To zaowocowało. Krystyna, założycielka naszej grupy, dziś świeci przykładem modlitwy, spokoju, posłuszeństwa i serdecznych myśli. Irena przebywa w kościele na modlitwie chyba najdłużej z nas, uczynna, potrafi przygotować katechezę, prowadzi też naszą księgę pamiątkową, pielgrzymuje do miejsc świętych. Marysia prowadzi dodatkowe nabożeństwa w kościele, rozśpiewana, rozmodlona, roześmiana mimo bólu. Zosia pokazała nam ukryte głęboko talenty. W modlitwie przodująca. Urszula – cicha, spokojna, znosi cierpienia i trudności w swoim życiu, oddając wszystko Bogu, Jemu ufając – podkreśla pani Emilia, która pięć lat po konsekracji jest przede wszystkim wdzięczna Bogu za Jego bliskość i działanie, a także ludziom, którzy się do tego przyczynili. W środowisku, w którym żyją, nie są dyskryminowane, wyśmiewane czy obmawiane, wręcz przeciwnie – okazywana im wdzięczność sprawia, że czują się potrzebne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama